Unitrowskie opowieści czyli wasze przygody z kultowym sprzętem

12 odpowiedzi [Ostatni post]
 
Moderator
Punkty: 1509
Posty: 1251
W klubie od: 17/06/2008

WSH 303 (oznaczenie na płycie czołowej DA 4140) to mój pierwszy wzmacniacz od którego zaczęła się moja przygoda z Unitrą. Kupiłem go w komisie za 100zł (miałem jakoś 14-15lat i zapragnąłem mieć wieżę Umitry). Ma trochę obitą płytę przednią ale to szczegół. Z powodu braku kolumn podłączyłem do niego takie jakie miałem. Wzmacniacz grał pięknie i nieźle dawał. Chciałem pochwalić się kumplowi co potrafi i dałem głośność do połowy. Był pod wrażeniem ale w pewnym momencie powiedział że coś mi z niego dymi. Szybko wyłączyłem go i potem nie włączałem (inne zajęcia). Dopiero jak postawiłem go na półce na drugi dzień i odpaliłem poleciał bezpiecznik sieciowy. Wymieniłem go raz drugi trzeci... co jest do diabła?! Zadzwoniłem do serwisu i powiedziałem jaka jest sprawa. Ponieważ niedawno go kupiłem powiedzieli że naprawią w ramach gwarancji. Okazało się że spaliłem końcówkę mocy (a tato straszył mnie że jak to padnie to już po wzmaku). Byłem przerażony ale podjęli się naprawy. Wzmacniacz leżał u nich 2 tygodnie jak dzwoniłem to powiedzieli że mnóstwo oporników popalone. W końcu naprawili i pojechałem go odebrać. Zapłaciłem 30zł (rzekomo za części) przywiozłem go na plecach (jechałem rowerem). Pierwsze co zdjąłem obudowę żeby zobaczyć ile części padło. I co się okazało? Wymienili 2 druciane oporniki przy stopniu końcowym i kilka tranzystorów mocy. Uruchomiłem i wszystko było ok. Po jakimś czasie znów padła końcówka ale na biegu jałowym (tym razem miałem kolumny jak należy a dokładnie Ting Space '86). Powiedziałem że nie będę płacił kanciarzom i spróbuję naprawić sam ten wzmacniacz. Rozłożyłem go i znalazłem walnięte tranzystory. Wymieniłem na nowe uruchomiłem działa. Po jakimś czasie to samo i naprawa. Za czwartym razem zaczął mi się kopcić peerek od prądu spoczynkowego. Poprosiłem o pomoc znajomego który wziął wzmaka i naprawił go jak należy. Zamiast peerka wstawił odpowiedni opornik i wymienił tranzystory. Okazało się że ktoś majstrował przy prądzie spoczynkowym i stąd te jaja. Teraz sprzęt jest sprawny i działa jak należy.

Dzięki tej przygodzie zrozumiałem że uszkodzona końcówka mocy wcale nie musi być nienaprawialna. Cenię sobie od tamtego czasu końcówki na tranzystorach w których łatwo znaleźć co padło i szybko wymienić. Wystarczy miernik z testerem sygnałowym.

Nie masz cwaniaka nad Unitromaniaka!!!