Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Pierwszego malucha zbudowałem sobie w technikum samochodowym w 1978 roku.
Jako, że się mocno na niego wykosztowałem to już na radio brakło.
Ale antenę w podszybiu zamontowałem zapychając dziurę.
Ojciec akurat wymieniał radio w Wartburgu i dostałem Safari.
Przed wojskiem sprzedałem malucha, ale już w trakcie 2 i pół roku służby kupowałem części na kolejnego malucha i Poloneza.
Po wojsku kupiłem Fiata 125p z 1978 roku.
i tam było jakieś radio, które nawiasem mówiąc ukradli mi na parkingu pod Victorią w Warszawie.
Gdy kupiłem Fiata 132 miał także radiomagnetofon , który mi zwinęli pod domem, ale za dwa dni oddali i za szybę trójkątną w tylnych drzwiach zapłacili.
Od tego czasu stosowałem kieszeń.
Fajny fabrycznie montowany sprzęt miały Citroeny XM, w obu miałem Clariona.
Tak jak wspomina paulus60 od lat 2000 większość samochodów miała montowany radiomagnetofon lub radio z odtwarzaczem CD fabrycznie i trzeba przyznać, że ten sprzęt grał poprawnie.
Jeśli chodzi o kolejki to unikałem, a najgorsza w jakiej stałem, to pod ambasadą niemiecką po wizę.
Co do klejek i zdobywania najprzeróżniejszych artykułów.
Mieszkaliśmy nieopodal magazynów owocowo-warzywnych, były za płotem sąsiada i wszystko co z nich wyjeżdżało, przejeżdżało drogą obok nas.
Celem było zdobycie pomarańczy na święta. Od połowy listopada należało śledzić doniesienia w gazetach, najlepiej "Trybunie Robotniczej", bo ona była w tonie pozytywnie-optymistycznym, czytać sprawozdania z "plenów egzekutywy" czy towarzysze podjęli już decyzje o imporcie pomarańczy, z bratniej Kuby rzecz jasna.
Tydzień-dwa później później rozpoczynały się relacje w "Dzienniku Telewizyjnym": statek już na redzie, wywiady z kapitanem i budowanie napięcia: zdążą z rozładunkiem i dystrybucją przed świętami czy nie?
Kiedy w końcu pojawiała się relacja, że załoga portu dzięki przyjętemu zobowiązaniu, wykonała swoja robotę na czas, można było rozpocząć lokalną obserwację.
Najskuteczniejsze dni to były soboty lub niedziele handlowe przed świętami.
Władza w taką niedzielę rzucała na sklepy różne atrakcyjne towary, oczywiście porannymi dostawami, tak żeby coś jeszcze zostało dla zwykłych ludzi i nie "wyszło" nocą albo tyłem po zamknięciu sklepu.
Pełniliśmy dyżury przy oknie z rodzeństwem, i gdy załadowana ciężarówka wyjeżdżała, pakowaliśmy się całą rodzina do F125p ojca i śledziliśmy ciężarówkę do którego sklepu się udaje. Potem wystarczyło się ustawić w kolejce i zaczekać aż rozładują i rzucą na sklep. Czasem udawało się wystać dwa razy zanim zabrakło.
Kiedyś taki rajd zakończył się w rowie, Star z pomarańczami miał kurs do sklepu na dalekich przedmieściach, droga miała 3 kategorię odśnieżania, a fiat był na letnich Continetalach, i zamiast pomarańczy była walka z samochodem.
Swoją drogą, był to ciekawy egzemplarz, wersja eksportowa MR75 z silnikiem 1300cm3 (z poziomymi tylnymi światłami). Zakupiony w NRF, miał trochę bajerów, które nie występowały w produkcji na kraj. Lakier metalik, "tempomat" (czyli ręczny gaz na cięgle jak ssanie), elektroniczny wielopozycyjny regulator prędkości wycieraczek, pasy bezwładnościowe itp.
Ale radio było w nim bardzo proste UKF + średnie fale, mono, bez odtwarzacza kaset, programatora itp. nieznanej marki.
Jak je rozebrałem do przestrojenia to byłem zdumiony wykonaniem strojenia i skali. Zamiast linki był kawałek elastycznego plastiku połączony z osią kondensatora strojeniowego. Wodzik pracował ciągle w trybie zginania i mimo upływu lat nie urwał się w miejscu przegubu.
Zaktualizowała mi się przeglądarka firefoks i z menu prawego przycisku myszki zniknęły polecenia, tylko pusta ramka się wyświetla. Ale jak się najedzie kursorem np. na czwartą linijkę (bo podświetlają się ciemniejsze prostokąty) to wykona polecenie "wklej".
edit - zresetowałem komputer i jest ok
@geelo
Zresetowałeś, czy zrestartowałeś?
@geelo
Zresetowałeś, czy zrestartowałeś?
Zrestartowałem czyli zamknąłem i ponownie uruchomiłem. Pierwszy raz coś takiego miałem, że nie było widać wierszy poleceń ale je wykonywał jak się zgasło na wyczucie gdzie kliknąć.
Tak myślałem. Reset i restart to jednak nie to samo :)
Ważne, że działa.
Pierwszego malucha zbudowałem sobie w technikum samochodowym w 1978 roku.
Jako, że się mocno na niego wykosztowałem to już na radio brakło.
Ale antenę w podszybiu zamontowałem zapychając dziurę.
Ojciec akurat wymieniał radio w Wartburgu i dostałem Safari.
Przed wojskiem sprzedałem malucha, ale już w trakcie 2 i pół roku służby kupowałem części na kolejnego malucha i Poloneza.
Szacun @Zbychu58 !
Fajne było to, ze do FSO można było zanabyć różne części. Jako że pierwsze auto to był maluch kolor czerwony (oczywiście spod lady bo jakze inaczej), dokupiłem takie gadgety jak: Lusterka składane na zatrzask, tylne osłony wlotów powietrza, oczywiście wiertarka w ruch i montujemy antenę (nie było w tej wersji dziury fabrycznej), montujemy z tyłu głośniki pod tylną szybą oczywiście po wygłuszeniu jakąś pianką nie pamiętam dokładnie, potem pora na przycisk klaksonu. Pasował od 126p wersja 700cm, nasepnie wymiana żarówek na halogenowe bo przecież były montowane zwykłe chyba kryptonowe, cholera wie. Oczywiście przekażniki do włączników kupione w zestawie na wolumenie, koniecznie klakson od fiata ten dwutonowy ! miały być jeszcze halogeny takie eliptyczne z kratką plastikową ale nie zamontowałem w końcu, leżą w piwnicy do dziś :-) To była fura.
Troche poprawiłem to zdjęcie ;) Zdecydowanie to lampa błyskowa zrobiła taki brązowy kolor bo aluminum odbija a wskaźniki te niebieskie przecież na zielono świecą a pan tam demonstrował więc był włączony.
Teraz zdecydowanie lepiej ale dla mnie to dziwne to zdjęcie, ciekawe który to mógł być rok, Radmory nie leżały na półkach w sklepie, dziwna ta kolumna na dole... Radmora ze wskażnikami nie produkowano cały czas, wie ktoś do kiedy? Kolejną sprawą są ceny, o ile pamiętam cen nie prezentowano w sklepie. Dlaczego? z przyczyn społecznych dobra luksusowe kosztowały kilkanaście pensji i kowalski mógłby się zdenerwować. To może być jakaś wystawa promocyjna coś w tym stylu nie wiem, może ktoś to rozszyfruje...
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 410
- 411
- 412
- 413
- 414
- 415
- 416
- 417
- 418
- …
- następna ›
- ostatnia »












Ja w latach 80-tych pracowałem jakiś czas w małej fabryce papieru na południu Polski. Produkowali wyjątkowo deficytowy produkt, czyli papier toaletowy. Pech chciał, że spalił się kiedyś im silnik. Rzecz praktycznie nieosiągalna. Wiec zaopatrzeniowiec wrzucił do Żuka 2 worki papieru toaletowego i pojechał do producenta silników. Oczywiście, pani w dziale zbytu na miejscu go wyśmiała i wygoniła. Biedny zaopatrzeniowej zaczął płakać (udawał), że dyrektor kazał mu załatwić sinik i bez niego nie ma co wracać. I w podzięce dla osoby która go poratuje ma na pace 2 worki papieru toaletowego. Pani w dziale zbytu jak usłyszała o 2 WORKACH, to najpierw zaniemówiła, a potem szybciutko wystawiła WZ do magazynu :-)