DariuszM i jego Unitra :-)
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Witam serdecznie, na chwilę obecną jestem przeszczęśliwym posiadaczem wzmacniacza lampowego Unitra Edward.Wzmacniacz w kolorze czarnym, w idealnym stanie. Ciekawostką jest to że mam egzemplarz o numerze seryjnym 0001. Gra to niesamowicie dobrze, ciepło ale detalicznie, bardzo przestrzennie i z dużym wykopem. Podłączany do różnych kolumn zawsze się wybronił i nigdy nie musiałem się go wstydzić.
Super i gratuluję. Ciesz się zakupem i słuchaj :-) Niech służy długo i niezawodnie.
Fakt, grzeje tak że można się oparzyć.Co do EM84 na szczęście to wskaźnik wysterowania i przy spokojnych, niegłośnych odsłuchach zbytnio się nie uaktywniają.
Katoda lampy może mieć nawet 1000st., producent Twoich lamp (JJ) nie podaje danych dotyczących temperatur, ale np. Tung-Sol dla lamp 6L6 podaje max temperaturę bańki 250st, więc jak najbardziej można się oparzyć, szczególnie jeśli pograsz trochę głośniej. W stanie spoczynku, bez sygnału temperatura pewnie będzie na poziomie 100st.
Jak wspomniałem - z lamp także trzeba odprowadzić ciepło. :) Myślę że to jest główny powód dla którego od zawsze gdy tylko było to możliwe lampy były eksponowane na zewnątrz (z pewnymi wyjątkami).
Nie no, może nie tak ortodoksyjnie. Tych wyjątków trochę było, nawet na naszym i pobliskich podwórkach. Nie mam na myśli jakichś sprzętów typu top HiFi. Ale do rzeczy: wszelkie wzmacniacze TELOS do nagłośnień dworcowych, kościelnych itd. Wzmacniacz W-600 do gramofonu G-600, wszelkie Vermony, Regenty 60 czy MV-2, MV-3 z dawnej NRD i sporo innych. Wszystkie miały lampy wewnątrz obudowy. Odbiorniki radiowe pomijam. Nie te moce.
Zapomniałeś o BIS-101. :)
Ale to nieważne. Taki Telos był strasznie wielki, BIS zresztą także i oba miały przezierną obudowę.
Natomiast W600 to w sumie wzmacniacz małej mocy - 4x EL84, każda po 12W max, co daje niecałe 50W i lampy końcowe były umieszczone przy przeziernej tylnej ściance a nad nimi wycięte otwory w górnej pokrywie. :)
Tyle że 50W to już jest bardziej znośna moc, w zasadzie niejeden wzmacniacz tranzystorowy tyle wydziela. 100W i więcej z kilku mocniejszych lamp jak np. 6L6 czy EL34 to już dużo większy problem, nie mówiąc o popularnych KT88 które mają moce strat na poziomie 40W. Tu mielibyśmy ze 200W ciepła. Dlatego w takich przypadkach lampy albo są na zewnątrz albo wzmacniacz ma przezierną obudowę i ogólnie jest wielki jak stodoła.
Dla estetyki chyba lepiej jak lampy są na wierzchu niż ma to być potworek pokroju Telosa, chociaż to zależy co się komu podoba.
Ja bym takiego Telosa czy BIS-a w domu na półce nie postawił. :)
Poza tym w tych wszystkich wzmacniaczach o których piszesz lampy są na górze, to że całość jest obudowana nie zmienia ogólnych kanonów umieszczania lamp.
Ogólnie chodzi mi o to, że w obudowie takiej jaką ma Edward nie można schować lamp mocy ze względów termicznych. One nadal musiałyby być na górze, więc aby je schować należałoby dobudować przezierną pokrywę i wyszłaby z tego straszna stodoła.
Moim zdaniem brak zabezpieczenia lamp w formie choćby delikatnej siateczki z chromowanych prętów to spora wada tej (i innych) konstrukcji. Pomijając kwestię temperatury, pozostawienie delikatnych baniek bez jakiejkolwiek ochrony naraża je na przypadkowe uderzenia i stłuczenia.
Moim zdaniem brak zabezpieczenia lamp w formie choćby delikatnej siateczki z chromowanych prętów to spora wada tej (i innych) konstrukcji. Pomijając kwestię temperatury, pozostawienie delikatnych baniek bez jakiejkolwiek ochrony naraża je na przypadkowe uderzenia i stłuczenia.
Jak nie masz małych dzieci i dbasz o ten sprzęt bardziej jak o żonę to raczej ryzyko stłuczenia jest małe.
Wbrew pozorom nie jest łatwo stłuc bańkę lampy. Jeśli zachowamy minimum ostrożności, to raczej nic takiego się nie wydarzy.
Jak nie masz małych dzieci i dbasz o ten sprzęt bardziej jak o żonę to raczej ryzyko stłuczenia jest małe.
O, właśnie! To dbanie i żonę chodzi. Konkretnie jej dbanie o zero kurzu na sprzęcie, (i nie tylko..). Także o kota (hipotetycznie) i inne dziwne przypadki.
A lampa nie koniecznie musi się od razu stłuc. Wystarczy delikatnie stuknąć w pracującą lampę, żeby się przekonać, ile szkód może narobić efekt mikrofonowania..
Sporo zależy od producenta, jednak ogólnie współcześnie produkowane lampy bardzo mało mikrofonują, a przynajmniej nie tak że pukniesz w bańkę i nie wiadomo co się dzieje. Oczywiście może być tak, że lampa została uszkodzona w wyniku jakiegoś wstrząsu i wtedy będzie miała podwyższone mikrofonowanie, ale to jest usterka.
W starszych lampach faktycznie było tak, że wystarczyło w chassis stuknąć i było to słyszalne w głośnikach.











Fakt, grzeje tak że można się oparzyć.Co do EM84 na szczęście to wskaźnik wysterowania i przy spokojnych, niegłośnych odsłuchach zbytnio się nie uaktywniają.