Wasze kasety, szpule, płyty
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Dawno mnie n8e było...
Nie wiem z kad to przekonanie ze przegranie materiału cyfrowego na taśmę i zrobienie z powrotem z tego cyfry poprawi dźwięk?
Japońce robię reedycje remixy z oryginalnych taśm bądź nagrań cyfrowych. Są to zapisy wielościeżkowe.
Polega to na ponownej obróbce nagranego w studio materiału. Ustawiają suwaki equalizera po swojemu.
Czy wychodzi lepiej , to kwestia gustu. Ja mam min. Depeche Mode. Na pierwszy aut ucha jest mniej basu, a średnica jest wypchnięta do przodu.
Realizator tak ustawia suwaki aby bas był bardziej zróżnicowany, dialogi bardziej czytelne , a na wysokości unika szpilek kłujących bębenki.
Co do ceny. Jak ktoś ma ochotę kupić za 3 stówy , to jego sprawa. Moje japońce kosztowały mnie max 110 zł z przesyłką z Japonii.
Tu mowa o Live on Hamburg DM.
Kiedyś na audio show "Leszcze" prezentowały demo swojej pierwszej płyty.
Brzmiało to naprawdę przyzwoicie.
Wydanie na CD brzmiało fatalnie, dźwiękowiec strasznie skompresował średnie tony i wyostrzył wysokie i basy.
Grało to jak kiepskie radio samochodowe z equalizerem ustawionym w uśmiech.
Zdjęcia wstawię później gdyż mam w domu remont i nie mam dostępu do płyt.
PS.
Nie wszystkie"wydania japońskie" są wydane w Japonii. Miałem Imperium kontratakuje Made in W.Germany. Wysyłałem gołe CeDeki Chopina do Japonii drukowane w Trakcie .
Tam wkładali w pudełka i drukowali swoje okładki.
Czy płyta była remasterowana (dziwne słowo) na ich parametry, tego nie wiem.
Dawno mnie n8e było...
Nie wiem z kad to przekonanie ze przegranie materiału cyfrowego na taśmę i zrobienie z powrotem z tego cyfry poprawi dźwięk?
Opisałem to zjawisko kilka postów wcześniej - efekt nasycenia taśmy i gorsze przenoszenie impulsów, dzięki czemu są one mniej drażniące dla naszych uszu.
Japońce robię reedycje remixy z oryginalnych taśm bądź nagrań cyfrowych. Są to zapisy wielościeżkowe.
Polega to na ponownej obróbce nagranego w studio materiału. Ustawiają suwaki equalizera po swojemu.
Czy wychodzi lepiej , to kwestia gustu. Ja mam min. Depeche Mode. Na pierwszy aut ucha jest mniej basu, a średnica jest wypchnięta do przodu.
Realizator tak ustawia suwaki aby bas był bardziej zróżnicowany, dialogi bardziej czytelne , a na wysokości unika szpilek kłujących bębenki.
Nie nie nie i jeszcze raz nie!
Po pierwsze: nikt nie wysyła zapisu wielośladowego do tłoczni, nawet japońskich. Miksowanie muzyki, to nie tylko ustawienie poziomu ścieżek, ale bardzo zaawansowana praca, trwająca wiele godzin, a najczęściej tygodni. Przyjmuje się, że średni czas pracy nad jedną minutą utworu w muzyce rozrywkowej, to 24 godziny pracy realizatora (sic!) i to nie licząc czasu potrzebnego na nagranie materiału.
Każda tłocznia otrzymuje ten sam materiał, który jest przygotowany pod określony nośnik. Obecnie mastering jest bardziej różnorodny, ponieważ nie tylko są dwa dominujące nośniki, ale każda platforma streamingowa, ma swoje wytyczne dotyczące poziomu LUFS, rodzaju kodowania, metadanych i innych wytycznych.
Po drugie: zmiksowany w studio materiał, w postaci plików stereo wav 24bit i rozdzielczości od 44,1 do 192 kHz (tak wysokie próbkowanie to rzadkość), trafia do studio masteringowego. Czasami wysyła się tzw stemy, czyli zmiksowane grupy instrumentów, oraz efektów, ale NIGDY nie daje się śladów! W tym studio przygotowuje się się dwie wersje masteringu dla tłoczni (dla płyty CD i LP), wersją dla Apple Music, dla Spotify, YT, i innych serwisów streamingowych. Jeśli dodatkowo jest miks wielokanałowy, to oznacza konieczność przygotowania kolejnych wersji masterów (oczywiście dla każdego serwisu oddzielnie).
Po trzecie: nie używa się suwaków jak w domowym eq, tylko zaawansowanych narzędzi masteringowych (kompresorów pasmowych, dynamicznych equlizerów, exiterów, limiterów, i wielu innych narzędzi), czasami w postaci fizycznych urządzeń, a najczęściej wtyczek VST. Doskonałym przykładem takiego środowiska jest iZotope Ozone 12. Urządzenia fizyczne mają zamiast potencjometrów, drabinki rezystorowe i przełączniki, by rozbieżności między kanałami były jak najmniejsze. Jako przykłady mogę podać klasykę masteringowych urządzeń: Manley Variable MU Mastering, Chandler Limited EMI TG12413 Zener Limiter, EMI TG 12345 Curve Bender, Fairchild 670, oraz produkowane w Polsce przez IGS Audio 825EQ lub Volf. Jak widać, żadnych suwaków, czy potencjometrów. tylko przełączniki.
Po czwarte: pod żadnym pozorem tłoczni nie wolno ingerować w brzmienie płyty! Jeśli jakaś firma to by zrobiła, to cały nakład poszedł by na przemiał, i poza koniecznością ponownego tłoczenia materiału, musieli by zapłacić karę i mogli by stracić kontrakt z wytwórnią.
Skad Waść to wszystko wiesz?
Bo ja Dalej nie wiem skąd to Przekonanie ze dźwięk po przegraniu na taśmę ma lepsze nasycenie? Niby jakim cudem. Nigdy tego nie usłyszałem na sprzęcie w studio. Moze po prostu bardziej podoba sie dźwięk , który traci kilka szczegółów, lub jest nagrany z wyższym poziomem w DB?
A co do procesu wypożyczania ścieżek dźwiękowych. To sa grube pieniądze dla wykonawcy i studia nagraniowego. I taki proceder istnieje. Skad wiem?
Prosto z ITI .
Jakim cudem ? Nie powiem.
Wiem to z praktyki, Byłem technikiem w Studio Buffo (to nie tylko teatr, ale i studio nagrań), gdzie stały dwa wielościeżkowe Studery, zsynchronizowane po SMTP i tam tłumaczono mi jak się nagrywa i dlaczego 0dB to tylko punkt na skali, a nie górna granica. Technik musiał umieć kalibrować magnetofon do różnych taśm, umieć tak dobrać parametry nagrania, by nie przesterować śladu, wykorzystując jednocześnie zjawisko nasycenia taśmy, by złagodzić wszelkie sygnały impulsowe i podnieść skuteczny poziom sygnału. Większość realizatorów w państwowych studiach było szkolonych by nagrywać do 0dB, czego skutkiem są bardzo marnej jakości miksy, pełne szpilek i o bardzo małym poziomie LUFS. Dźwięk taki jest odbierany, jako płaski i pozbawiony dynamiki. Załączam zrzut ekranu dwóch wersji fragmentów tego samego utworu z płyty "Szara maść". Górna ścieżka, to wersja winylowa, a dolna - CD. Jak widać sygnały impulsowe nie ograniczone w żaden sposób sprawiają, że "esencja" dźwięku samego utworu jest dużo niższa. Dlatego większość płyt wydanych w PRLu gra dużo ciszej, od wydań zachodnich z tego samego okresu. Umiejętność ograniczania sygnałów impulsowych w miksach (zarówno w studio, jak i na żywo), jest podstawą realizacji dźwięku.
Gdy zmieniono nośnik analogowy na cyfrowy, zdolny przenieść sygnał bez ingerencji w jego poziom, okazało się, że owa doskonałość jest wielkim problemem i zaczęto emulować efekt nasycenia taśmy zarówno w sposób fizyczny (stosując odpowiednie filtry) jak i cyfrowy, przy pomocy algorytmów.
C.D.:
Lech Janerka = "Historia podwodna".
C.D.:
Perfect = "Unu".
Czasami, dość mocno ingeruję w brzmienie płyty, którą chcę zgrać na taśmę. Tym razem na tapet wziąłem album Aktor grupy Dwa Plus Jeden. Klasyczne nagranie i miks wykonany przez polskich realizatorów z Muzy. Bardzo dużo środka, świetnie brzmiące wokale i smyczki oraz bezpłciowa brawa sekcji rytmicznej. Stopa przypomina walenie pałką w karton, gitara basowa jest płaska i bez "mięsa", jakby zespół grał na zabawkowych instrumentach. Tradycyjnie, wybijający się werbel sieje impulsami, a wokale żeńskie zagłuszają muzykę, powodując wrażenie wycofanie muzyki i sprowadzenie jej do roli towarzyszącej.
Zastosowane przez mnie rozwiązania to: Kompresor w trybie kompresji równoległej - mój ulubiony, brzmi bardzo naturalnie. Efektem jest wzmocnienie wszystkiego, co jest cichsze, czyli wyrównanie proporcji pomiędzy najgłośniejszymi fragmentami, a cichszymi. Jednocześnie do skompresowanego sygnału jest dodany sygnał oryginalny, co maskuje efekt kompresji. Korektor typu Pultec, daje specyficzny efekt, nie tylko podbija pasmo, ale dodaje też harmonicznych w regulowanym paśmie. Kompresor pasmowy pilnuje spójności pasm. Przy tak niespójnym miksie, jaki jest na tej płycie, czasami jest za dużo basu, a za chwilę staje się homeopatyczny. Podobnie jest z proporcją wokalu. Męski jest dobrze wpasowany w miks, zaś żeński wybija się się za bardzo.
Na końcu zastosowałem limiter ustawiony tak, by reagował tylko na impulsy, które zdecydowanie wybijają się ponad miks. Udało się zachować ogólne brzmienie, jednocześnie poprawiając proporcje i nasycając sekcję rytmiczną i dając tzw pazura muzyce.
miks wykonany przez polskich realizatorów z Muzy. Bardzo dużo środka, świetnie brzmiące wokale i smyczki oraz bezpłciowa barwa sekcji rytmicznej. Stopa przypomina walenie pałką w karton, gitara basowa jest płaska i bez "mięsa", jakby zespół grał na zabawkowych instrumentach.
Ja to nazywałem: 'sznurkowy bas i kartonowa perkusja'.
Uważam, że praktycznie cała winylowa polska produkcja muzyczna PRL-u została skopana przez realizatorów.
Nie wszyscy wszyscy realizatorzy w PRL kwasili dźwięk. Wręcz przeciwnie wielu było takich który potrafili zmontować i zgrać fajnie materiał np studio radia Lublin gdzie powstało wiele dobrych miksów. Problemem były tłocznie płyt które nie dbały o brzmienie artystów na rzecz poprawnego i bezpiecznego prowadzenia rowka w trakcie wycinania płyty matki pod matrycę. Bardzo fajnie to przedstawił w jednym filmów Tomasz Wróblewski na swoim kanale 0db.pl.
Co do wysokich poziomów RMS to podziękujmy komercyjnym rozgłośniom radiowym bo to one wymusiły na producentach i wytwórniach płytowych CD głośne i zbyt mocno skompresowane utwory które gwarantowały większy zasięg stacji radiowej przez przemodulowanie nadajnika ale nie przesterowanie.
Technologia cyfrowa jest doskonała powtarzalna i przyjmie wszystko do tego stopnia że nawet utwory 4 bitowe są w stanie grać poprawnie co także pan redaktor Wróblewski w jednym ze swoich filmów świetnie to przedstawił.
Otóż to, to właśnie.
Posłuchajcie starych płyt Niemena. Wg mnie jakość nagrań to rewelacja jak na możliwości technologiczne tamtej epoki.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 360
- 361
- 362
- 363
- 364
- 365
- 366
- 367
- 368
- następna ›
- ostatnia »











Ostatnio miałem przyjemność realizować dźwiękowo Macieja Tubisa. Polecam bardzo Jego twórczość, zarówno w Trio, jak i solo. Pianista nowego pokolenia, który wyrasta na jednego z ciekawszych twórców jazzowych.