Fonica GS 464- jak zastapić lampy steroboskopu i żarowki 12-24v na Led-y .
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
I jaki tu problem? Działa? Działa. Dźwięk jest? Jest. Czasem wydaje mi się że sporo problemów leży nie po stronie sprzętu tylko użytkowników którzy od malucha wymagają komfortu mercedesa. Jak nie pasuje to czemu jeszcze posiadasz ten sprzęt. Za karę go używasz?
Nie. Nie używam 464. To, co pisze, to doświadczenia z tymi, które w przeszłości naprawiałem i poprawiałem. Od lat jedynym moim polskim gramofonem użytkowym jest G 601a, choć też obecnie stoi nie używany (nic nie stoi na przeszkodzie, by go normalnie używać, bo jest odnowiony, w doskonałym stanie.)
W salonie obecnie stoi ponad 40-letnie Lenco L-500.
Z chińskim ciężarkiem antyskatingu na karpiowej żyłce i o masie z tyłka wziętej.
I z ósemką kulaną z kwasiaka o wyglądzie pożal się.
Nie wspomnę przez grzeczność o naprawie jednego takiego gramofonu w obszarze łożyskowanie podtalerzyka, bo takiej koniny to powinieneś się wstydzić do końca.
Wiem.
Każdy orze jak potrafi.
A Lenco to ten którego parę lat temu nie udało się sprzedać?
Ulżyło?
Tylko tak potrafisz się dowartościować?
Przy braku argumentów, zawsze pozostaje atak personalny.
Widzę, że znów dyskusja przeobraziła się w pyskówkę.
Wracając do rozmazanych znaczników obrotów, to przyczyną jest wykonanie nacięć na talerzu. To przecież oczywiste - wystarczy spojrzeć na ich postrzępione brzegi. Miałem kilka tych gramofonów, i w każdym był efekt rozmazania i pływania obrotów. Po prostu wynika to z konstrukcji i jakości wykonania. Jak chcesz mieć stabilne obroty i ładnie wyglądające "krateczki", to trzeba kupić dobrej klasy (japoński, lub zachodnioniemiecki) gramofon. Nie ma co się oszukiwać. Nowe GS4xx miały wachania obrotów na poziomie 0,2% a po latach eksploatacji i zużycia marnej jakości silników Silmy, obroty falują jak Bałtyk. W latach 70, standardem w gramofonach wyższej klasy, była stabilność na poziomie 0,03%, a najlepsze modele osiągały 0,008% a nawet mniej. Poziom zakłóceń od mechanizmu spadał poniżej 80 dB, co przy 58 dB dla nowego GS4xx, pokazuje jak bardzo to był średni sprzęt.
Silnik Silma PRM-33-1.9 nie mają teraz nic do zastąpienia ze względu na wysoką rezystancję cewek...
Silnik Silma PRM-33-1.9 nie mają teraz nic do zastąpienia ze względu na wysoką rezystancję cewek...
Za Silmę suchego i piszczącego leżaka wołają jacyś mocno sprytni ludzie 200 złotych. To sa bardzo dobre silniki, tylko deczko niedorobione w fabrycznym pośpiechu. Do poprawki, osiągalne są doskonałe parametry. Wada - ograniczona trwałość szczotek i komutatora.
Taniej, lepiej i już na zawsze byłoby wstawić BLDC. Wtedy fabryczny strobo byłby wzorcem dla sieci, nie odwrotnie jak dotąd ;-).
Być może niebawem dojedzie do mnie grajek od naszego prześwietnego Kolegi, do zrobienia. Właśnie to go czeka, jak kogoś interesuje to pokażę jak to zrobić.
Silnik Silma PRM-33-1.9 nie mają teraz nic do zastąpienia ze względu na wysoką rezystancję cewek...
Za Silmę suchego i piszczącego leżaka wołają jacyś mocno sprytni ludzie 200 złotych.
A w MK232p czy Kasprzakach takiego nie było? PRM-33-1.8 był w moim RM121 jeśli się nie mylę
Nie wiem. Nie jestem z Polski.
To sa bardzo dobre silniki, tylko deczko niedorobione w fabrycznym pośpiechu. Do poprawki, osiągalne są doskonałe parametry. Wada - ograniczona trwałość szczotek i komutatora.
To często mam na myśli, gdy krytycznie patrzę na wyroby z PRLu. Może sama konstrukcja była dobra, ale niska kultura techniczna i braki materiałowe, spowodowały, że wyrób jako całość, okazuje się wadliwy. Dla zwykłego użytkownika, a nawet dla entuzjasty techniki i majsterkowania, owe niedoróbki fabryczne, były nie do przeskoczenia. By móc doprowadzić mechanikę do prawidłowego stanu, trzeba mieć nie tylko narzędzia, ale i wiedzę. Jak widać, sama konstrukcja mechanizmu jest dobre, ale wykonanie kładzie produkt.










A w komunie to dzieci porywali.
Przypomniało mi się o sianie.