Wasza historia sprzętowa - audiohistoria
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Bo wtedy brało się wszystko co "rzucili" do sklepu. Ja polując na tuner kupiłem m.in. odkurzacz (stary był już 3 razy reanimowany) i lodówkę (musiałem odstać jeden 3 godzinny dyżur w kolejce) bo posiadana Foka była zamykana na gumę opasaną wokół lodówki gdyż zamek się rozleciał.
Ale kumpel kupił gramofon (modelu nie pamiętam, taki srebrny do wież 8000) bez żadnego stania. Mama go wysłała do sklepu z firankami, żeby kupił jakieś tekstylium na okno. A w sklepie stały pudła z logo Foniki. Więc się spytał, co w tych pudłach. A obrażona pani powiedziała mu, że to co na nich napisano. Ona nie wie, ona tu firankami handluje. A pudła przywieźli w dostawie z firankami i kazali sprzedawać. No to sprzedaje.
Skąd wysyp sprzętu Unitry?
Bo ludzie to zbieracze. Nie wyrzucali niesprawnego sprzętu do śmieci jak nasi zachodni sąsiedzi. Szanowali coś na co ciężko pracowali. A Teraz jak jest moda , to wyciągają stare futra z szafy.
ale co potrafi ten radiomagnetofon okazało się dopiero wtedy, gdy kolega z klasy pożyczył mi do posłuchania nagranego na Pewexowskim sprzęcie żółtego BASFA LH extra I. Oczywiście musiałem na końcu taśmy, gdy Eric Woolfson zakończył swoje monumentalne "Silence and I" nagrać próbkę z UKF. Po tym doświadczeniu nie kupiłem już żadnej zwykłej, czerwonej lub niebieskiej "stilonki".
Ja tak miałem ( i mam ) od kiedy pojawił się ZRK M7011 a było to już po maturze.
Wcześniej na RM Marta stilonki dawały radę ( nie irytować brakiem wysokich tonów i szumami ) .
Wolałem ciułać każdy grosz i raz na miesiąc pójść do Pewexu ( jak biedne panisko ) i kupić sobie najtańszą kasetę ( w tym takiego żółtego basfa, potem czerwonego ). Najelesze wg. mnie i tak okazały się Maxelle i TDK ( z tych najtańszych oczywiście za dolara "60" lub dolara i 10 centów "90" ).
Do tego M7011 wjechała niebawem Tosca 303 i kolumny ZGC 50-8-44.
No ten zestaw wtedy to było to, co mnie w zupełności satysfakcjonowało.
Potem doszedł gramofon z serii Bernard ale w eksportowej wersji srebrnej Tecco ( chyba model 517 ) .
Pod koniec studiów trafiłem nowy zestaw radmora serii 54xx ( bez magnetofonu, bo byłem i jestem mega zadowolony z M7011 ), który to zestaw zastąpił toskę.
Ten zestaw mam do dziś.
Wolałem ciułać każdy grosz i raz na miesiąc pójść do Pewexu ( jak biedne panisko ) i kupić sobie najtańszą kasetę ( w tym takiego żółtego basfa, potem czerwonego ). Najelesze wg. mnie i tak okazały się Maxelle i TDK ( z tych najtańszych oczywiście za dolara "60" lub dolara i 10 centów "90" ).
Pełna zgoda. Ja też preferowałem TDKi i Maxelle. Basf-y były średnie, a najgorszą kupiłem kiedyś Agfę (poniżej 1 dolara tzn. bonu). Stilonki biły ja na głowę (nawet na moim nędznym M532SD)
Ja wcześniej nie miałem nigdy agfy, bo w tym pewexie gdzie sie zaopatrywałem były tylko wyższe modele po 2 i więcej $ za sztukę, więc z oczywistych względów wolałem dwie TDK D90 niż jedną agfę.
Teraz kiedy mam sporą kolekcję różnych kaset ( w większości używanych, ale zazwyczaj wysokich modeli ) to potwierdzam, z tych wymienionych marek agfa jest najgorsza .
Nie wiem czy czasem Stilon nie produkował swojej taśmy na licencji agfy ;) .
To by wiele tłumaczyło ;) .
Stilon produkował taśmy właśnie na licencji Agfy. Nie mam już, ale miałem kilka taśm szpulowych Stilonu z dopiskiem na pudełku "Agfa - Geavaert Licence". Na kasetach tego napisu nie było. Osobiście nie miałem złych doświadczeń z taśmami Stilonu (również w kasetach). Wydaje mi się, że są trochę demonizowane. Taśmy rodem z CCCP to była kompletna beznadzieja. ORWO też znacznie gorsze od Stilonów. Zresztą kto by w latach 70 zawracał sobie głowę tym, czy ma niższy, czy wyższy model kasety czy taśmy szpulowej. Miało grać i grało :)
https://unitraklub.pl/files/comments/1584364848842.jpg
Ja też nieźle wspominam Stilony. Zwłaszcza chromowe. Oczywiście, TDKi czy Maxele brzmiały lepiej, ale Stilony były całkiem akceptowalne. Radzieckich czy NRD-owskich kaset nigdy nie miałem, ale kumpel miał szpule z taśmą "Sdiełano w CCCP". Ścierały się szybko (głowice często trzeba było myć) a na dodatek rozciągały się. Przy częstym słuchaniu po jakimś czasie słychać było wyraźnie, że muzyka płynie jakby wolniej. I trzeba było taśmę nagrać na nowo. Choć z drugiej strony mieściło się na nich coraz więcej muzyki :-) Ale kumpel jakoś tego nie doceniał i klął na nie.
Czas zweryfikował taśmy kasety Ferrum Forte i Ferrum Maxi z których dzisiaj nie da się odzyskać materiału. Tlenki schodzą na potęgę i zostają na głowicy.
ORWO też wypada blado i podobnie jak wyżej.
Najlepiej wspominam te wcześniejsze Stilonki, czerwone 60 lub niebieskie (preferowane) 90. Bez żadnych dodatkowych nazw, tylko napis Chemitex Stilon Gorzów (o ile dobrze pamiętam). A później pojawiły się te Ferrum Forte i jakieś Supertony (chyba już nie z Gorzowa). I to już nie było to. One od nowości brudziły głowice i dźwięk tez nie był już taki, jak ze starych Stilonów.









Wszystko wskazuje na to, że kto miał dojścia to darł ile wlezie "na magazyn".
Kto nie miał brał co popadnie - i do pawlacza!
Pamietam scenkę z domu towarowego w Rzeszowie, druga połowa lat 80-tych,
rzucili głośniki (nie kolumny, głośniki) różne.
Tłum się kłębił i brali co dawali ;-)
Włodek