Potrzebne wsparcie przy odratowaniu PRELUDIUM 6272
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Może i tak, co nie zmienia faktu że fuszerka.
Ktoś oszczędził kilka groszy na dodatkowej łączówce powodując zagrożenie dla serwisantów, a nawet użytkownika (gdyby przewód odpadł i dotknął chassis).
Pół biedy gdyby to było zaznaczone na schemacie, ale nie jest.Ale fuszerki były (i w sumie nadal są) dość powszechne, więc nie powinno to nas dziwić. :)
Tak powszechne, że stały się normą. Odstąpienie od tej normy dobrze wykonaną robotą budzi sprzeciwy, oburzenie i jest potępiane jako przerost formy nad treścią.
Przykłady są bardzo blisko ;-)
Tutaj ktoś tę podstawową zasadę złamał prawdopodobnie już w fabryce i zamiast szukać usprawiedliwienia, trzeba to po prostu poprawić.
Dziadostwo jest dziadostwem!
Podpisuję się pod tym oburącz.
Coś jeszcze.
Czy to wszystko.
Chyba jasne - trzeba to wszystko poprawić zgodnie z zasadami sztuki serwisowej i norm bezpieczeństwa eksploatacji.
Dyskusja zaczyna mi przypominać tą o kondensatorze z wczoraj czy przedwczoraj.
Na zasadzie ja wiem lepiej.
Proponuję luzik.
Ja się nie napinam, za stary już na to jestem.
Dyskusji o kondensatorze chyba nie warto komentować, przypomnę tylko że to nie ja uznałem że to bzdura i zakończyłem dyskusję odrzucając argumenty że czołowi producenci na świecie mają inne zdanie na ten temat.
Twoja aluzja jak rozumiem skierowana jest w zupełnie inną niż moja stronę.
Może i tak, co nie zmienia faktu że fuszerka.
Ktoś oszczędził kilka groszy na dodatkowej łączówce powodując zagrożenie dla serwisantów, a nawet użytkownika (gdyby przewód odpadł i dotknął chassis).
Pół biedy gdyby to było zaznaczone na schemacie, ale nie jest.Ale fuszerki były (i w sumie nadal są) dość powszechne, więc nie powinno to nas dziwić. :)
Tak powszechne, że stały się normą. Odstąpienie od tej normy dobrze wykonaną robotą budzi sprzeciwy, oburzenie i jest potępiane jako przerost formy nad treścią.
Przykłady są bardzo blisko ;-)
Ten temat mamy już za sobą i mamy zgodność co do tego że jeśli ktoś chce to niech sobie robi co mu się podoba. Zresztą to nie powinno nawet podlegać dyskusji, ale jak ktoś jest gadułą (a ja jestem) to lubi dyskutować. :)
Czym innym jest modyfikowanie konstrukcji celem poprawy jej parametrów (pomijając czy to ma jakikolwiek sens), a czym innym jest modyfikacja celem usunięcia usterek które ktoś spowodował, szczególnie takich które mogą zagrażać bezpieczeństwu. Te pierwsze modyfikacje są dobrowolne i można zastanawiać się nad ich sensem, a te drugie obowiązkowe i nie podlegające dyskusji.
[...] szczególnie takich które mogą zagrażać bezpieczeństwu. Te pierwsze modyfikacje są dobrowolne i można zastanawiać się nad ich sensem, a te drugie obowiązkowe i nie podlegające dyskusji.
O te drugie mi głównie chodzi, w tym duchu przebąkiwałem coś o wiszącym kabelku...
Tam należy wywalić te wszystkie wątpliwe druciki w liniach (umownie) wysokiego napięcia i poprowadzić obwody przewodem w podwójnej izolacji na min. 500V, osłaniając wszystkie gołe miejsca obwodów.
Kombinacje łączówkowe czyjeś tam też należy sobie darować, zrobić połączenia wg. schematu jeśli nie wykryto na nim ewidentnych błędów i tyle. Będzie działało na bank, jeśli wszystkie elementy są OK.
Niestety, wygodny doopochron producenta w postaci napisu na tylnej ściance o wyjęciu wtyczki z gniazdka sieciowego jest nieco kulawy - jak zmierzyć napięcia w układzie z założoną tylną ścianką?
To radio i tak nie ma szans na spełnienie aktualnie obowiązujących norm bezpieczeństwa, to wymagałoby zrobienia niemal wszystkiego od nowa. Dlatego trzeba wykonać rozsądne niezbędne minimum, które przedstawia sobą i tak niemało pracy.
Artur
Kwestia kondensatorów dotyczyła Ciebie.
Kolega zadał pytanie otrzymał odpowiedź i po co męczyć flaka.
Co do przedmiotowego Preludium, to ja nie elektronik w jednym z pierwszych postów poddałem pod wątpliwość to podłączenie gramofonu ale przyjrzawszy się dokładnie zdjęciom jestem zdania, że to fabryczną robota.
A skoro tak jest to moim zdaniem nie trzeba tego zmieniać.
Autor tematu nie jest elektronikiem o czym sam wspominał.
Jak narazie powoli zaczyna wszystko łączyć w całość.
Wywieranie wręcz presji na jakieś konieczne niby modyfikacje są conajmniej nie na miejscu.
To raczej czarcia przysługa jak pomóc.
Ja taką elektronikę w wersji bez gramofonu posiadam i moim zdaniem tam w wielu miejscach jest niebezpiecznie jak się łapy wsadzi w te właśnie miejsca.
Ale to nie powód moim zdaniem, aby taki zabytkowy obiekt przenieść do kategorii nieodwracalnie przerytych.
Normalnie określam to dosadniej.
Pewnie, że najlepiej by było jakby ktoś w tej naprawie wspomógł go nie tylko radą, ale także wykonawczo.
Ja niestety nie mam takich możliwości.
Za moment Koledzy elektronicy będą mogli się wykazywać do woli bo spadnie tu jeszcze grad pytań i wątpliwości.
Tam należy wywalić te wszystkie wątpliwe druciki w liniach (umownie) wysokiego napięcia i poprowadzić obwody przewodem w podwójnej izolacji na min. 500V, osłaniając wszystkie gołe miejsca obwodów.
Kombinacje łączówkowe czyjeś tam też należy sobie darować, zrobić połączenia wg. schematu jeśli nie wykryto na nim ewidentnych błędów i tyle. Będzie działało na bank, jeśli wszystkie elementy są OK.
Oczywiście, tutaj dodatkowo jest jeszcze jeden problem o którym wcześniej nie pisałem. Przez przepust przechodzi przewód w pojedynczej izolacji podłączony wprost do sieci 230V. Po latach ten przepust na pewno sparciał, jeśli dodatkowo sparciała izolacja przewodu to mamy gotową receptę na porażenie prądem, bowiem chassis może znaleźć się pod napięciem, a z chassis połączone jest gniazdo anteny AM którego można dotknąć bez zdejmowania obudowy, zresztą do tego ono służy.
Przez przepusty powinny przechodzić przewody w podwójnej izolacji jeśli są to przewody połączone galwanicznie z siecią zasilającą.
Jeśli muszą to być przewody pojedyncze, to powinny być w przepuście zabezpieczone dodatkową koszulką izolacyjną.
I tak się to robiło zawsze, nawet w latach 50.
W odbiornikach bez transformatora (np. Pionier U2), gniazdo anteny AM jest separowane kondensatorem o małej pojemności który ogranicza prąd o częstotliwości 50Hz ale dla w.cz. jest nieistotny, albo transformatorem w.cz. (najczęściej w TV).
Tutaj takiego rozwiązania nie ma, bo z założenia odbiornik ma transformator.
Artur
Kwestią kondensatorów dotyczyła Ciebie.
Kolega zadał pytanie otrzymał odpowiedź i po co męczyć flaka.
Dlatego, że kategoryczne twierdzenie że należy użyć elementu takiego, a nie innego typu bo innego typu to zło mimo iż sam producent z pełną świadomością użył właśnie tego zła to jest dopiero pisanie bzdur. :)
Tutaj sytuacja jest z goła inna. To urządzenie być może też takie wyszło z fabryki, ale na pewno nie zostało tak zaprojektowane i nie miało być tak zmontowane. Jestem pewien, że tu sobie ktoś na linii produkcyjnej uprościł montaż nie mając świadomości jakie to pociąga za sobą konsekwencje.
Takich przypadków upraszczania historia techniki trochę zna i wiele z nich zakończyło się tragediami.
Dostrzegasz różnicę pomiędzy czymś co można w pewien sposób zrobić ale nie trzeba i jest to tylko czyjeś widzimisię (typ kondensatora w kolumnie), a czymś co musi być (albo nie może być) w określony sposób zrobione z konkretnych powodów (względy bezpieczeństwa)?
Za moment Koledzy elektronicy będą mogli się wykazywać do woli bo spadnie tu jeszcze grad pytań i wątpliwości.
Ależ ja bardzo chętnie każdemu pomogę, o ile tylko będzie to możliwe.
Od zawsze jednak zastanawia mnie dlaczego nie elektronicy zwykle mają najwięcej do powiedzenia w tematach w których akurat znajomość elektroniki i pewnych norm/zasad z tym związanych jest istotna.
I wcale nie piję tu konkretnie do Ciebie, prostu zaobserwowałem takie zjawisko już dawno temu i do dziś nie zrozumiałem tego fenomenu.
Tak ogólnie to nie mam nic do Ciebie, a nawet Cię lubię. Robisz fajną robotę stolarską/lakierniczą, widać że się na tym znasz.
Krótko na temat: @Marcub21 - zrób rozpiskę/listę wg. schematu wszystkich wątpliwych co do bezpieczeństwa lub poprawności połączeń przewodowych z zaznaczeniem koloru przewodu i jego niezbędnej długości. Przykład:
- 1a: trafo sieciowy > katoda AZ1 pin 2 VT /BK 220mm
- 1b: trafo sieciowy > katoda AZ1 pin 3 VT /WH 220mm
- 2a: trafo sieciowy > anoda AZ1 pin 5 YL /x 250mm
- 2b: trafo sieciowy > anoda AZ1 pin 8 YL /x 250mm
- 3: trafo sieciowy środek uzw. wtórnego WN > R3+R12 WH /RD 180mm
itd.
Objaśnienie: np.VT /BK to fioletowy z wyróżnikiem czarnym.
Wyróżniki to krótkie (ca.0,5...1cm) odcinki kolorowej termokurczki na końcach danego przewodu; mogą służyć jednocześnie za odgiętki w razie potrzeby. W ten sposób ograniczona ilość kolorów przewodów zostaje zwielokrotniona.
Mam takie kolory przewodów:
RD
WH
GN
BN
BE
YL
A takie termokurczek:
RD
WH
TSP (transparentna)
GN
YL
BE
BK
Gdy zrobisz tę listę, podeślę Ci gotowe przewody wykonane wg. niej. Jeśli potrafisz dobrze lutować, to nie powinno być problemu z montażem gotowców.
@Artur K - jak widzisz, fundamentalne, bezdyskusyjne kwestie bywają na tym forum poddawane pod wątpliwość. A kwiaty jeszcze drogie ;-).
Artur
Zgodzę się z Tobą, że na pewne szczegóły należy zwrócić uwagę.
Dotyczy to przewodu sieciowego bo jeśli nawet nie skruszał, a w późnym Preludium był w igielicie bardzo odpornym na działanie czasu i warunków to mogło się zdarzyć, że ktoś kiedyś zapragnął przestawić radio zapominając wyjąć wtyczkę z gniazda i osłabił izolację w pobliżu punktu mocowania do chassis.
Tam ten przewód owinięty jest fabrycznie milimetrowym preszpanem i dociśnięty metalową "łapką".
Kolejna słuszną wskazówka, to sprawdzenie gumowych przepustów.
Jeśli są zmurszałe, kruche to koniecznie trzeba je wymienić.
Nie zgodzę się natomiast z tym, że na taśmie w fabryce ktoś chcąc sobie ułatwić podpiął zasilanie gramofonu pod podstawkę lampy AZ-1.
Takiej partyzantki która by stanowiła zagrożenie eksploatacyjne nikt raczej nie uprawiał.
Aby mieć 1000% pewności należy sprawdzić jak jest podłaczony gramofon w innych radioodbiornikach w wersji w której zmiana napięcia na 127V wymusza przełożenie bezpiecznika nie wdając się w szczegóły.
Niestety nikt jak na razie nie deklaruje posiadania Preludium lub Poemata.
A teraz o tym czemu na temat elektroniki wypowiadają się nieelektronicy.
Bo taka jest ludzka natura, że wszyscy czy też większość zna się na prawie finansach, polityce, medycynie mechanice.
Narazie te działania to taka zabawa gdzie w płycie że sklejki wycięto różne figury geometryczne i teraz te figury trzeba włożyć we właściwe miejsca.
To taki etap dla dwulatka, a za moment przyjdzie czas na techników i inżynierów i wówczas siądę z boku i z zainteresowaniem obserwował będę dalszy proces naprawy.
Tylko obawiam się jednego.
Jak w wielu naprawach zapanuje grobowa cisza.
Bo ja nie będę miał nic do powiedzenia, a fachowcy nie będą wiedzieli co powiedzieć.
EDIT
I jeszcze jedno.
Tego radia nie da się naprawić z doskoku.
I doradzać z doskoku też nie wypada.
W mojej ocenie tam nie ma jednego nadmiarowego przewodu.
Sprawdziłem to wnikliwie porównując z tym co posiadam.
Problem jak wiadomo zaczął się od potencjometru.
Nie jest on w żaden sposób ustalony w chassis, a jedynie dokręcony nakrętką.
Czasami się on luzował i kręcenie gałkà powodowało obrywanie przewodów do niego lutowanych.
Kolejna zmorą takich potencjometrów to wyłącznik.
Nawet w NOS-ach zdarza się że nie przewodzi.
Wówczas taki wyłącznik był omijany, a radio załączano poprzez wyjmowanie wtyczki z gniazdka.
I tu pewnie tak było.








Dyskusja zaczyna mi przypominać tą o kondensatorze z wczoraj czy przedwczoraj.
Na zasadzie ja wiem lepiej.
Proponuję luzik.
A sądzę, że merytorycznie będzie tu jeszcze okazja się wykazać.
Tylko poczekajmy spokojnie na rozwój wydarzeń.