Wasze kasety, szpule, płyty
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
[quote=paulus60;23867.155109;3082] Boney M. W latach 70. też wykonywali covery.
Kurczę, a wydawać się mogło, że pan Farian to taki płodny twórca-producent, a to urodzony kowerowiec :)
Ale coś musiało być w jego wersjach, że do dziś "siedzą w uszach".
Nie tylko sama piosenka się liczy. Wykonanie (aranżacja)też ma znaczenie.
Było przecież mnóstwo piosenek, które dopiero w nowych wersjach zdobyły popularność. Na przykład piosenka New York, New York zdobyła popularność dopiero w wykonaniu Franka Sinatry, albo "Konik na biegunach".
Ale taka jest prawda że dużo starych piosenek siedzi w głowie i ma teraz covery.
Ile Wam chodzi po głowie piosenek z początku tego millenium?
Ciekawe czy ta płyta by się sprzedawała gdyby był inny wokalista?
W tej masz dodatkowe utwory.
Tylko się "przewracają". :)
Boney M. W latach 70. też wykonywali covery.
Kurczę, a wydawać się mogło, że pan Farian to taki płodny twórca-producent, a to urodzony kowerowiec :)
Ale coś musiało być w jego wersjach, że do dziś "siedzą w uszach".
Twórczy to on był, ale bardziej kojarzę go ze skłonności do matactwa Już w Boney M męski głos był podkładany, nie wspominając o aferze z Milli Vanilli.
To, że Bobby Farrell "śpiewał" głosem Franka Fariana było wiadomo od początku. Nikt tego nie ukrywał. Podobnie było z Maizie Williams, która była tancerką i też nie śpiewała, tylko otwierała usta pod słowa piosenek.
Sprawa Milli Vanilli to już faktycznie potężna afera, jednak mimo wszystko nie widziałbym u Fariana jakiejś szczególnej skłonności do kombinacji. Zrobił jednak wiele dla ówczesnej muzyki rozrywkowej, a jakość nagrań realizowanych przez Frank Farian Crew z udziałem Michaela Cretu była niemal doskonała, co w połączeniu ze świetną tłocznią Hansa International dało bardzo dobry efekt.
RIP.
Żeby nie było, że offtopuję - na kanapie w lekkim bezładzie kilka sztuk moich Boney M :)
Paulus - ładna kolekcja.
Reszta moich Boney M.to kasety i
jak wcześniej wspominałem, płyta winylowa znaleziona w pod domowej segregatorni odpadów.
Kaseta z tą płytą przegrana kiedyś z właśnie z takiego Vinyla.
Nagraną mam też - widać gdzie.
No i na kasetach są też te piosenki o których to wspominacie z moją ulubioną Dreadlock Holiday.
Zrobił jednak wiele dla ówczesnej muzyki rozrywkowej,
Tego nie da się ukryć, gość doskonale wpisywał się twórczością w każdą z dekad i bardzo elastycznie dopasowywał kolejne zespoły do aktualnej mody.
Choć przyznam, że osobiście za Boney M nie przepadam, uważając za zespół w stylu Modern Talking, czyli taki który zatrzymał się na początku twórczości i tam został, odcinając kupony od sławy i wydający kolejne "reedycje" tego samego przez lata. Wiadomo, to kwestia gustu i szanuję, że wiele osób lubi ich twórczość. :)
Dla mnie druga połowa lat 70 i początek 80 bez Boney M. w muzyce dyskotekowej byłyby o wiele uboższe. Zresztą nie tylko Boney M.
Eruption czy Gilla to bardzo zbliżone klimaty. Milli Vanilli to już coś innego - właśnie ich nie lubiłem słuchać. Za Modern Talking też jakoś szczególnie nie przepadałem, choć musiałem ich "grać", bo jakżeby inaczej.
No i przy okazji przypomniałem sobie o Goombay Dance Band. Kompletnie nie moja "częstotliwość".
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 298
- 299
- 300
- 301
- 302
- 303
- 304
- 305
- 306
- …
- następna ›
- ostatnia »















Znowu płyta z mojej szafki.
No, prawie.
Moja szanowna małżonka dostała takie wydanie - uszlachetnione.
Osoba obdarowująca specjalnie wybrała wersję z AbbaEsque Erasure, bo wiedziała że moja żona ich lubi.
Moja wolałaby wersję normalną, bo Erasure miała wtedy już od ok. 8 lat.
Scandinawian LC 16923
LC 05865
I taka ciekawostka - Made in the EU.
Not for sale in the EU
-. .. . / .-.. .. -.-. --.. / -.. -. .. --..-- / ... .--. .-. .- .-- / -... -.-- / -.. -. .. / ... .. ..-.. / .-.. .. -.-. --.. -.-- .-.. -.-- .-.-.-