Wasze kasety, szpule, płyty
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
No wlaśnie Edgor, na czym polega różnica remasteringu w Japonii, bo kolega ( ten od kolumn za 120 000 zł ) właśnie do odsłuchu zapodał mi CD z Japonii - uwaga za 300 $ kupione. Myslałem, że chce się tylko pochwalić ile dał za płytę, więc nei drążyłem tematy "czemu tak przepłacił".
Muza poszła taka, że mnie w fotel wcisnęło. Doskonała scena, czystość i przejrzystość sceny. Instrumenty klarowne, przestrzeń taka trójwymiarowa, czuć bylo głębię a nie tylko lewo-prawo.
Jak możesz to przybliżyć, to bede wdzieczny.
Ps.
Cieszę się, że ktoś tez robi tak jak ja:
Nagrywa muzę z CD na taśmy lub kasety na b. db. sprzęcie i taśmach, aby..... POLEPSZYĆ brzmienie muzy.
A jakie larum było jakiś czas temu jak z tym wyskoczyłem .. :) .
Staszku, to brzmienie muzyki przegranej z nośnika cyfrowego na taśmę szpulową czy w kasecie wg mnie nie jest lepsze od tego odtwarzanego z płyty CD. Ono jest po prostu subiektywnie przyjemniejsze, milsze dla ucha. Takie jakby "pluszowe" :) Ja to tak odbieram. Ktoś inny niekoniecznie.
No wlaśnie Edgor, na czym polega różnica remasteringu w Japonii, bo kolega ( ten od kolumn za 120 000 zł ) właśnie do odsłuchu zapodał mi CD z Japonii - uwaga za 300 $ kupione. Myslałem, że chce się tylko pochwalić ile dał za płytę, więc nei drążyłem tematy "czemu tak przepłacił".
Muza poszła taka, że mnie w fotel wcisnęło. Doskonała scena, czystość i przejrzystość sceny. Instrumenty klarowne, przestrzeń taka trójwymiarowa, czuć bylo głębię a nie tylko lewo-prawo.
Jak możesz to przybliżyć, to bede wdzieczny.
Ps.
Cieszę się, że ktoś tez robi tak jak ja:
Nagrywa muzę z CD na taśmy lub kasety na b. db. sprzęcie i taśmach, aby..... POLEPSZYĆ brzmienie muzy.
A jakie larum było jakiś czas temu jak z tym wyskoczyłem .. :) .
Jakość dźwięku nagranego na CD zależy tylko i wyłącznie od jakości taśmy-matki (master). W drugiej połowie lat 80-tych pracowałem w tym biznesie, więc wiem jak to wygląda od podszewki. Wydawca danej muzyki wysyła do producenta CD taśmę-master, najczęściej już w wersji cyfrowej, wtedy to były kasety U-matic (3/4 cala). Producent CD robi z tego kopie digital-to-digital i używa tą kopie do robienia CD. Zanim jednak ta kopia (też w formacie U-matic) może zostać użyta do nagrania płyty-matki, musi być poddana specjalnej obróbce, która polega na dodaniu tzw. PQ code. Nazywało to się pre-mastering. Wszystko to odbywa się w domenie cyfrowej i nie ma żadnego wpływu na jakość dźwięku. Dlatego też producenci CD nie monitorują ogólnej jakości dźwięku. Jeżeli słychać jakieś defekty typu trzaski czy coś podobnego, to taśma wraca do wydawcy z adnotacją, że w takim a takim momencie są słyszalne defekty. Wydawca wtedy decyduje czy jest to akceptowalne czy nie. W tym drugim przypadku przysyła nową taśmę. Całkiem możliwe, że japońskie filie wydawców muzyki, posiadały lepsze taśmy-matki i przykładali większą uwagę do jakości muzyki. Sam bowiem proces jak i maszyny używane do produkcji CD były praktycznie takie same na całym świecie.
Jeśli zaś chodzi o nagrywanie muzyki z CD na taśmy czy kasety, to jest to w pewnym sensie odpowiednik używania filtra. Zarówno magnetofony szpulowe jak i kasetowe „filtrują” nagrywaną muzykę, dlatego też brzmi ona inaczej. Czy lepiej czy gorzej, to jest sprawa indywidualna. Dzisiejsi muzycy używający tzw. Digital Audio Workstation, mogą sobie zainstalować specjalne plug-in, czyli software pozwalające na emulacje efektu nagrywania na magnetofonie analogowym. Jednym z takich bardziej popularnych jest plug-in magnetofonu Ampex ATR-102. Model ten jest uważany za jeden z najlepszych analogowych magnetofonów do nagrywania master-tape.
Dlatego użyłem słowa brzmienie ( nie jakość ) przy "przepuszczeniu" CD przez dobry magnetofon szpulowy lub kasetowy.
I pewnie tak jest jak napisał Wally, że jest to swoisty filtr, który dodaje zniekształcenia ( nie wiem czy synchroniczne czy asynchroniczne, czy coś jeszcze, na pewno pewien minimalny szum - naturalny dla ucha podczas całego naszego życia z otoczenia - CD tego nie ma co "dziwi" nasze zmysły ).
Pewnie podobnie jest w przypadku wzmacniacza lampowego vs. tranzystorowy.
Owe "złagodzenie" brzmienia wynika z fizycznych ograniczeń nośnika, określanego, jako nasycenie taśmy. W czasach, gdy królowały magnetofony analogowe w studiach nagrań, realizatorzy nagrywający muzykę popularną, często zapisywali ślady "pod korek", czyli przekraczając 0dB, czasami dość znacznie. Sygnały impulsowe ulegały wówczas łagodnemu kompresowaniu - taśma zachowywała się jak limiter, co powodowało podniesieniem skutecznego poziomu zapisu (VU), bez przesterowań. Gdy pojawiła się tania technologia cyfrowa, która z definicji przenosi bardzo precyzyjnie każdy niuans i jest pięknie, dopóki sygnał nie dojdzie do maksymalnego poziomu. Pół biedy, jak przetwornik zrobi "półkę", czyli obetnie szczyt. Da po prostu napięcie stałe na wyjście. Efektem jest "dzwonienie", mało przyjemne ale do przełknięcia. Gorzej, jak przetwornik zaczyna "głupieć" i na przykład wstawia losowe poziomy sygnału (napięcie skacze od 0 do pełnego zasilania), wówczas powstaje trzask. Tory analogowe po prostu zwiększały zniekształcenia, ale degradacja sygnału była stopniowa. W cyfrze tak nie jest.
Oczywiście producenci przetworników AD/DA kombinują, jak to ominąć, Najprościej, to obniżyć poziom 0 dBFS tak, by mieć zapas np +6 dBu. Stosuje się też tak zmodyfikowane konstrukcje analogowych torów wejściowych, by ograniczały impulsy o kilka dB bez utraty jakości - tak zachowywały się rejestratory ADAT Alesisa, cenione za efekt "nasycenia taśmy". Obecnie coraz powszechniej stosuje się przetworniki zmiennoprzecinkowe, które mają tak opracowany algorytm, że wytrzymują bardzo duże poziomy, do momentu przesterowania wejścia analogowego.
Miałem taką sytuację: realizowaliśmy nagranie koncertu i kolega za konsoletą pomylił gain (czułość wejścia) z trim (korekta poziomu po przetworniku AD, czyli już w cyforowej domenie obróbki dźwięku). U niego na FOH (czyli konsolecie frontowej) było ok, ale na nagraniu poziom dźwięku osiągał - 12 dB, gdy saksofonista nie grał, a jak "dmuchnął w rurę", wskaźnik szedł na maksimum i charczało aż uszy krwawiły. Gdy miksowaliśmy materiał, wystarczyło tylko "zapiąć" na ślad saksofonu, wtyczkę służącą do korekty poziomu cyfrowego i było po sprawie. Oczywiście jego wyłaczenie powoduje natychmiastowe przesterowane śladu. Konsoleta na której realizowaliśmy koncert, to wielkoformatowa DiGiCo SD8, kosztująca blisko 20 lat temu ponad 180 000 zł - za to można było wówczas kupić kawalerkę.
Ludzki słuch nie lubi dużych skoków poziomu dźwięku w postaci impulsów, szybko się meczy i odbiera je jako agresywne brzmienie. Dlatego wracając do przegrywania płyt CD na taśmy, efekt nasycenia taśmy i łagodzenia wszelkich impulsów, sprawia, że odczuwamy to jako złagodzenie brzmienia.
Owe "złagodzenie" brzmienia wynika z fizycznych ograniczeń nośnika, określanego, jako nasycenie taśmy. W czasach, gdy królowały magnetofony analogowe w studiach nagrań, realizatorzy nagrywający muzykę popularną, często zapisywali ślady "pod korek", czyli przekraczając 0dB, czasami dość znacznie. Sygnały impulsowe ulegały wówczas łagodnemu kompresowaniu - taśma zachowywała się jak limiter, co powodowało podniesieniem skutecznego poziomu zapisu (VU), bez przesterowań. Gdy pojawiła się tania technologia cyfrowa,
.... wtedy ktoś wpadł jeszcze na pomysł, że może podbić środek pasma, zawężając dynamikę. Pewnie po to aby "gimbusy" z plasticzanymi słuchaweczkami z supermarketu myśleli, że są w filharmonii lub na koncercie, słuchając pokiereszowanych nagrań z CD a potem z MP3.
No ale cóż za to jaka wygoda... ;) klikasz masz.
Zresztą dokładnie w ten sposób zamieniono taśmę ze "szpulaka" na kasetę z ogromem jej ograniczeń w stosunku do taśmy na szpuli.
Ps.
ja też czesto przekraczałem "0" (pilnując aby nigdy nie przekroczyły +4db) przy nagraniach w latach 80 tych, ale na stosunkowo dobrych kasetach z Pewexu. No i powiem, ze grają one pomimo upływu 40 lat dalej świetnie.
Na stilonach tego nie dało się zrobic :( .
Gdy pojawiła się tania technologia cyfrowa, z definicji przenosi bardzo precyzyjnie każdy niuans i jest pięknie, dopóki sygnał nie dojdzie do maksymalnego poziomu. Pół biedy, jak przetwornik zrobi "półkę", czyli obetnie szczyt. Da po prostu napięcie stałe na wyjście. Efektem jest "dzwonienie", mało przyjemne ale do przełknięcia. Gorzej, jak przetwornik zaczyna "głupieć" i na przykład wstawia losowe poziomy sygnału (napięcie skacze od 0 do pełnego zasilania), wówczas powstaje trzask.
Standard Sony/Phillips nie zezwalał na przekroczenie 0dB. Używany w tamtych czasach AD/DA Sony PCM-1630 był bardzo czuły na przesterowanie, więc wszystkie taśmy były nagrywane poniżej 0dB. Pamiętam, że Dire Straits "Brothers in Arms" było nagrane 3-4 dB poniżej 0. Większość taśm dochodziła do 0dB ale żadna tego nie przekroczyła. Sony DTA-2000 był analizatorem, który monitorował sygnał cyfrowy. Nie tylko jego poziom, ale też błędy taśmy. Tylko błędy typu CRC były dopuszczalne, ale w małym zakresie. Jak wystąpił jakiś inny typ błędu, to taśmę się odrzucało. Zapis tego monitorowania, jako wydruk, był dołączany do taśmy.
Oczywiście, masz rację, jeśli chodzi o taśmy wysyłane do tłoczni, a wcześniej do masteringu. Opisałem zachowanie przetworników, podczas nagrywania sygnału analogowego np poprzez kartę dźwiękową i wygląd śladu wav w programie do obróbki dźwięku. Dziś też jest tak, że jak ktoś prześle materiał z błędami, czy przesterami, tłocznia, lub inny odbiorca komercyjny, go odrzuca.
Zgadzam się, że nagrywanie muzyki na żywo, lub w sytuacjach, gdzie nie można tego nagrania powtórzyć na pewno wymaga dużych umiejętności. O ile magnetofon analogowy ma większy margines błędu, szczególnie gdy jest odpowiednio skalibrowany do odpowiedniej taśmy, o tyle zapis cyfrowy nie jest już tak elastyczny. Tak jak pisałeś, przekroczenie to co niektórzy nazywają "digital zero" może powodować różne skutki.
Pamiętam jak nagrywałem z Trójki płytę Emerson, Lake and Palmer "Pictures at an Exhibition" i ustawiłem zapis w moim ZK-246 prawie "pod korek". Jak zaczęli grać utwór #5 (Old Castle), to wskaźnik wskoczył dużo więcej niż powinien i nagranie głośniejszych części tego utworu było nieźle przesterowane. Zresztą jak się słucha tego z płyty czy CD, to odnosi się wrażenie, że nagranie już jest przesterowane. Aczkolwiek trudno jest to stwierdzić na 100%, bo to głównie syntetyzator i gitara basowa tam gra.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 360
- 361
- 362
- 363
- 364
- 365
- 366
- 367
- 368
- następna ›
- ostatnia »








Otóż to, to właśnie...
Wszystko zależy od przygotowania materiału pod dany nośnik. Dawnemi czasy były słabsze predyspozycje techniczne. Np: znana piosenka w której wokalista sepleni, a na żywo mówił normalnie. Jakieś kilka lat temu nagrał tę piosenkę na nowo i nie sepleni.
Posłuchajcie jak zgoła inaczej grają płyty remasterowane (paskudny wyraz)w Japonii.
-. .. . / .-.. .. -.-. --.. / -.. -. .. --..-- / ... .--. .-. .- .-- / -... -.-- / -.. -. .. / ... .. ..-.. / .-.. .. -.-. --.. -.-- .-.. -.-- .-.-.-