Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Po moją pierwszą MZet-kę udałem się do Piły.
Kolega z Polmozbytu poinformował mnie, że jedzie z towarem i ma 3 MZet-ki.
Pognałem moim samochodem pod sklep.
Byłem pierwszy w kolejce i do momentu otwarcia nikt się nie pojawił.
Jak poprosiłem o motocykl, to kierownik sklepu, źe on nie dostał żadnych motocykli.
A na to wyłonił się kierowca mający dług wdzìeczności z czasów gdy pracowałem w "Polmozbycie" z hasłem "dzień dobry panie inspektorze"
Sprzedawca szybko zmienił zdanie i motocykl tym samym Starem wrócił do Torunia.
Czasami się trzeba było powyginać.
W latach osiemdziesiątych kupiłem nowego Żuka, w którym po pół roku zaczęła pękać podłoga w kabinie. Pojechałem do serwisu w Grójcu na oględziny i zaproponowano mi spawanie. Nie zgodziłem się i w niedługim czasie przyjechał rzeczoznawca i zlecił wymianę kabiny na nową. Dostałem pismo z że kabina jest w serwisie w Grójcu i czekają abym przyjechał na wymianę. Kierownik w serwisie mówi do mnie " panie, ale przyznano panu do wymiany samą kabinę bez osprzętu, czyli foteli, i wszystkiego co tam jest. Jak się dogadamy to wymienię panu całą kompletną." Ja mówię to wymieni pan mi jeszcze alternator, rozrusznik i co tam jeszcze zauważy. Po odbiór pojechałem z kolegą, kolega w garniturze bo lubił się tak ubierać. Jak kierownik serwisu zobaczył kolegę to zapytał " a ten pan to może jest z dyrekcji fabryki w Lublinie ? bo twarz jakaś znajoma" ja mówię że tak, to dyrektor ds. serwisów :-)
Od razu kierownik serwisu zajął się nami osobiście, zaczął pokazywać co wymieniono, zlecił mycie samochodu, a o wcześniejszej propozycji dogadania nie było mowy. Brakowało tylko goździków i orkiestry. W ten sposób miałem wymienione co chciałem.
Przed laty te gwarancyjne roszczenia były w miarę korzystnie rozpatrywane.
Dzisiaj wymienią bez łaski elektronarzędzie kupione w Lidlu, ale z samochodami tak ciekawie juź nie jest.
Jakiś czas temu kupiłem koszulę Pierre Cardin.
Gdy ją rozpakowałem w domu okazało się, że jeden bok jest niezszyty.
Taki bubel.
Reakcja firmy wydawać by się mogła oczywista, a oni orzekli że szycie.
Ale za to odbiłem sobie na mokasynach kupionych wiosną i reklamowanych jesienią.
Przez trzy sezony wymienili mi 4 pary.
Raz z moją dopłatą, bo pierwotny fason się skończył.
Ale to inny producent.
Kiedyś uszkodziłem narty z mojej winy, wysłałem do Szaflar licząc że uznają gwarancję, ale nie uznali. Napisali że gwarancji nie uznali i połamane narty odsyłają do domów centrum. Narty nigdy nie doszły :-) Oddali mi nowe narty, wyższy model bo tamtych już nie produkowali.
W nawiązaniu do mojego poprzedniego wpisu z czasów, kiedy byłem zaopatrzeniowcem w sanatorium - również lata 80. Tym razem wyjazd do FSO w Warszawie po nową sanitarkę, (nie mylić z w pełni wyposażoną karetką), czyli FSO 125p kombi. Mechanizm podobny jak z odbiorem opon w Stomilu Olsztyn. Przyjeżdżam na fabryczny plac magazynowy samochodów z wydaną w biurze po odstaniu prawie 3 godzin "asygnatą" na odbiór auta. Na placu dosłownie setki aut, Polonezy, 125p w różnych wersjach itd. Był marzec, a na przybrudzonych samochodach pełno liści z zeszłorocznej jesieni, czyli auta z poprzedniego rocznika. Przyszedł pan magazynier mający wydać mi samochód i w gąszczu pojazdów wskazał nasze auto, obwieszczając, że pojazd niestety nie ma akumulatora i jednej wycieraczki na przedniej szybie. Cóż, po wzrokowym porozumieniu przekazałem gościowi załącznik w postaci wcześniej przygotowanej sporej torby z 10. "Żywcami" i 2. pudełkami "Prince Polo". Pan wziął torbę, zniknął na kilkanaście minut i wrócił z torbą z akumulatorem wewnątrz i kompletnym ramieniem z wycieraczką przednią w dłoni. Powiedział tylko "to panowie sobie zamontują" i po podpisaniu kwitów odbioru będzie można wyjeżdżać za bramę. Oczywiście czekał na co łaska, które, już nie pamiętam ile, ale chyba coś na dzisiejsze była to stówka, może pięć dych. Wziął pieniądze, założył akumulator i wycieraczkę i po temacie. Wyruszyliśmy w drogę do macierzystego zakładu pracy. Na zewnątrz jeszcze tankowanie, bo w baku był może litr benzyny.
Swoją drogą - na placu fabrycznym pare setek ubiegłorocznych aut, a kupić od ręki bez talonów czy dewiz nie było szans. Nie wiem co oni z tymi autami robili. Wtedy człowiek się nad tym nie zastanawiał. Po prostu normalka.
Z odbiorem samochodów to zawsze były cyrki.
Pojechałem z kolegą po Fiata 126p do Grudziądza.
Na placu samochodów od groma, a koledze przypadł do gustu taki co był wstawiony w sam środek w kolorze określanym jako "szałwia".
Jako były pracownik Polmozbytu znając obyczaje panujące "przekonalem" placowego, że tego malucha trzeba ze środka wytargać.
Jak nim wyjechał to się okazało, że ma chromowane zderzaki, a kolega by chcial czarne plastikowe.
Pamiętam, że niby na przeszkodzie stały jakieś kwestie formalne i techniczne, ale i to dało się "pokonac" i po całym dniu kolega stał się szczęśliwym posiadaczem malucha.
Hehe fajne historie :-) No dobrze to może jakie radia mieliście w maluchach i innych cadillacach z PRL? ja miałem w swoim srajtku blaupunkta starego klawiszowego ale to już był rok odajrze 1992... jakoś tak...
Swoją drogą to się zastanawiam po co komu teraz fajne szybkie auto, maluch byłby całkiem poza podejrzeniami o przekroczenie prędkości :-)
Nie no, 650 - tkę można było rozhulać do 110, a nawet więcej. W terenie zabudowanym przekroczenie o 60 km/h to dziś mandat 1500 zł, 13 punktów karnych i zatrzymanie prawa jazdy na 3 miesiące. Czyli maluchem można? Można :))
W maluchu nie miałem radia. Fiat 125p - było radio Rekord SMT-204. W Polonezie 1,5 LE był radioodtwarzacz Skald. W Polonezie Caro 1,6 GLE miałem Wiraża 5, w Caro Plus 1.6 GSI radioodtwarzacz Blaupunkt Lübeck SQM28. Potem nastały lata 2000+ i już inne auta i inne car audio, choć u mnie zawsze skromnie.
W takiej kolejce to stałem w sklepie ZURT we Wrocławiu (na dawnym placu PKWN), za miernikiem Meratronik V640. Było to w drugiej połowie roku 1981 lub pierwszej połowie 1982. Miernik kosztował trochę ponad 10000 zł. i dla wszystkich nie starczyło. Kupiłem go bez zasilacza, bo ten kosztował jakieś kosmiczne pieniądze (relatywnie rzecz biorąc).
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 409
- 410
- 411
- 412
- 413
- 414
- 415
- 416
- 417
- …
- następna ›
- ostatnia »










Byłem w 80s. zopatrzeniowcem w dużym sanatorium. Dostaliśmy telegram, że są do odbioru w Stomilu w Olsztynie opony do ciężarówek, które przedsiębiorstwo miało na stanie. Razem z kierowcą pojechaliśmy do Olsztyna sporym czeskim dostawczakiem marki Avia i o świcie ustawiliśmy się do kolejki. Po paru godzinach stania przejechaliśmy przez portiernię pod magazyn, by po okazaniu "kwitów" dowiedzieć się od magazyniera, że opon dla nas nie ma. Na pace Avii miałem skrzynkę "Żywca" i dwa kartony wafelków "Prince Polo". Wkrótce wyjechaliśmy z oponami.
„I stąd wiemy, że Ziemia ma kształt banana”