Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
To niestety częsta praktyka w wielu firmach.
Ostatnie ćwierć wieku pracowałem w firmie rodzinnej zatrudniającej do 100 osób.
Firma motoryzacyjna o charakterze usługowo-handlowym.
Bywało, że 25-30 osób posiadało wyższe wykształcenie, a pracowali jako doradcy serwisowi, mechanicy, a nawet pracownicy myjni.
A wracając do mojej pierwszej pracy w Polmozbycie, to trafiłem tam w związku z tym, że nie dostałem się na studia i wybrałem policealne technikum samochodowe dla pracujących.
Po pierwszym roku w szkole i okazanym świadectwie podwyżka, po drugim roku i okazaniu dyplomu technika podwyżka.
Zawsze urlop szkoleniowy na egzaminy.
I w dni "szkolne" wcześniejsze wyjście z pracy.
Po dwóch latach trafiłem do wojska na dwa i pół roku i jak wróciłem do Polmozbytu to już czekało na mnie stanowisko kierownika największego wówczas magazynu w firmie.
W związku z tym, że obrałem inną drogę życiową z tej oferty nie skorzystałem.
Pamiętam, jak na lekcji historii chyba w ósmej klasie (połowa lat 80-tych) padło słowo "Katyń" tak mimochodem w trakcie luźnej chwilowej dyskusji. A potem w ogólniaku niektóre godła w salach lekcyjnych miały domalowaną białą kredą koronę na głowie orła.
Stefann69
Zdaję sobie sprawę, że ta moja szkoła podstawowa to była trochę taka lepsza od innych.
Ja w swojej uczniowskiej karierze zaliczyłem trzy podstawówki.
Pierwsza zaledwie do lutego.
To była stara szkoła jeszcze z kałamarzem pośrodku ławki i pisaliśmy piórem.
Do tej szkoły miałem z domu z 1,5km.
Czasami wieszałem się na ostatni wagon kolejki wąskotorowej.
W związku z tym, że rodzice odebrali klucze do nowego mieszkania nastąpiła zmiana szkoły.
I do tej szkoły chodziłem do 6 klasy włącznie.
To była naprawdę nowoczesna szkoła.
Po szóstej klasie zmieniono rejonizację i przeniesiono mnie do kolejnej podstawówki.
Tam niestety byli uczniowie wymagający twardszej ręki, ale nikt nie traktował ich karami cielesnymi.
Pamiętam jak w ósmej klasie przydzielono mi pod opiekę drugorocznego kolegę niezłego już wówczas ananasa.
Udzielałem mu korepetycji z matematyki i jakoś tą szkołę skończył.
Po latach niestety negatywnie zasłynął.
Ogólniak teź bardzo dobrze wspominam.
Tam to już byliśmy "dorośli"
Pamiętam jak któregoś roku ostatniego kwietnia nasza koleżanka Lidzia zorganizowała imprezę klasową.
Bawiliśmy się do świtu i z tej imprezy ruszyliśmy na pochód.
Niestety zabrakło jednego kolegi.
Rozchorował się do tego stopnia, że pochód obserwował z balkonu.
Jego rodzice w naiwności myśląc, że faktycznie się przytruł sałatką wezwali pogotowie.
Przybyły lekarz stwierdził jednoznacznie, że wątroba kolegi nie odszczepia grupy etylowej.
Od tego czasu jak ktoś nadużył to to określenie było stosowane.
Podczas tej mojej edukacji nie zauważam jakiś nacisków politycznych.
Owszem bywały akademie z okazji wybuchu Rewolucji Październikowej, II wojny światowej i jej zakończenia.
Dopiero w Samochodówce pojawił się przedmiot "Podstawy nauk politycznych", ale tego nikt poważnie nie traktował.
Dzisiaj pewnie też są jakieś akademie tylko zgodne z aktualną polityką.
Na lekcjach historii była mowa o Monte Cassino, Powstaniu Warszawskim, Bitwie o Anglię.
Ale bez politycznych uwarunkowań.
Każdy czas ma swoich bohaterów i ważne aby to byli ci którzy na to miano zasłużyli obiektywnie.
Wspominacie stare czasy. Maly konkurs. Kto odgadł wszystkie?
https://youtu.be/HaEG7aM6R-A?si=ZcU484FFf-lzr4jp
Nie odgadłem jednego - 2.
W dzisiejszych czasach polscy inżynierowie nie muszą pracować na zmywaku, tylko pracują w zawodzie. I są naprawdę w tym dobrzy. I zarabiają tyle co ich zagraniczni koledzy.
To super, że mamy zdolnych ludzi generalnie - fajne mapki.
Potwierdzam z autopsji te słowa.
Właśnie mój młodszy syn - 26 latek po ZiP ( zarządzanie i inżynieria produkcji) na Polibudzie we Wrocku, dostał niedawno pracę w Australii jako kierownik produkcji w fabryce domów modułowych.
Już po 2 miesiącach pobytu tam. Pracodawca zaoferował pokrycie kosztów wizy sponsorowanej ( nie dość, że kosztuje dziesiątki tysięcy $ australijskich to jeszcze po dwu letnim kontrakcie daje możliwość ubiegania się o rezydenturę w Australii. To jeden z najbardziej wymagających krajów na świecie pod tym względem , podobnie jak Kanada. O tanim mieszkaniu służbowym i zatrudnieniu w pakiecie jego narzeczonej na stanowisku Inżyniera jakości nie wspomnę :) - studiowali to samo.
No ale takiemu "szczęściu" oczywiście trzeba pomóc, przygotowując sobie pakiet niezbędnych do tego "narzędzi".
Do tego tez są potrzebni rozumni rodzice, którzy pogrożą ( jak trzeba ) dziecku a nie nauczycielowi.
Ps.
Zbychu a ile masz wzrostu? :), bo ja dokładnie tak samo, przeskakiwałem sam siebie :) - 182 cm.
A dodam jeszcze, że przez pierwsze 2 miesiące syn pracował fizycznie na podobnym stanowisku w cynkowni z Niemcem - inżynierem lotnictwa.
No i ten Niemiec dalej szuka, a był tam parę miesięcy wcześniej i ma większe doświadczenie, a syn ma co na razie chciał.
Czyli niemiecki inżynier lotnictwa z doświadczeniem, za parę miesięcy zostanie deportowany ( jak nie znajdzie pracy w zawodzie z wizą sponsorowaną ) a młody Polak sobie szybko poradził ;) .
Gratuluję sukcesu syna.
Niechaj mu się wiedzie.
W klasie pierwszej miałem 120cm i tyle skakałem.
Dzisiaj mam 170 m i jak skoczę 130cm to będzie sukces.
W pracy wymyśliłem kiedyś taką konkurencję polegającą na ściskaniu oburącz wagi łazienkowej.
Każdy się wysilał jak tylko mógł i wydawać by się mogło, że najlepsi powinni być mechanicy, a tu zdziwinie bo oto kolega z działu części zostawił wszystkich z tyłu.
Sam był mocno zaskoczony.
Swoją drogą to fajna zabawa idealna w krótkiej przerwie w pracy.
Dziękuję, cieszę się bardzo z jego sukcesu.
Dodatkowo z tego względu, bo już mam pomysł jak spędzać zimowe miesiące :) w ciepłym i komfortowym miejscu.
A to jest miejscowość Denmark na Pd-Zach wybrzeżu Australii. Super miejsce, opisywane jako raj na ziemi, idealna średnia temperatura 25 stopni w lecie. Miejsca do surfowania, parki narodowe i mała kameralna miejscowość wypoczynkowa klasy naszego Sopotu czy Jastarni.
Ps.
ściskanie wagi też kiedyś przerabiałem :) .
...
Dzisiaj mam 170 m i jak skoczę 130cm to będzie sukces.W pracy wymyśliłem kiedyś taką konkurencję polegającą na ściskaniu oburącz wagi łazienkowej.
Każdy się wysilał jak tylko mógł i wydawać by się mogło, że najlepsi powinni być mechanicy, a tu zdziwinie bo oto kolega z działu części zostawił wszystkich z tyłu.
Sam był mocno zaskoczony.Swoją drogą to fajna zabawa idealna w krótkiej przerwie w pracy.
Jest b. podobna historyjka Mleczki o turnieju "o rekę córki" w biurowcu, który to turniej urzadził ksiegowy...
staszek66 - tylko uważaj na rekiny, jak będziesz surfował na morzu :D
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 449
- 450
- 451
- 452
- 453
- 454
- 455
- 456
- 457
- …
- następna ›
- ostatnia »










Nauczyciele tak kiedyś jak i dzisiaj są różni. Ja w podstawówce w latch '76-84 nie raz ciężką drewnianą liniją po łapach dostałem. Bezpodstawnie zazwyczaj, bo akurat "pani" przechodziła, a w klasie był szum, albo atrament mi się wylał itp. itd.
Na niektórych lekcjach był terror i psychiczne dręczenie. W-Fistę z średniej szkoły absolwenci (po maturze) z pewnego rocznika potraktowali tak jak on ich i nas traktował przez 5 lat szkoły. Jak wyszedł ze szpitala spokorniał i następni mieli normalniej. W podstawówce kiedyś dyrektorka na zastępstwie na W-F dorwała się do najmniejszego i najsłabszego kolegi, który nie lubił ćwiczyć bo był wyśmiewany. Często "zapominał" stroju. Wtedy bywało, że spodenki i koszulkę zakładało się już w domu pod sweter, to go przy całej klasie, w tym dziewczynkami, publicznie rozebrała do slipek. Łzy mu leciały ciurkiem, ale ze strachu nie protestował. Reszta klasy też nie.
O ideologii w szkołach wspominać nie ma po co, dziś jest niestety podobnie, tylko w drugą stronę. Apele o 7.00, wysłuchiwanie propagandowo-politycznych gadek i fałszowanie historii nie tylko na lekcjach historii, niestety było na porządku dziennym. W przedostatniej klasie umówiliśmy się na wypad na weekend majowy. Pociąg był nocny. Aby dojść do dworca trzeba było przejść obok trybuny przygotowanej na 1 maja. Cała nasza ekipa dorosłych już przecież ludzi została skasowana przez MO, spisano nas i wysłano zawiadomienie do szkoły. Grożono niedopuszczeniem do matury. Ale od wschodu już wiała "pierestrojka" i skończyło się na strachu i tym, że cały rocznik nie musiał już zdawać obowiązkowego jeszcze rok wcześniej przedmiotu "Propedeutyka nauki o społeczeństwie" czyli nauki o wyższości socjalizmu/komunizmu pod nazwą demokracji ludowej nad demokracją liberalną zwaną kapitalizmem.
O tym jak wyglądała nauka w szkołach zawodowych, zwłaszcza przyzakładowych, opowiadali koledzy. Fala jak w wojsku, kawa "regeneracyjna" z bromem i poniżanie przez nauczycieli.
Oczywiście pamiętam też wielu doskonałych nauczycieli i ciekawych ludzi, którzy nie tylko doskonale prowadzili lekcje, potrafili nauczyć, zainteresować i popchnąć dalej ale "mimochodem" przemycali ważne treści wychowawcze i życiowe. Dla nich najniższe ukłony szacunku. Dla całości systemu dawnej szkoły - mieszane odczucia, delikatnie pisząc.