Quasi Quadro i wasze doświadczenia z psuedo kwadrofonią
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Jeszcze nie miałem okazji się zabawić sprzętem unitry który obsługiwał psuedo kwadrofonię, no ale zawsze można popytać ;D
Dla tych którzy już mieli okazję, jak oceniacie ten system w wszelkich wykonaniach od radmorów po fonike i podobne.
Czy taki bajer dodaje coś ciekawego do dźwięku? Jak on działał? Czy też działał dobrze? ;D
Mam podobne zdanie. Korzystam z tego okazjonalnie w 5102. Czasem fajny efekt. Może być a nie musi.
"Quasi Quadro" w Radmorach 510x czy w Merkurym "Ambiofonia", to taki socjalistyczny Dolby Pro Logic. Działa to ale po pewnym czasie bardziej irytuje niż pomaga w osłuchu jak pisze wyżej Kolega D: W tamtych czasach była to namiastka prawdziwej kwadrofonii.
Przede wszystkim, tylne głośniki muszą być o wiele dalej od sluchacza, jak przody. W innym wypadku są zbyt mocno lokalizowane uchem i za bardzo zaburzają stereofonię. Kiedyś się tym trochę bawiłem (schemat jest dziecinnie prosty), ale stwierdziłem, że to gra nie warta świeczki.
Przez ostatni rok trochę o tym myślałem, pokombinowałem, i... wykonałem aktywny dekoder na zasadzie matrycy Haflera. No cóż, DPL II to to nie jest, ale nagrania zwłaszcza koncertowe, całkiem miło się na tym słucha. Na wejściu układ różnicowy wydziela sygnał kanału tylnego, mały (25-30 W) wzmacniaczyk na TPA3116 wzmacnia ów sygnał i pojedynczym przewodem wędruje on na tył, gdzie jest puszka z zaciskami do 2ch głośników tylnych, które działają względem siebie w przeciwfazie. Faza- to to, czego się trzeba w tym układzie bezwzględnie trzymać, by efekt był prawidłowy. Jak też wcześniej pisałem, głośniki tylne powinne być od słuchacza dalej, jak przednie, by nie wpływały zbytnio na lokalizację dźwięku (brak linii opóźniającej). Trzymając się tych zasad, otrzymujemy całkiem fajne efekty, znacznie lepszej jakości, jak w układzie pasywnym, stosowanym za komuny, bo w żaden sposób nie są dodatkowo obciążane kanały przednie. (Pasywka podbierała część energii z przodów i wprowadzała przesłuch między kanałami.) Na fotce druga wersja dekodera/wzmacniacza tylnego. Prototyp był w brzydszej obudowie, choć działał tak samo ;)
Głośniki tylne, to obudowy Philipsa z głośnikiem TVM na dole i oryginalnym Philipsem na górze. Grają całkiem nieźle, stojaki zrobione wlasnorecznie.
Jeszcze jedno- nie można przesadzać z poziomem tyłu. Prawidłowo wyregulowany, nie może być nachalny. On ma jedynie poszerzać bazę stereo, a nie zwracać na siebie uwagę.












W sumie to działa dokładnie tak samo, jak wszelkiej maści "surround" w wieżach z lat 90. Tylne kanały odgrywają różnicę kanałów przednich. Im większe różnice między kanałami, tym bardziej "tył" się odzywa. Prawy i lewy jednakowo, bo tylne głośniki grają w mono. Jako gadżet całkiem fajne, na dłuższą metę bardziej irytuje niż pomaga w odsłuchu. :)
Słyszałeś kiedyś jak grają słuchawki z przerwanym przewodem masy? To właśnie taki dźwięk wydają kanały tylne. :)