Bernard GS-434 - przywracanie do życia
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Cześć!
Córka stwierdziła, że chce pójść w słuchanie vinyli więc odgrzebałem swój stary gramofon w postaci GS-434. Ostatni raz był uruchamiany ponad 20 lat temu i pamiętam, że wtedy coś przy nim kombinowałem bo głupiały obroty. Teraz już jestem mądrzejszy i pierwsze co to wydłubałem żarówkę i jest pięknie czarna. Dobrze znalazłem, że powinna to być 24V 50mA?
Druga sprawa, mam wrażenie że coś za mocno kombinowałem przy przywróceniu obrotów i dodałem coś od siebie. Ten potencjometr to chyba nie powinien tam być? ;)
Trzecia sprawa, czy warto kombinować nad wsadzeniem innej wkładki i jeśli tak to jakiej szukać? Teraz siedzi oryginał.
Generalnie będę wymieniał wszystkie elektrolity i na pewno jeszcze porównam to co zastałem w środku ze schematem.
Nie no, jeśli kondensator będzie miał parametry OK to go zostawię. Jednak po ostatnich zabawach z Pioneerem z '73, gdzie spokojnie połowa była poza zakresem, wolę je sprawdzić. Pasek już kupiony i powoli zabieram się za czyszczenie.
Żarówkę dobrałeś poprawnie.
Postaraj się doprowadzić ten gramofon do stanu fabrycznego.
Wyeliminuj zbędne patenty.
Wkładka to temat na sam koniec gdy gramofon będzie sprawny.
Nie pchaj się w jakiej usuwanie nadlewów i inne ruchy w obszarze talerza jak nie masz możliwości i dostępu do wyważarki.
Bo choć w tym przypadku wystarcza starannie przeprowadzone wywalenie statyczne, to przyrząd do tych celów jest konieczny i nie wystarczy talerza nanizać na pręt.
I jeszcze jedno.
Droga od zamiaru pójścia w słuchanie winyli do słuchania
winyli bywa długa kręta i wyboista.
Czasami kończy się na zamiarach i nie udaje się dojść do pierwszego zakrętu.
Wiem co mówię bo z winylami mam do czynienia od ponad pięćdziesięciu lat i tak będzie do końca.
Odnośnie kondensatorów
Używam gramofonu który kupiłem w 1976 roku.
Lutownicę ostatni raz widział w Fonice na taśmie produkcyjnej.
Nie wymieniałem w nim żadnych kondensatorów.
Bawiłem się w poprawki GS 464, a to ten sam talerz. Nadlewy były takie, że talerz na pręcie, polozony na bocznych podporach, bujał się tam i z powrotem jak wahadło. Sądzisz, że to nie przeszkadza, to ok, ale ja uważam, że nawet takie wyważanie jest lepsze od żadnego. A wystarczy dremel i zjechanie pozostałości odlewania, które bywają bardzo nierówne, bo za komuny nikomu nie przyszło do głowy, by talerz wykonać porządnie. Ot, taka epoka niechlujów i braku kontroli jakości...
porlick
Aż poszedłem zdemontować talerz z mojego GS-434.
I widzę poprawnie odlany element.
Co do wyważania to trzeba brać pod uwagę fakt, że ten talerz nie jest plastrem.
I mocowanie na pręcie nie jest wystarczająco dokładne, a samo wyważanie powinno odbywać się na perfekcyjnie poziomowanym przyrządzie.
Nie twierdzę źe jest to operacja zbędna, ale w przypadku tego gramofonu nie pierwszoplanowa.
A teraz krótko o tym, co różni inżyniera z czasów znienawidzonej przez Ciebie i negatywnie określanej komuny od dzisiejszego nazwijmy go inżynierem, żeby mu nie było przykro.
Otóż ten pierwszy stworzył kilka modeli gramofonów, które działają do dzisiaj, a ten drugi moźe Tobie robiąc za kelnera żarcie podać i ze stołu posprzątać.
Taka to różnica.
Inżynier konstruowal, ale odlewał paprak, często na kacu lub z przeświadczeniem "jaka płaca, taka praca", albo "czy się stoi, czy się leży, cztery dwieście się należy". W moim talerzu zaznaczone nadlewki były od wklęsłych, do wystających na ok 2mm. Dobrze, że guma przykrywała górę, bo za taką powierzchnię, to sam bym wywalił odlewnika z roboty. Czy raczej olewnika, bo widać było po wyrobie, że olewał robotę.
GS 434 też miałem kiedyś na stole. Kolega zmienił Diorę na Yamahę Pianocraft 810- bardzo fajny sprzęt , choć bez wejścia PHONO. Oprócz std serwisu po długiej bezczynności (zatęsknił za płytami po ok 2 latach), dorobiłem połamany wieszak ramienia i wybudowałem preamp. Przyjechał, posłuchał, przyznał mi rację, że na oryginalnej wkładce do d... Założyłem mu mój zapas (zawsze mam coś pod ręką) i był zachwycony.
Inżynier konstruowal, ale odlewał paprak, często na kacu lub z przeświadczeniem "jaka płaca, taka praca", albo "czy się stoi, czy się leży, cztery dwieście się należy". W moim talerzu zaznaczone nadlewki były od wklęsłych, do wystających na ok 2mm. Dobrze, że guma przykrywała górę, bo za taką powierzchnię, to sam bym wywalił odlewnika z roboty. Czy raczej olewnika, bo widać
było po wyrobie, że olewał robotę.
Masz Kolego jakieś chore tendencje do generalizowania.
A o komunię piszesz jakbyś w niej żył i pracował.
A odnoszę wrażenie, że ty ją znasz z opowiadań swoich dziadków...
Te cechy pracownika wypisz wymaluj pasują mi do obecnej rzeczywistości.
Dodałbym jeszcze takiego naszprycowanego narkotykami bo o tym zapomniałeś.
Ale nie o tym temat i jak wcześniej ktoś juź proponował daj sobie siana z takim przynudzaniem.
Co do talerza który zaprezentowałem to pierwszy lepszy jaki mi się nawinął.
Mam ich z 10 sztuk I nie widzę powodów do kolejnych sesji fotograficznych.
Jeśli chodzi o podstawkę spoczynkową ramienia, to od lat jest w sprzedaźy jako NOS w cenie 7zł
Tak wiem, Ty nie uznajesz części oryginalnych.
A tu fotka owej podstawki, ale bez namiarów.
Możesz sobie poszukać oferty.
Ja się tam zaopatruję tanio szybko i w oryginalne części.
Komunę dobrze pamiętam, choć jej pogrzeb obchodziłem jako nastolek. Ani za nią nie tęsknię, ani nie jestem nią zafascynowany, jak co niektórzy na tym forum- jestem realistą.
Podpórkę zrobiłem sam, bo miałem materiał, a nie chciałem szukać i czekać na przesyłkę. Części oryginalne uznaję, ale bez przesady, są rzeczy do zastapienia. Jeśli jednak można coś poprawić po paprakach, robię to. Sprzęt audio to nie relikwia.
Koledzy, dajcie spokój! Obydwaj generalizujecie, a trzeba pamiętać jakie to były czasy. Na studia dostawali się niekoniecznie najlepsi, a ci którzy mieli więcej punktów, za pochodzenie chłopskie lub robotnicze, za wcześniejsze praktyki w fabrykach albo szpitalach. Lub z polecenia jedynej właściwej i umiłowanej partii. Na studiach też nie mieli lekko, brak dostępu do literatury zagranicznej (czytaj: fachowej), brak możliwości odbycia praktyki zawodowej w normalnym, nowoczesnym zakładzie, braki w wiedzy wykładowców (oni też mieli te same problemy). No i czym później ci inżynierowie mieli się wykazać, skoro licencje kupowano na absolutnie wszystko, a wizytujący TEWĘ bardzo ważny ktoś, w końcu nie wytrzymał gadki o półprzewodnikach i pogroził, że przy następnej gospodarskiej wizycie to liczy na całe przewodniki?
A jak już coś jeden z drugim sensownego wymyślił, to i tak nie umiał zorganizować odpowiedniego poziomu i jakości produkcji, choć tu już zahaczamy o rolę menedżerów, a tych w PRLu po prostu nie było, więc to nie wina inżynierów, że np. K-202 okazał się fiaskiem, a magnetowid VHS pokazano 15 lat po światowej premierze.
Chyba jedynie kreatywnością, jak ten anegdotyczny przypadek polskiego inżyniera na zachodzie, który stanął przed problemem przeciągnięcia kabla przez układ pokręconych rur: zachodni koledzy rozłożyli ręce i czekali na przyjazd specjalistycznego sprzętu, a Polak złapał szczura, przywiązał do niego końcówkę kabla i wpuścił do rury..
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- następna ›
- ostatnia »















Trochę realizmu kolego.
Po co wymieniać kondensatory, które prawie na pewno są sprawne? Tu nie były mocno obciążone ani przegrzewanie, a w tamtych czasach robiono je dość trwałe. Owszem, można między trafo a płytkę wstawić mostek Graetza, powymieniac żarówki od obrotów i autostopu, a w zasilaczu wstawić scalony stabilizator. Do tego kosmetyka i przyzwoita wkładka, np AT VM 95 E i będzie ok. A jak chcesz się bardziej pobawić, zajmij się poprawką talerza, bo robiono je niestarannie- poscinaj nadlewy, spróbuj go choć prowizorycznie wyważyć. Potem czyszczenie, smarowanie, nowy pasek, regulacja i szafa gra.
Jeśli się boisz, że słuchanie płyt to jednak słomiany zapał, zamiast AT kup w Wamat Audio zamiennik do MF. To wyjdzie (trochę) taniej, ale nie spodziewaj się dźwiękowych cudów.