[Adrian K..] Moje sprzęciory, trochę zachodu, trochę Polski i wschodu. Porozmawiaj, zapytaj, pomóż itp. ;-)
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Nie no, jest coś magicznego w gramofonach:-) Czysta, prosta mechanika. Doskonale widoczna. Coś jak zegarki typu "skeleton". I ta cała procedura słuchania: Otworzyć pokrywę, wyjąć ostrożnie płytę z koszulki nie dotykając części z rowkami. Położyć na talerzu trafiając w kołek. Włączyć napęd, sprawdzić obroty na stroboskopie (jeśli jest), przesunąć ramię nad rowek startowy i pociągnąć wajchę czy wcisnąć przycisk windy. I po chwili płynie muzyka. I po 20 paru minutach to samo z drugą stroną. Nie ma porównania np. ze streaminingiem, gdzie po kilku kliknięciach leci kilkanaście godzin z listy wygenerowanej przez algorytm.
No i te duże koperty ze zdjęciem, opisem (zwłaszcza w wersjach z rozkładaną kopertą). CD też niby mają książeczki, ale w formacie mocno kieszonkowym z drukiem wielkości jak w klauzulach na dole umów prawnych :-). O streamingu litościwie nie wspomnę.
Żeby sprawa była jasna, ja preferuję CD. LP słucham bardzo rzadko i nowych raczej nie kupuję :-)
Żeby nie było kompletnego off-topa, to patrząc na zdjęcie od Adriana 2 posty wyżej widać, że gramofon jest przygotowany do regulacji wkładki. Sugerowałbym, żeby cofnąć wkładkę w główce aby śruby mocujące były mniej więcej w połowie slotów. Przy takim położeniu jak teraz, jest bardzo ograniczona możliwość obracania i przesuwania wkładki podczas regulacji.
Streamingu typu tidal czy Spotify nigdy nie używałem, aczkolwiek Spotify zapowiedział wersję lossless, bardzo jestem tego ciekaw.
Wychowałem się na kasetach i CD, kasety i czarne krążki mogą dla mnie nie istnieć, zabawa dla zabawy i retrosentymantalny klub wspomnień, ale mimo to lubię czytać posty tutaj na forum o naprawach i kalibracjach, choć odczuwam wrażenie, że ilość pracy, czasu i często nerwów jakie za sobą niosą te wszelakie mechanizmy to skórka nie warta wyprawki jeśli chodzi o efekt końcowy czyli granie.
Ilość czasu, pracy przy regulacji gramofonu jest duża? To co powiesz o regulacji magnetofonu na podstawie opisów Krecika? :D
Ja również i te regulacje umieściłem w tym skrócie myślowym :-)
Jak ja się cieszę, że mnie nie jarają gramofony :D
Ja odwrotnie. Wielką radość mi to sprawia.
Tak samo szpule i kasety. Naprawdę coś w tym jest. Muzyka to nie tylko to, co rejestruje nasz słuch. To również ta cała oprawa. Od CD też nie stronię, ale mimo wysokiej jakości dźwięku to już nie to samo. Kładziesz krążek na tackę i potem już tylko sam dźwięk. Nic nie widać. Streaming to już całkiem beznamiętne medium i moje zdanie o nim nie jest tylko wynikiem nostalgii za tym, co kiedyś było. Winyle czy taśmy, w tym i kasety to jest swoistego rodzaju misterium o czym kol. Celicaman już wspomniał. Odpakowywanie nowej płyty, swoisty zapach nowego wydawnictwa, ten pierwszy raz na talerzu i ta cała dodatkowa otoczka przywodzi mi na myśl skojarzenie z koncertem w filharmonii czy operą na żywo w obiekcie. Nie tylko sama muzyka, ale to całe przygotowanie, odświętny ubiór, samo przybycie do sali koncertowej, oddanie płaszcza w szatni, zajęcie miejsca na widowni, szum sali przed samym koncertem, powolne przyciemnienie świateł nad widownią i wreszcie jest, on sam, koncert.
Quodlibet, oczywiście:)
[quote=paulus60;35764.162035;3082][quote=klexmix;35764.162028;6416]Jak ja się cieszę, że mnie nie jarają gramofony :D[/quote]
Ja odwrotnie. Wielką radość mi to sprawia.
Tak samo szpule i kasety. Naprawdę coś w tym jest. Muzyka to nie tylko to, co rejestruje nasz słuch. To również ta cała oprawa. Od CD też nie stronię, ale mimo wysokiej jakości dźwięku to już nie to samo. Kładziesz krążek na tackę i potem już tylko sam dźwięk. Nic nie widać. Streaming to już całkiem beznamiętne medium i moje zdanie o nim nie jest tylko wynikiem nostalgii za tym, co kiedyś było. Winyle czy taśmy, w tym i kasety to jest swoistego rodzaju misterium o czym kol. Celicaman już wspomniał. Odpakowywanie nowej płyty, swoisty zapach nowego wydawnictwa, ten pierwszy raz na talerzu i ta cała dodatkowa otoczka przywodzi mi na myśl skojarzenie z koncertem w filharmonii czy operą na żywo w obiekcie. Nie tylko sama muzyka, ale to całe przygotowanie, odświętny ubiór, samo przybycie do sali koncertowej, oddanie płaszcza w szatni, zajęcie miejsca na widowni, szum sali przed samym koncertem, powolne przyciemnienie świateł nad widownią i wreszcie jest, on sam, koncert.
Quodlibet, oczywiście:)[/quote]
Dokładnie tak to wygląda, jest to swego rodzaju sacrum.
@ Klexmix.
Zgadzam się całkowicie. Prawie. Ale...
Vinyl gra lepiej od CD.
Streamingi - żeby mieć jakość CD trzeba mieć drogi sprzęt do strumieniowania.
Kalibracja nowego gramofonu zajmuje kilka minut.
Co innego naprawa starego gruchota. To już faktycznie zabawa na długie godziny.
Kasety mogą nie istnieć.
Kasety mogą nie istnieć.
A wypraszam se. Wielu gdyby nie kasety, nie zaznajomiło by się z muzyką Przynajmniej nie w tym stopniu. Wszystkie te różne, typy i odmiany kaset od kilkuset producentów daje nieograniczone możliwości co do wyboru na czym nagrywać. No i właśnie możliwość nagrywania. Nie jesteś ograniczony do tego co możesz słuchać. Sam decydujesz o kolejności piosenek. Jak szum przeszkadza to jest zawsze dolby. Dla mnie to część uroku.
Kasety to szczyt formatów analogowych, i kropka.
CD może zniknąć z powierzchni ziemi. Bezduszne krążki.
Mam nadzieję, że nie skoczycie sobie do piór :)))
Nie nazwałbym CD bezdusznymi krążkami. Też mają swój klimat i charakter. Bezduszny to dla mnie jest streaming muzyki. Nagle nie ma internetu, nie ma muzyki. Nośnik, to nośnik.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- …
- następna ›
- ostatnia »










Jak ja się cieszę, że mnie nie jarają gramofony :D