Potrzebne wsparcie przy odratowaniu PRELUDIUM 6272
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Decyzja należy do autora tematu.
Osobiście zostawiłbym tak jak jest sprawdziwszy tylko stan izolacji przewodów i przepustów.
I jeszcze jedno.
Na razie poruszamy się w obszarze elektryki, a z tym jakoś sobie radzę.
Od samochodowej, motocyklowej po instalację, którą kładłem w moim domu 40 lat temu i która do dzisiaj służy mi bezawaryjnie.
A podczas jakiś pomiarów przed laty została oceniona jako wzorowa.
Artur
Nie nazwał bym tej dyskusji gównoburzą.
Wymieniamy na spokojnie poglądy w temacie.
Nikt nikogo błotem nie obrzuca.
Świat się zmienia i o ile dzisiaj większość użytkowników z samochodem udaje się do warsztatu, a nie jak ongiś ze szwagrem/kumplem i półlitrem na parkingu pod blokiem, a w kwestii mycia to na myjnię, a nie nad jezioro czy nad rzekę, to w kwestii elektroniki jest jakby trend odwrotny.
Przed laty ganialiśmy do ZURiTU-u, do telewizora najczęściej przyjeżdżał pracownik tegoż zakładu.
Dzisiaj wielu użytkowników próbuje samemu naprawiać elektronikę.
W większości przypadków nieskutecznie z wiadomych względów.
I później mamy takie tematy, że po wydawać by się mogło prostej wymianie kondensatorów sprzęt zdechł.
Osobiście nigdy nie wybieram się z motyką na słońce, jeśli cokolwiek naprawiam to diagnozuję, przewiduję, jak nie wiem pytam, ale jak ocenię, że nie dam rady to nie pcham łap i koniec.
Wówczas proszę o pomoc kogoś kto jest zawodowcem.
I jeszcze jedno.
To forum stanowi płaszczyznę do kontaktów miłośników UNITRY.
Nie jest to kółko różańcowe czy towarzystwo wzajemnej adoracji dla zawodowców/profesjonalistów.
W tematach mają prawo jak najbardziej zabierać głos Koledzy nie będący zawodowcami.
I jeżeli czasami nie mają racji to nie powód by udowadniać na siłę że nic nie wiedzą.
Bo forum dla zawodowców, którzy są nieraz we własnym mniemaniu wszechwiedzący jest zbędne.
A tłumaczenie wszystkim dookoła, że się na niczym nie znają źle świadczy o tłumaczącym tylko.
Nie takie partyzantki monterzy w fabrykach uprawiali. Można je podziwiać w bardzo wielu urządzeniach z tamtej epoki, ale żeby nie było - we współczesnych także, choć znacznie mniej z powodu realnej kontroli jakości, a nie 300% normy.
Porozmawiaj sobie z tymi co pracowali w tamtych czasach w jakichś zakładach to się dowiesz. Ja mam kolegów którzy pracowali w ZRK, WZT czy w Polkolorze. Swojego się nasłuchałem. :)
Prawda. Mogę jeszcze od siebie dołożyć scenki rodzajowe z ZRK. Nieważne kto, gdzie i dlaczego coś spaprał - trzeba poprawić, ma być dobrze. Rolls'y też się rozkraczały. Porozmawianie o tym to drugorzędna sprawa. Autorytet fabryki to iluzja, nie istnieje coś takiego. Opieranie się na nim to ślepa uliczka z niemiłą niespodzianką na końcu.
Masz trzy poważne błędy montażowe w jednym miejscu i w jednym urządzeniu. Gdzie to powstało nie ma znaczenia. Ważne że trzeba to zrobić tak, aby spełniało podstawowe kryteria bezpieczeństwa.
I tyle w temacie.
Dobrze jest posiadać świadomość wzięcia odpowiedzialności za porady prowadzące do niechcianych wydarzeń.
Masz rację - to jest fenomen.
Jeszcze jedna prawda - 90% takich przedsięwzięć naprawczych powziętych przez początkujących adeptów kończy się zaniechaniem przed połową drogi. Wiaderko zimnych realiów skali trudności i pracochłonności gasi słomiany zapał z łatwością.
Nawet przy czynnej, nie jedynie słownej pomocy ze strony forumowiczów i relatywnie bardzo łatwych naprawach.
Witam,
wypadało by w swoim poście też włączać się do dyskusji raz na jakiś czas:)
Ja ten czas poświęciłem na wymianę lamp (właściwie to wszystkie już mam wymienione) i wymiany kondensatorów, rezystorów.
W efekcie lampa EM-4 zaświeciła do mnie radośnie pięknym zielonym kolorem, rezystory nie palą się i póki co nic złego sie już nie dzieje. Dobrego też niewiele. Cisza z głośnika pomimo podłączonych anten i uziemienia nie napawa optymizmem, jakieś tam brumienie po dotknięciu potencjometru mniejsze lub większe - regulacja głośności działa.
Przeszedłem do fazy pomiarów napięć i kondensatorów, oraz próby interpretacji tych wyników, ale dostrzegam też coraz więcej różnic między schematem a podłączeniami i to ewidentnie fabrycznymi. Przewody podłączone do wolnych styków pod lampą już mnie nie dziwią, jest takich zagadek więcej.
Póki co nie rezygnuję, teraz dużo łatwiej się to radio obsługuje/ naprawia. Kilka dni muszę jednak odpocząć bo ciągłe analizy schematu vs. fizyczne radio działa męcząco. Trzeba też w wolnej chwili posłuchać muzyki, przecież po to cała ta zabawa!
Jeśli masz brum po dotknięciu palcem potencjometru, to oznacza że wzmacniacz działa, czyli w stosunku do tego co było wcześniej mamy ogromny postęp.
O to chodziło!
Kolejny etap, to porządne wyczyszczenie wszystkich styków przełączników. Mają się błyszczeć i mieć jak najmniejszą rezystancję (poniżej 0.5R).
Które kondensatory wymieniłeś? Oprócz elektrolitów wspominałem także o szklanych izolowanych smołą - te też trzeba wymienić.
Gdy już będziemy mieli pewność że styki przełączników są czyste i poprawnie łączą, oraz wszystkie potencjalnie wadliwe kondensatory zostały wymienione, pójdziemy dalej.
Wymieniłem kondensatory na potencjometrze C35, za potencjometrem C34 i C25, duży podwójny C31/C32, jeszcze C27 (za lampą EM-4)
Niektóre (nawet te "smołowe") ciągle trzymały prąd w miarę swoich zakresów.
Kilka mi jeszcze zostało do wymiany, te wymienione miały w miarę łatwy dostęp.
Niektóre (nawet te "smołowe") ciągle trzymały prąd w miarę swoich zakresów.
Kompletnie nic z tego nie rozumiem.
Kondensator charakteryzuje się przede wszystkim pojemnością.
Ma jeszcze kilka innych parametrów które potrafią w pewnym stopniu oszukać proste mierniki pojemności ale nie będziemy się w to zagłębiali. Z tego powodu się je wymienia zamiast mierzyć, tym bardziej że akurat w tych przypadkach usterki są znane od lat. Nawet jeśli wymienisz jakiś sprawny to i tak warto, bo prędzej czy później i tak będzie trzeba.
Te które wymieniłeś to zasilanie i tor m.cz. - regulacja barwy. Dlatego w ogóle to ożyło.
Wymień jeszcze pozostałe "smoluchy" i ew. elektrolityczne, a reszty na razie nie ruszaj. Te w torze radiowym to będą takie płaskie bakelitowe prostokąty, to są kondensatory mikowe i takie powinny pozostać. Je trzeba zbadać omomierzem czy nie mają zwarcia (z powodu kurzu i wilgoci). Jeśli nie, to na razie zostawiamy bo nie będzie łatwo znaleźć coś w zamian - najlepiej inny mikowy ale tanio nie będzie.
Powodzenia!
Mam trochę rozmaitych mikowych kondensatorów, ale one są znane z trwałości, czasem tylko dostają zwarcia. Gdyby było potrzeba to proszę napisać, będzie gratis oczywiście tak jak i te przewody, za wymianą których obstaję. Ale to można później, tylko "Ostrożnie z tą siekierą Eugeniuszu" ;-).
Mikowe jako takie są trwałe, ale w tych odbiornikach były używane takie zrobione na piechotę. Dwa znitowane kawałki rezotexu pokryte od wewnątrz jakąś folią i przełożone kawałkiem miki. One się odkształcały mechanicznie i stąd zmiana pojemności. Oczywiście nie są też w żaden sposób zabezpieczone przez wpływem warunków atmosferycznych, więc łapały wilgoć i degradowały się okładziny.
Tak naprawdę je też warto wymienić właściwie w ciemno, ale niestety trzeba je wymienić na mikowe ze względu na właściwości (głownie stabilność oraz stratność) tegoż dielektryka.
Dlatego na razie zostawmy, jeśli straciły pojemność ale nie mają zwarć to radio i tak powinno szumieć, a nie szumi.
Przykład feralnego kondensatora 140pF w załącznikach.
Dziś trafiłem na zdjęcia wnętrza bliżniaczego radia POEMAT, które ma dokładnie ten sam mechanizm i układ Okazało się że połączenia przewodów zasilania sieciowego pod lampą były tak rzeczywiście fabrycznie podłączane, również moje naprawiane połączenia przewodów przy potencjometrach, włącznikach i inne urwane wykonałem prawidłowo, co nieco mnie podbudowało.
Dużo czasu poświęcam na rozpoznawanie układów względem schematu, niestety trzeba odrzucić tu logikę bo połączenia wydają się mieć układ zupełnie "nie na skróty", wręcz przeciwnie, to jakby z Gdyni do Gdańska pojechać przez Poznań. Ale dojechać się da - znaczy połączenie jest (prądowe)
Co ciekawe pomiary elementów ponad 65 letnich wykazują, że zdecydowana większość trzyma parametry. Ale z tego w sumie nie wynika wiele, bo sprawdzone elementy dotychczas wydają się sprawne, działające prawidłowo, ale tego szumu nadal brak... momentami coś tam minimalnie zaszumi, ale to jeszcze nie to. Nie poddaję się!












Nie takie partyzantki monterzy w fabrykach uprawiali. Można je podziwiać w bardzo wielu urządzeniach z tamtej epoki, ale żeby nie było - we współczesnych także, choć znacznie mniej z powodu realnej kontroli jakości, a nie 300% normy.
Porozmawiaj sobie z tymi co pracowali w tamtych czasach w jakichś zakładach to się dowiesz. Ja mam kolegów którzy pracowali w ZRK, WZT czy w Polkolorze. Swojego się nasłuchałem. :)
Możliwy mechanizm powstania tej partyzantki w fabryce przedstawiłem ale przypomnę - mogło być tak, że ktoś montował i uruchamiał samo chassis, a ktoś inny potem wkładał je do obudowy razem z gramofonem. Zapewne razem z gramofonem od razu był przewód, który po montażu gramofonu dyndał sobie z góry i tenże przewód należało przełożyć przez przepust i podłączyć od dołu we właściwym miejscu.
Ten ktoś kto składał całość do kupy uznał, że gdyby ten przewód się podłączało od góry a nie od dołu to montaż byłby szybszy i prostszy, a że na górze były wolne styki podstawki AZ-1 to postanowiono je wykorzystać.
Złożono wniosek racjonalizatorski, ktoś go zaakceptował bez większej refleksji bo przecież miał ułatwiać i przyspieszać montaż i tak poszło.
W ten sposób mogła powstać cała seria tak wykonanych urządzeń, więc porównanie z innym egzemplarzem nie musi być wiarygodne.
Na zdjęciach wyraźnie widać, że czerwone kabelki przylutowane do podstawki lampy i dalej do gramofonu przechodzą przez przepust razem z kwadratowym niebieskim przewodem. Ten niebieski przewód to przewód zasilający zakończony wtyczką i on jest w podwójnej izolacji (prawidłowo!), natomiast te czerwone nie są. Nawet gdyby były, to i tak błędem jest mieszanie obwodów strony pierwotnej i wtórnej na tej samej "łączówce", a już karygodnym błędem jest pozostawienie tych połączeń niezaizolowanych.
Masz trzy poważne błędy montażowe w jednym miejscu i w jednym urządzeniu. Gdzie to powstało nie ma znaczenia. Ważne że trzeba to zrobić tak, aby spełniało podstawowe kryteria bezpieczeństwa.
O usterkach włącznika już wcześniej pisałem.
Mogło i tak być że ktoś ominął włącznik, a przy okazji zmienił podłączenie gramofonu, choć w sumie nie wiem po co miałby to robić. Aby ominąć włącznik wystarczyło go zewrzeć, nie trzeba było przerabiać połączeń.
Ja jednak skłaniałbym się ku wersji że to wyszło tak z fabryki.
Kup albo zrób popkorn. :)
Popatrz na ten temat, a zrozumiesz dlaczego np. ja niechętnie wypowiadam się w tematach serwisowych (i w ogóle od pewnego czasu niechętnie w internecie - choć miewam przebłyski jak teraz).
Tu masz świetny przykład. Cały wieczór i dzień wisiał temat - nikt nic nie pisał. Napisałem ja i od razu znalazły się osoby które chciały coś jeszcze dodać, a co na tym etapie było zupełnie nieistotne. Gdzie byli wcześniej? Wśród tych osób jesteś także Ty i tak właśnie powstała gównoburza na 6 stron. Co z tego wynika? Nic, bo wypowiada się nie elektronik na tematy elektroniczne i przy tym przekomarza się z elektronikiem.
I żeby nie było - tak jest wszędzie, nie tylko tu. A to właśnie powoduje że elektronicy (czy ogólnie fachowcy branżowi) aktywni zawodowo po prostu nie chcą się wypowiadać, bo w dzień pracują i w imię czego jeszcze po pracy zamiast zająć się przyjemnościami to mają się przekomarzać z kimś w internecie? Co innego emeryci, ci zwykle mają znacznie więcej czasu i chęci.