Nowa Unitra
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Tak, ja pamiętam bardzo dobrze, jak pewnego dnia zobaczyliśmy wyroby Diory czy Foniki w katalogu "Quelle", który kolega mający rodzinę w RFN przyniósł do szkoły.
I tak byłem wówczas dumny, że nasze polskie wyroby zobaczyłem obok Sony, Philipsa i innych firm zachodnich i japońskich. I chociaż dziś krytycznie oceniam ich poziom zaawansowania technicznego na tle ówczesnych wyrobów marek światowych, to potrafiłem przeliczyć na złotówki cenę w DM. I w żadnym wypadku, nawet licząc po kursie oficjalnym, nie było to poniżej cen krajowych.
W katalogach było i co z tego? Było w ofercie, więc było w katalogu. Całkiem normalna sprawa.
Jest kilka problemów - pierwszy to taki, że złotówka w tamtych czasach nie była wymienialna, więc nie było czegoś takiego jak przelicznik na marki, a przynajmniej nie w takim rozumieniu jak to wygląda dziś. Kurs waluty obcej ustalało odgórnie państwo (zresztą jak wszystko) i można powiedzieć, że był on trochę jakby wzięty z sufitu.
To był dziwny system, który trudno jest zrozumieć.
Drugi problem jest taki, że Ty widziałeś cenę sklepową, a nie cenę po jakiej my to wyeksportowaliśmy.
Z wiarygodnych źródeł (wywiady z ludźmi pracującymi w tamtym czasie w różnych zakładach) można się dowiedzieć, że eksport zwykle był poniżej kosztów produkcji i to się opłacało dlatego, że potrzebne były dewizy. Opłacało się sprzedać coś za dolary za wszelką cenę, nawet jeśli trzeba było dołożyć do interesu.
Dziś sprawa jest prosta - państwo wymienia swoje rezerwy walutowe na giełdzie i już. W tamtych czasach nie dało się wymienić złotówki na giełdzie, państwo musiało więc wyprodukować coś za złotówki, a potem sprzedać za dolary, marki, franki czy co tam oferowali.
Trzeci problem jest prosty - napisałeś, że cena w przeliczeniu na marki (nie wiadomo po jakim kursie, ale to bez znaczenia) była podobna do tej w złotówkach. Dobrze, a jak się miała ta cena do ceny wyrobów innych producentów?
Dopiero takie porównanie daje sensowny pogląd na sprawę i pozwala realnie ocenić wartość sprzętu.
Tu znów z dość wiarygodnych źródeł można się dowiedzieć, że ten sprzęt był sporo tańszy niż jakikolwiek inny. Pozostaje jeszcze pytanie jak się to sprzedawało.
Jeśli chodzi o sprawozdania finansowe, to nie są tajne dokumenty jednakże niedostępne za darmo.
https://www.imsig.pl/krs/0000864214/sprawozdania?k=13
Abonament 72zł/mc.
Jeśli ktoś jest ciekawy, to może sobie wykupić dostęp i sprawdzić.
Mnie to prawdę mówiąc zupełnie nie interesuje, a czyjejś ciekawości sponsorować nie zamierzam.
W latach siedemdziesiątych przelicznik złotówki na dolara był bardzo prosty. Pół litra wódki w sklepie monopolowym kosztowało 100 zł. Ten sam pół litra w Pewexie kosztował 1 USD. Więc dolar był po 100 zł. Potem to się trochę rozjechało, ale generalnie taki był przelicznik. Średnia miesięczna pensja w tamtym czasie to coś około 3 tyś.
No tak, tylko że to jest wartość u cinkciarza czyli na czarnym rynku. Ceny oficjalne były inne - nie wiem jakie, ale z informacji które można znaleźć wynika że było to ok. 25% ceny czarnorynkowej. :)
Wiadomo na pewno, że 1 dolar kosztował ok. 4zł dewizowe. Nie wiem ile warte było 4 złote dewizowe i jak to się ma do złotówek obiegowych. Zgadza się jednak to, że 25x4 = 100zł, czyli tyle ile kosztowało według Ciebie pół litra wódki. Wynika z tego, że gdybyś wymienił (niewymienialną!) walutę oficjalnie w banku, to mógłbyś kupić w pevexie flaszkę 4x taniej. :)
To nie jest system który da się łatwo zrozumieć, dlatego próba przeliczania walut w sposób jaki znamy dziś nie ma sensu. Nie ma też sensu branie pod uwagę kursu waluty na czarnym rynku, bo państwo na czarnym rynku nie wymieniało waluty (przynajmniej oficjalnie), stąd przeliczniki z tytułu kupna/sprzedaży za granicą były zupełnie inne niż może się wydawać.
[quote=Artur K.;10059.141044;23269]No tak, tylko że to jest wartość u cinkciarza czyli na czarnym rynku. Ceny oficjalne były inne - nie wiem jakie, ale z informacji które można znaleźć wynika że było to ok. 25% ceny czarnorynkowej. :)
Wiadomo na pewno, że 1 dolar kosztował ok. 4zł dewizowe. Nie wiem ile warte było 4 złote dewizowe i jak to się ma do złotówek obiegowych. Zgadza się jednak to, że 25x4 = 100zł, czyli tyle ile kosztowało według Ciebie pół litra wódki. Wynika z tego, że gdybyś wymienił (niewymienialną!) walutę oficjalnie w banku, to mógłbyś kupić w pevexie flaszkę 4x taniej. :)
To nie jest system który da się łatwo zrozumieć, dlatego próba przeliczania walut w sposób jaki znamy dziś nie ma sensu. Nie ma też sensu branie pod uwagę kursu waluty na czarnym rynku, bo państwo na czarnym rynku nie wymieniało waluty (przynajmniej oficjalnie), stąd przeliczniki z tytułu kupna/sprzedaży za granicą były zupełnie inne niż może się wydawać.[/quote]
25 zł. za dolara to była oficjalna wymiana w banku. "Zachodni" turyści (w pewnym czasie) musieli wymienić pewną liczbę dolarów (lub innej zachodniej waluty) na każdy dzień pobytu w Polsce. Oczywiście całą resztę wymieniali u cinkciarzy czy zaprzyjaźnionych "biznesmenów". Te 100 zł za dolara to nie tylko była wymiana czarno-rynkowa, ale niemalże oficjalny kurs. Fiat 125p kosztował 1605 dolarów w Pewexie w roku 1977 lub 1978. Wszyscy używali tego kursu, z wyjątkiem NBP.
Wiem o tym, ci zachodni turyści byli po prostu źródłem dewiz. Zresztą chyba podobnie było gdy Polak wracał zza granicy.
Nie ma znaczenia w naszej dyskusji po jakim kursie można było kupić w Pewexie malucha, czy flaszkę wódki. Należy przypuszczać, że ceny w Pewexie były zawyżone bo tak jak w przypadku turystów istniała potrzeba zgarnięcia od ludzi dolarów. W Pewexach często były rzeczy które trudno było nabyć na rynku. Przykładowo właśnie Maluch - normalnie trzeba było czekać w kolejce, a w Pewexie był od ręki, ale trzeba było mieć dolary których legalnie kupić się nie dało. Ci którzy mieli kasę, kupowali więc dolary u cinkciarza (stojącego zresztą pod tym Pewexem) i szli do sklepu kupić wymarzony produkt od ręki i bez kolejki. Nikt nie pytał skąd mają dolary, bo w ten sposób państwo ściągało walutę od ludzi.
Z tego powodu ceny w Pewexie na pewno nie były odzwierciedleniem kursu waluty, na pewno były wyższe aby więcej waluty zgarnąć.
Dlatego mnie interesuje po jakim kursie odbywał się oficjalny import/eksport towarów. Niestety nie jest łatwo znaleźć takie informacje.
Dlatego mnie interesuje po jakim kursie odbywał się oficjalny import/eksport towarów. Niestety nie jest łatwo znaleźć takie informacje.
W systemie ekonomicznym, który utrzymywał przedsiębiorstwa "planowo-deficytowe" znalezienie dokładnej informacji co ile kosztowało i za ile było sprzedawane graniczy z cudem.
W tej scenie z filmu "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" to jest bardzo fajnie pokazane: https://www.youtube.com/watch?v=TWaOeVRdgWU
Przypominam, że akcja komedii "Nowa Untra" rozgrywa się tu i teraz. Ludzie mają swobodny dostęp do dolarów, ojro. Najgorzej teraz ze złotówką i w takim momencie firma startuje z produkcją dedykowaną dla klientów z pogranicza audiofilsko-voodoo.
Znamy konkretne wyniki finansowe i to właśnie jest obiektywny parametr, który opisuje cały projekt o nazwie Nowa Unitra. Można się zastanawiać, na ile wycena produktów na realnym poziomie mogła wpłynąć na wynik finansowy spółki. Fakt, że producent celował wysoko spowodował mniejsze zainteresowanie ofertą, bo wielu klientów rozsądnie oceniło, że sprzęt został wyceniony zbyt optymistycznie wysoko.
Właśnie o to chodzi. Nie sposób ocenić rzeczywistej wartości czegokolwiek w systemie w którym absolutnie wszystko jest ustalone odgórnie, kryteria wyceny zaś pozostają nieznane.
A odgórnie ustalone było wszystko, ceny produktów (których i tak było mniej niż potrzeba) oraz zarobki. Nawet kurs waluty był ustalony odgórnie, mimo iż oficjalnie nie była ona wymienialna. Ktoś sobie na jakiejś podstawie przyjął jakąś wartość i tyle.
W takich przypadkach ceny produktów oraz kurs waluty na czarnym rynku są odrealnione.
Dlatego sensowną informacją mogłoby być zestawienie ceny wyrobu marki Unitra oraz innej marki (np. wspomnianego tu Philipsa, czy Sony), tyle że tu też byłby pewien błąd ponieważ produkty tych marek z pewnością miały lepsze parametry niż Unitra, a więc siłą rzeczy były droższe. Poza tym to rozpoznawalne marki co także podbijało cenę.
Z pewnością jednak aby Unitra mogła być konkurencyjna na zachodzie, musiała być znacznie tańsza niż produkty zachodnie.
Coś tam wyszperałem, weźmy taki wzmacniacz Technisca:
https://vintagetechnics.audio/showitem.php?id=YToyOntpOjA7czo3Oi...
Lata 77-78, cena 180 dolarów.
W dostępnym katalogu:
https://unitraklub.pl/plik/12152
Można znaleźć cenę Meluzyny z 1977r = 5500zł.
Przeciętne wynagrodzenie w 1977 wynosiło 4596zł:
https://www.zus.pl/baza-wiedzy/skladki-wskazniki-odsetki/wskazni...
Zatem na Meluzynę trzeba było pracować powiedzmy jakieś półtora miesiąca, zaś na Technicsa 4 miesiące licząc, że 1 dolar to 100zł. Przy czym 180 dolarów to cena cennikowa, przypuszczam że w Pewexie była wyższa. Może ktoś ma cennik z tamtych lat?
Przy okazji - licząc po 100zł za 1 dolar, cena Meluzyny to 55 dolarów, czyli mniej więcej 1/3 Technisca. Czyli jest dokładnie tak jak od początku twierdziłem - Unitra musiała być znacznie tańsza. Poza tym patrzymy na ceny sprzedaży w sklepie, a Kolega Stefan potwierdził iż w sklepie na zachodzie kosztowało to mniej więcej tyle samo co u nas. Eksport musiał się odbyć po znacznie niższym kursie i wcale bym się nie zdziwił gdyby to był oficjalny kurs - 4x niższy. Wyszłoby, że taka Meluzyna warta w sklepie 55 dolarów, eksportowana była za ok. 15 dolarów.
Powodów do dumy ja tu nie widzę. Wszystko wskazuje na to, że ten sprzęt był obecny na zachodnich półkach tylko dlatego, że był tani.
Z tego co pamiętam, bo wówczas uciułałem na Kleopatrę, to tuner 5000zł, wzmacniacz 5000zł. Na kolumny już mi zabrakło i prawie rok słuchałem na słuchawkach. Radmor bez kolumn kosztował 14500zł. Nie wiem skąd wziąłeś tę cenę 5500zł za Meluzynę.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- …
- następna ›
- ostatnia »









To ci biznesmeni "za dychę".
Teraz się nie dziwię, że z pomocy publicznej przygarnęli 3095zł.
Wszak pecunia non olet.