Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
...
Kolejną sprawą są ceny, o ile pamiętam cen nie prezentowano w sklepie. Dlaczego? z przyczyn społecznych dobra luksusowe kosztowały kilkanaście pensji i kowalski mógłby się zdenerwować ...
Z powyższych przyczyn to w Pewexach był sprzęt Technics-a z najniższej półki
(a i tak zrobił Technicsowi legendę), no bo kogo byłoby stać na tą średnią?
Z jakiego zakładu może pochodzić ta fotografia?
ZRK, Diora, Eltra, Fonica, Polkolor lub Radmor. Coś mogłem pominąć. Fotka niewyraźna więc nie da się określić typu składanej przez te dziewczyny płytki.
@kristoforoz
Nie wiem, z którego jesteś rocznika, ale w sklepach RTV ceny były umieszczane przy sprzęcie. Nie ukrywano ich. Było tak, jak na zdjęciu, które wstawił Zbychu58. Kowalski czy Nowak dobrze wiedzieli ile co kosztuje.
Sklepy RTV na pewno nie były zawalone Radmorami 5100 czy 5102, ale nieraz widywałem ten sprzęt na sklepowych półkach omiatany tęsknym okiem przez rozmarzonych oglądaczy. Akurat często odwiedzałem stoisko RTV w Wiejskim Domu Towarowym w pobliskim Skoczowie i stały tam Radmory, magnetofony M2404-05S, gramofony G601A i inny mniej "luksusowy" sprzęt. O ile dobrze pamiętam, to w 1980 roku zaopatrzenie było jeszcze w miarę dobre. Wkrótce potem sprzętu zaczęło brakować. O cenach tu nie mówię.
Radmory 5102 pięciowskaźnikowe produkowano w latach 1979 - 1981. Początkowo równolegle z modelem 5100. W ostatnim roku produkcji już z polskimi wskaźnikami Mera. Model 5102-T (wyłącznie czarny) pojawił się w niewielkich ilościach w 1982 roku, by w 1983 roku ustąpić miejsca wersji 5102-TE. Półki sklepowe świeciły pustkami. Zaczęły się zapełniać ponownie gdzieś w 1984 roku, ale wybór był niewielki. Radmor 5102-TE kosztował wtedy 62600 zł.
Ceny to raczej zawsze stały...Jak miały do czego.
Sklep z Torunia.
Ale zaopatrzenie! Wszystkie moje i moich znajomych radiomagnetofony stoją na półkach. Na dole po lewo moje kolumny.
Ale fajne opowieści tu piszecie. Ja w latach stanu wyjątkowego byłem uczniem SP166 w W-wie. Ciotka dzwoniła z automatu gdzie lecieć do kolejki w której już przed nią "stałem". Prawka nie miałem i jeździłem Skodą ojca (który nas porzucił). Kumpel miał motorower, a ktoś inny Jawkę| Gdzie się dało, kupowaliśmy z kumplem części samochodowe na zapas i na wymianę.
Na Woli była bocznica kolejowa i magazyny. Pilnowane przez starych ludzi ze straży zakładowej. Tak się| to chyba nazywało. Lataliśmy tam zajumać owce cytrusowe. Strażnik zawsze nas ganiał (nigdy nie dogonił), jak już się oblowiliśmy.
Długo później dowiedziałem się że to był dziadek mojej koleżanki z klasy.
Bilety do kina były tanie. Któregoś dnia po wyjściu z kina Relax nie dało się oddychać. W czasie seansu były zamieszki i w powietrzu wisiał gaz.
Dla mnie to były beztroskie lata małolata.
W stanie wojennym, to zaopatrzenie było naprawdę słabe.
Ale z drugiej strony towar rozchodził się "spod lady".
Jedynie Pewex czy Baltona zostawał, chociaż i tam różnie bywało.
Przez taka chęć kupna kurtki Wranglera o mało do więzienia nie trafiłem, a kolega z którym razem robiliśmy zakupy siedział w areszcie do sprawy 3 miesiące.
Obaj byliśmy w wojsku i na przepustce będąc podjechałem po niego do jednostki ojca Wartburgiem.
Ktoś mnie musiał widzieć i spisał nr.rejestracyjny.
Ja następnego dnia wyjechałem w teren, a tu przyszedł do dowódcy telefonogram, że ma się stawić z kierowcą, czyli ze mną i samochodem w oddziale WSW.
Gdy dotarliśmy zaczęły się przeszukania Gaza69, u mnie wszystko z kieszeni i nie tylko.
I przesłuchanie do nocy.
W międzyczasie ktoś z żołnierzy dał mi cynk że mojego kumpla z Komendy garnizonu zamknęli.
Jak się okazało znaleziono w jego wojskowej kurtce ulotkę z odezwą do źołnierzy aby nie strzelali do ludzi.
Jakiś nadgorliwy trep złożył meldunek i zaczęli szukać.
W jego Gazie, a był on kierowcą Komendanta Garnizonu znaleźli jeszcze kilka.
Zamknęli do paki.
Sprawa w sądzie.
Na pierwszej byłem jako świadek w mundurze.
Prokurator zarządał 3 lat pozbawienia wolności.
Dobrze, że adwokat doprowadził do kolejnej rozprawy.
W jej wyniku, a także zakulisowych działań sąd stwierdził, że nie zachodziły znamiona przestępstwa.
Po latach się z tego śmiejemy ale wówczas perspektywa tapicerowania mebli w Potulicach nie była wesoła.
Jedynym plusem jest to, że kolega otrzymuje co miesiąc jakiś dodatek jako bojownik o wolną Polskę poszkodowany w PRL-u.
I to wcale nie jakieś grosze.
To taka opowieść ze stanu wojennego.
Było wiele innych sytuacji jak choćby ta gdy 13 grudnia "zabiłem" silnik mojego Gaza w obawie o to, że kapitan którego miałem wozić, a wyglądajacy na takiego który na tę "wojnę" czekał całe życie może odwalić jakąś koszmarną głupotę.
I ta historia jak z zaplanowanego dwudniowego remontu silnika, działając w porozumieniu z cywilnymi pracownikami warsztatów naprawialiśmy silnik miesiąc.
Dzisiaj się można śmiać i żartować, ale wówczas bywało różnie.
Co to jakieś cytrusowe barany?
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 411
- 412
- 413
- 414
- 415
- 416
- 417
- 418
- 419
- …
- następna ›
- ostatnia »















Rok 1980. Zdjęcie było podpisane.
Mam te kolumny z dołu, i na nich też jest ta data. :-)