Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
W tym samochodzie, malutkim, w którym włożony jest objętościowo-gabarytowo duży silnik pod maskę, nie ma gdzie ręki włożyć, mysz się nie prześliźnie, tyle upakowane i tak mało miejsca wokół niego...
Heh, jeśli dodać do tego dużą ilość osprzętu, jak to w Toyotach, to czasami robi się w ogóle wesoło.
U mnie w Camry jest teoretycznie mnóstwo miejsca pod maską, ale praktycznie silnik jest pochylony na ścianę grodziową, a cały kolektor dolotowy i osprzęt na nim jest właśnie tuż przy niej. Zrobić coś tam bez wchodzenia pod samochód, zakrawa na iście ginekologiczne zajęcie....
Choć mogło być gorzej. W pierwszych Mercach A klasy zrobienie czegokolwiek przy silniku wiązało się z wyjęciem go z budy :D
Nie przechwal, w toyocie jest dokładnie tak samo.
W beemkach 750 i 850 jest podobnie albo jednak gorzej, bo jeszcze gorzej to wyobraźnia nie ogarnia.
12 świec bez speckluczy nie idzie ugryźć.
Jak sobie to przypomnę pracując przy jakimś upakowanym magnetofonie, to od razu mi lżej.
Ta, tutaj do wymiany napinacza paska wielorowkowego trzeba wywalać silnik albo wiercić grodź od strony koła.
Między łbem śruby trzymającej ten napinacz a karoserią jest 3 cm przestrzeni, a śruba ma 8 cm. Nie wyjdzie.
Zdjęcie osłony rozrządu wiąże się z demontażem układu wydechowego od samego kolektora.
Tylne zaciski hamulcowe są przytwierdzone do tarczy kotwicznej (osłony tarczy hamulcowej), jeśli ona przegnije, co bardzo często się zdarza, zaciski odpadną razem z nią :-)
I wiele takich różnych, 'dupereli'. :-)
Mówisz o Celice?
Dżizus krajs...
P.S.: tę śrubę da się wyjąć, trzeba ją ucinać po kawałku :-)))
Rozpiska wygląda rzeczywiście przerażająco, ale rozjaśnij mi, co to za konstrukcja. Shim valve to zaworki od napełniania szklanek czy co? To chyba samoczynne kasowanie luzów na pierwszy rzut oka. Rozpiska wskazuje na płytki... OMG!
Hmm... To w Beemce nie było tak źle, jak myślałem. Nigdy nie wywalałem motoru, a wszystko przy nim jednak zrobiłem. Głowice dało się zdjąć, choć robota na cały dzień. Rozrząd też szło wymienić. Niebywale trwały i oszczędny motor jak na swoje lata urodzenia. Elektroniki dużo, ale w sumie niezawodnej.
Myślałem o jakiejś Toyocie w niedalekiej przyszłości, ale właśnie ostygłem.
…ale właśnie ostygłem.
Ty nam Andrzeju lepiej jeszcze nie stygnij !!!
Kwiaty teraz drogie. Sam rozumiesz … ;-)
A w starych mercedesach wszystko w zasadzie na wierzchu. Jedynie z takiego podstawowego osprzętu to rozrusznik jest schowany pod kolektorem ssącym czyli wyjmuje się go od spodu, a najbardziej upierdliwe to odkręcenie śrubki przewodu sterującego elektromagnesem bendiksu - trzeba mieć przedłużony śrubokręt. No i wymiana tarcz kotwicznych z tyłu wiąże się z możliwością uszkodzenia podwójnych łożysk półosi. Reszta do w zasadzie proste naprawy, a np. sprężyny da się wymienić bez użycia ścisku do sprężyn.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 478
- 479
- 480
- 481
- 482
- 483
- 484
- 485
- 486
- …
- następna ›
- ostatnia »














Znam te fakty jeszcze z socjalistycznych motocykli MZ 250. 19 kuców, a 10/100 potrafiły pod wiatr. Dwusuw o nędznej sprawności. Z Warszawy do Wrocka prawie dwa zbiorniki, a benzynka na kartki...
Wobec beznadziejności tej sytuacji postawiłem na coś odwrotnego, czyli oszczędność.
Bo gdzie tu poszaleć autem z 1000 koni pod maską? Godzinka-dwie takiej zabawy i się nudzi. Do tego może być kosztownie :-(.
"Panie kierowco, dlaczego przekroczył pan prędkość o 176 kilometrów na godzinę?!" - to z realu na estakadzie w Częstochowie. Jednym śladem. 70 tam było. Uszło na sucho, miałem glejt, ale nie zawsze było tak tanio.
Znaczna prędkość ciągła też szybko nuży. Co nie nuży? Ano przyspieszanie...;-)