Zależność między nieekranowanym dławikiem 18-22uH (w następcach Zodiaka, czyli nowszych Toskach AWS-306, AWS-307 stosowany tu jest już ekranowy filtr 7x7 nr 413 o indukcyjności 22uH) nawiniętym koszykowo, wstawionym między nogę 8 i 9 UL1200, a obwodem równoległym LC demodulatora FM czyli filtrem 7x7 nr 211 (lub 216 w nowszych Toskach) między nogami 9 i 10 jest taka, że jak rdzeniem dławika ustawimy większą jego indukcyjność, przez wkręcenie mocniejsze rdzenia ferrytowego w karkas dławika, to powoduje to przy okazji przesunięcie w dół częstotliwości rezonansowej filtra 211 i trzeba w nim proporcjonalnie wykręcić rdzeń by znów mieć równowagę demodulatora - czyli zestrojenie na środek p.cz. wyznaczonej filtrami ceramicznymi.
Podobnie lustrzanie w drugą stronę, wykręcenie rdzenia o kilka zwojów na gwincie ferrytu z karkasu dławika, przeciąga układ w górę i wymaga dla skompensowania rozstrojenia wkręcenia rdzenia w filtrze 211.
W ten sposób można się bawić testowo ze skrajności w skrajność nastaw aby wyczuć praktycznie jak to w całości gada (aż nawet do osiągnięcia końca zakresu regulacji rdzeniami obu obwodów, które już uniemożliwią kompensację rozstrojenia korektą drugim obwodem, wykręcenie max, nie będzie już kompensowalne (na 0V DC 7-10 noga) wkręceniem max drugiego rdzenia) i na każdym z tych wielu punktów uzyskując równowagę 0V, nie słychać gołym uchem zniekształceń nieliniowych.
Owszem mając miernik zniekształceń nieliniowych będzie któryś punkt (lub zakres) optimum równowagi demodulatora (z tych wielu możliwych równowag do nastawienia) na którym będą najmniejsze zniekształcenia nieliniowe audio - "słyszalne" tylko miernikiem, ucho dalej tego nie usłyszy.
A mniejsze THD będą wtedy gdy cewka 7x7 211 będzie prezentować większy stosunek C do L, bo obwód będzie miał wtedy mniejszą dobroć przez co jako demodulator będzie bardziej liniowy (wytworzy dłuższy, niepowyginany odcinek prostej na charakterystyce demodulatora krzywej "S"). Oczywiście znów kompromis, dalsze zmniejszanie dobroci LC będzie zmniejszać sygnał audio po demodulacji - czyli jakbyśmy dalej szli ponad możliwe nastawy max wykręconego rdzenia w 211.
A skoro mniejsza amplituda audio, to się będzie pogarszał stosunek sygnału do szumu. Stąd domyślnie ustawić rdzeń-stroik cewki demodulatora mniej więcej w pobliżu jej środka zakresu (gdzie konstrukcyjnie jest oczekiwany rezonans w regulacji, np. stroik ma pełną trasę strojenia od wykręcenia do ostatniego zwoju (słychać wręcz na niektórych egzemplarzach filtrów już zeskakiwanie "cykanie" po dociśnięciu w takt dalszej próby wykręcenia stroika z ostatniego zwoju gwintu = koniec regulacji, indukcyjność najmniejsza) do wkręcenia na max, ma np. 7 pełnych obrotów stroika, to ustawić go w połowie tego zakresu w okolicy 3,5 obrotu i od niego jako punkt bazowego zaczynać regulację o te przeważnie +/- 1 obrót) i co najwyżej skorygować na 0V DC mniej agresywnym dławikiem. I tyle. Dławik koryguje mniej agresywnie 0 DC niż kręceniem rdzeniem filtra LC. Stąd nieraz doprecyzowanie na 0V łatwiej zrobić końcowo dławikiem.
Tak więc jakieś dostrajanie dławika jakoby to miało wpływać na słyszalne THD nigdy nie stwierdziłem. Patrząc jak się rozwiązuje w podobnych demodulatorach na bliźniaczych scalakach, czyli układ dławik + LC, to dławik ma przeważnie o rząd wielkości większą indukcyjność niż indukcyjność cewki demodulatora, aby dzięki temu dla oczekiwanej częstotliwości środkowej 10,7MHz dławik wymusił przesunięcie fazy sygnału 10,7MHz o wyczekiwane 90 stopni, niezbędne do prawidłowego działania demodulatora iloczynowego, dzięki czemu uzyska się jego największa dynamikę i najmniejsze THD.
Te niezbędne 90 stopni przesunięcia fazowego 10,7MHz dla demodulatora iloczynowego FM jest ładnie zobrazowane w sympatycznej książce
z serii: Biblioteka Młodego Technika - Proste Radioodbiorniki 1988, Roland Wacławek + Grzegorz Zalot na str. 56
Tutaj na starszej niż 1200 kostce UL1242, gdzie przesunięcie fazy realizowane jest odmiennie zamiast na dławiku to na małych pojemnościach szeregowych, przez które podawany jest sygnał 10,7MHz na cewkę demodulatora.
Sens przesuwania ten sam, bez względu czy przesuwamy fazę w kości dedykowanej pod przesuwanie kondensatorami szeregowymi, czy w kości dedykowanej pod przesuwnik szeregowy dławik jak UL1200.
Widać nawet no ścisłych zamiennikach kostki 1200 (HA1137W, CA3089, itp.) i zbliżonych ich podobnych kostek z demodulatorami iloczynowymi FM, że jeden producent na swoich zalecanych aplikacjach kości, opisuje dławik jako 18uH a drugi jako 22uH, co tylko potwierdza że pracuje to prawidłowo w dość szerokim zakresie indukcyjności, kluczem jest obwód LC dostrojony na środek, a dławik to tylko obwód "pomocniczy" wymuszający to oczekiwane 90 stopni przesunięcia, jest on mniej krytycznym obwodem.
Nie ma to żadnego znaczenia manipulacja zarówno indukcyjnością dławika (w określonych częstotliwością demodulowaną zakresach, który nadal przy współpracy z dedykowanym rezonansowym obwodem równoległym LC 10,7 zapewni oczekiwane 90 stopni przesunięcia fazy, jak za mała indukcyjność dławika (np. zamiast oczekiwanej dla 10,7MHz indukcyjności w pobliżu 22uH ledwo 3uH), to przesunięcie fazy będzie duuuuużo za małe i przez to demodulator będzie zezowaty, pracujący w złym punkcie charakterystyki będzie wypluwał opary sygnału audio) jak i samym obwodem równoległym LC demodulatora, na słyszalne gołym uchem zniekształcenia.
Jak z tym zespołem dławik+LC będzie coś nie tak, to nie będziemy w stanie doprowadzić do równowagi dla oczekiwanego punktu środka na charakterystyce przepustowej toru p.cz., czyli do uzyskania zerowego napięcia między nóżkami 7 i 10 dla środka częstotliwości p.cz. pokrywającej się z największym sygnałem na 13 nóżce.
1kHz na wejście jak mam rozumieć? Generator 100MHz zmodulowany FM sinusem 1KHz? Czy generator 10,7MHz modulowany sinusem 1kHz? Bo chyba obie metody testowałeś w celu wyłapania winnego? Pisałeś tylko o generatorze UKF, czyli chyba tylko w.cz. modulowane 1kHz czyli testowanie łącznie z głowicą, a nie samego tylko p.cz. toru.
1kHz na wyjście - czyli odpinasz nóżkę 6 UL1200 (czyli wyjście audio demodulatora) i w jego miejscu wstrzykujesz 1kHz jako test audio dla dalszej części toru m.cz. z dekoderem stereo włącznie i nasłuchujesz lub sprawdzasz oscyloskopem już na wyjściu wzmacniacza mocy m.cz. czy ładnie przepycha ci sinusa bez łamania?
Jeżeli demodulator jak piszesz masz dobrze zestrojony, elementy RC na pozostałych nogach UL1200 sprawne, by wykluczyć, że coś się tam przez linię zasilania wstrzykuje niepożądane i dochodzi do jakichś wzbudzeń, skoro głowice podmieniłeś i jest dalej zapaskudzony sygnał audio, a podany za demodulatorem przechodzi bez degradacji, to może być ostateczność, że wskazany egzemplarz UL1200 masz ubity. Raz miałem w historii taką sytuację, fonia dziwnie rzęziła, mimo prawidłowego zestrojenia demodulatora FM, taka jakby "zapiaszczona" jakby ktoś mówił przez worek foliowy, jakby faktycznie stacja szła z odbicia w eterze, mimo że od zawsze referencyjne dla mnie wybrane lokalne mocne stacje, szły czysto jak łza bez żadnego rzężenia. Po wymianie kości jak ręką odjął. Więc jak już wszelkie wskazane potencjalne niedociągnięcia wykluczysz jako winowajców, to pozostaje ostatni krok podmiana kości.
Piszesz, że ponoć masz TDA1200 a nie UL1200. TDA potencjalnie niby lepszy od UL1200 CEMI, ale jeden TDA też w historii miałem strzelony. A nie pruję ich z płytki na starcie, bo statystycznie nawet jak lipna seria produkcyjna kości to i tak padają one bardzo rzadko. Dla mnie 1200 to zawsze ostatni podejrzany element.
Z przekazu zrozumiałem, że ponoć z tego uszkodzonego Zodiaka wyprułeś także TDA1200 i wstawiłeś go do sprawnego Zodiaka, który nadal grał dobrze na podstawionej kości? A do niesprawnego Zodiaka wlutowałeś TDA1200 ze sprawnego Zodiaka i mimo to niesprawny Zodiak dalej rzęził audio?
To by komplikowało sprawę i by oznaczało, że TDA1200 sprawny.
Wtedy inspekcja powtórna wszystkich RC w obsadzie 1200.
Może jakiś ceramik blokujący potencjalne rozchodzenie się p.cz. po liniach zasilania ubity, sprzężenia dodatnie się robią po zasilaniu i wzbud. Może jakiś przesadnie czuły egzemplarz 1200, który wymaga dodatkowego ekranowania by się potencjalnie nie wzbudzał, mimo zapewnienia wszystkich wymaganych sprawnych kondensatorów ceramicznych
blokujących błądzące sygnały p.cz. w.cz.
Zakładam, że jak odepniesz głowicę w niesprawnym Zodiaku to na 13 nóżce 1200 masz praktycznie 0V? Co by wkluczało wzbudzenie w p.cz.
Choć wzbud może jak na złość generować dopiero podpięcie głowicy UKF i jej np. tranzystor mieszacz T2 wraz z T101 w niepożądany sposób jakoś dodatnio kosmicznie sprzężone robią za jakiś kosmiczny generator zaśmiecający tor p.cz. oddziałując w ten sposób na demodulator, który zaczyna pluć śmietnikiem w torze m.cz.
Bez pomacania tego osobiście, zdalnie pozostaje mi tylko zgadywać.
Jak to wszystko zawiedzie to jeszcze sam tranzystor T101 BF194 kompensujący tłumienie filtrów ceramicznych 10,7MHz pozostaje do oględzin i jego otoczenie RC czy tam coś złego na linii zasilania się nie dzieje, blokowanie p.cz. w.cz. tamtejszymi ceramikami 47nF.
Zawsze testowo możesz puścić sygnał przez szeregowy 1nF, prosto z głowicy (czyli kołek nr 9 głowicy GFE-105, czyli z wtórnego uzwojenia cewki L8 głowicy) bezpośrednio na wejście 1200 - noga nr 1 - z pominięciem całego bloku filtrów ceramicznych (począwszy od punktu pomiarowego P101 z kondensatorem szeregowy C101 4n7, tranzystorem T101, aż po wyjście filtru F102 przy punkcie pomiarowym P103 - omijasz cały ten blok testowo), by eliminować jego potencjalnie wzbudzenie. Filtry ceramiczne mają tylko znaczenie przy odbieraniu słabych stacji w pobliżu mocnych stacji, do testu audio nie mają znaczenia, gdy testujesz na najmocniejszej lokalnej stacji.
Choć może być bubel polegający także na tym, że kość uszkodzona w ten sposób, że jak ją termicznie lutownicą pokatujesz przy wylucie przerzucając ją na inną płytę testowo, to następuje cudowne chwilowe uzdrowienie. Taki tranzystor kiedyś miałem w torze m.cz. BC239 który szum paskudny generował słyszalny gołym uchem, jak się przelutowało jego punkty lutownicze, to się uspokajał na jakieś 2 tygodnie, jak odpoczął po tym czasie od termicznego wstrząsu, to od nowa zaczynał szumieć. Dopiero jego wymiana uzdrowiła trwale szumiący tor.
Dobrą sprawą jest jeżeli ma się wylutowane filtry 7x7, dzięki czemu od spodu można mechanicznie wypchnąć cały plastikowy stroik z zatopionym w nim walcem ferrytowym (wersja dla filtrów z serii 2xx, bo filtry 1xx dla p.cz. 465kHz mają inną konstrukcję stroika bez zabudowy tworzywem rdzenia ferrytowego z innego już materiału) i przesmarować sobie wtedy karkas-rurkę filtra od środka, gwint na końcu plastikowego stroika (oraz gwintowany otwór w podstawie karkasu filtra) wraz z całą powierzchnią jego obwodu przeźroczystym smarem silikonowym. Oczywiście nie ma to być smarowanie, że się silikon wylewa z filtra, dyskretna warstewka zwilżająca, a nie naprane jak dżemu do pączka :-)
Te stroiki w filtrach 7x7 firmy Polfer są bardzo mało głupotoodporne, po latach tworzywo się zapieka, deformuje i ciężko bardzo tym stroikiem z delikatną końcówką na wkrętak obracać, stroik się zaciera i po kilkunastu próbach strojenia takim zapartym stroikiem często ulega on zmasakrowaniu i problem nim już po tym zmasakrowaniu końcówki regulować. Robi się pobojowisko z końcówki regulacyjnej, zakładając że jeszcze nie odpadła.
Wadą tych polferowskich filtrów jest to, że nie mając dostępu do stroika od spodu, podstawy filtra (gdy jest wlutowany na płytkę) nie da się wyciągnąć stroika, bo mimo wykręcenia go do ostatniego zwoju gwintu, nadal zbyt głęboko jest zatopiony w karkasie-rurce i nie ma go czym złapać od góry by wyciągnąć. Pozostaje tylko od dołu wypchnąć mechanicznie np spiłowaną igłą 1mm wykręcony stroik.
Dla mnie to pewna niedoróbka konstrukcyjny. Prostota produkcyjna zakładająca, że nikt tego później, lata po wyprodukowaniu finalnego urządzenia z takim filtrem, nigdy już nie będzie zestrajał i nie będzie chciał wymieniać stroika, bo się np ułamał, zmasakrował.
Po dyskretnym przesmarowaniu całego toru pracy stroika różnica jest kolosalna i można sobie już dziesiątki razy lekko stroić filtrem tam i z powrotem od min do max wkręcenia. Filtry 7x7 starszej serii w ekranach z mosiądzu mają ten stroik bardziej delikatny niż nowsza seria z miedzianym ekranem. W starszej mosiężnej serii potrafi oderwać się "czapka" stroika, zostaje sam wkręcony stroik z urwaną końcówką pod wkrętak regulacyjny. W starszych mosiężnych seriach jest też inny gwint na końcu stroika, inny skok "gęstość" zwojów (drobniejszy gwint), więc stroiki nie są wymienne między obiema seriami tej samej grupy 2xx.
To samo przesmarowanie warto zrobić z rdzeniem dławika 22uH, jeżeli po latach da się go jeszcze bez ułamania wykręcić z karkasu (jeżeli zapiekł to na sam rozruch do wykręcenia kropla oleju silikonowego, olej finalnie gorzej robi poślizg na długi czas niż przeźroczysty smar silikonowy, na oleju wyczuwa się dalej po np. kilku dniach bezczynności rdzenia lekkie zapieczenie (dużo mniejsze niż na sucho, ale nadal większa siła rozruchowa na zakręcenie rdzeniem niż dla smaru) względem przesmarowania smarem, stąd finalnie na lata lepsze smar niż olej na gwint). Gwint na całej długości zwilżyć przeźroczystym smarem silikonowym. Silikon jako chemicznie obojętne smarowidło na plastikowej karkasy, czego nie można powiedzieć o popularnej np oliwie czy jakimś WD40 na bazie nafty, który nie dość że za rzadki, to jeszcze może zareagować z tworzywem-karkasem i zrobić z niego przysłowiową galaretę - rozpuści go.
Stąd przeźroczysty smar silikonowy (ten który był stosowany pod tranzystory na radiatorach przed epoką białego smaru-pasty silikonowej) jest najbardziej bezpieczny do wszelkiego rodzaju tworzyw znanych w elektronice. Nie pracują te cewki demodulatora w maszynie do produkcji pustaków "trzęsarce", więc nawet jak po przesmarowaniu lekko się już kręcą, to nie grozi im przecież rozstrojenie w wyniku drgań, których tuner nie doświadcza, bo nikt ich nie wozi ciągnikiem w pole :-)
Zależność między nieekranowanym dławikiem 18-22uH (w następcach Zodiaka, czyli nowszych Toskach AWS-306, AWS-307 stosowany tu jest już ekranowy filtr 7x7 nr 413 o indukcyjności 22uH) nawiniętym koszykowo, wstawionym między nogę 8 i 9 UL1200, a obwodem równoległym LC demodulatora FM czyli filtrem 7x7 nr 211 (lub 216 w nowszych Toskach) między nogami 9 i 10 jest taka, że jak rdzeniem dławika ustawimy większą jego indukcyjność, przez wkręcenie mocniejsze rdzenia ferrytowego w karkas dławika, to powoduje to przy okazji przesunięcie w dół częstotliwości rezonansowej filtra 211 i trzeba w nim proporcjonalnie wykręcić rdzeń by znów mieć równowagę demodulatora - czyli zestrojenie na środek p.cz. wyznaczonej filtrami ceramicznymi.
Podobnie lustrzanie w drugą stronę, wykręcenie rdzenia o kilka zwojów na gwincie ferrytu z karkasu dławika, przeciąga układ w górę i wymaga dla skompensowania rozstrojenia wkręcenia rdzenia w filtrze 211.
W ten sposób można się bawić testowo ze skrajności w skrajność nastaw aby wyczuć praktycznie jak to w całości gada (aż nawet do osiągnięcia końca zakresu regulacji rdzeniami obu obwodów, które już uniemożliwią kompensację rozstrojenia korektą drugim obwodem, wykręcenie max, nie będzie już kompensowalne (na 0V DC 7-10 noga) wkręceniem max drugiego rdzenia) i na każdym z tych wielu punktów uzyskując równowagę 0V, nie słychać gołym uchem zniekształceń nieliniowych.
Owszem mając miernik zniekształceń nieliniowych będzie któryś punkt (lub zakres) optimum równowagi demodulatora (z tych wielu możliwych równowag do nastawienia) na którym będą najmniejsze zniekształcenia nieliniowe audio - "słyszalne" tylko miernikiem, ucho dalej tego nie usłyszy.
A mniejsze THD będą wtedy gdy cewka 7x7 211 będzie prezentować większy stosunek C do L, bo obwód będzie miał wtedy mniejszą dobroć przez co jako demodulator będzie bardziej liniowy (wytworzy dłuższy, niepowyginany odcinek prostej na charakterystyce demodulatora krzywej "S"). Oczywiście znów kompromis, dalsze zmniejszanie dobroci LC będzie zmniejszać sygnał audio po demodulacji - czyli jakbyśmy dalej szli ponad możliwe nastawy max wykręconego rdzenia w 211.
A skoro mniejsza amplituda audio, to się będzie pogarszał stosunek sygnału do szumu. Stąd domyślnie ustawić rdzeń-stroik cewki demodulatora mniej więcej w pobliżu jej środka zakresu (gdzie konstrukcyjnie jest oczekiwany rezonans w regulacji, np. stroik ma pełną trasę strojenia od wykręcenia do ostatniego zwoju (słychać wręcz na niektórych egzemplarzach filtrów już zeskakiwanie "cykanie" po dociśnięciu w takt dalszej próby wykręcenia stroika z ostatniego zwoju gwintu = koniec regulacji, indukcyjność najmniejsza) do wkręcenia na max, ma np. 7 pełnych obrotów stroika, to ustawić go w połowie tego zakresu w okolicy 3,5 obrotu i od niego jako punkt bazowego zaczynać regulację o te przeważnie +/- 1 obrót) i co najwyżej skorygować na 0V DC mniej agresywnym dławikiem. I tyle. Dławik koryguje mniej agresywnie 0 DC niż kręceniem rdzeniem filtra LC. Stąd nieraz doprecyzowanie na 0V łatwiej zrobić końcowo dławikiem.
Tak więc jakieś dostrajanie dławika jakoby to miało wpływać na słyszalne THD nigdy nie stwierdziłem. Patrząc jak się rozwiązuje w podobnych demodulatorach na bliźniaczych scalakach, czyli układ dławik + LC, to dławik ma przeważnie o rząd wielkości większą indukcyjność niż indukcyjność cewki demodulatora, aby dzięki temu dla oczekiwanej częstotliwości środkowej 10,7MHz dławik wymusił przesunięcie fazy sygnału 10,7MHz o wyczekiwane 90 stopni, niezbędne do prawidłowego działania demodulatora iloczynowego, dzięki czemu uzyska się jego największa dynamikę i najmniejsze THD.
Te niezbędne 90 stopni przesunięcia fazowego 10,7MHz dla demodulatora iloczynowego FM jest ładnie zobrazowane w sympatycznej książce
z serii: Biblioteka Młodego Technika - Proste Radioodbiorniki 1988, Roland Wacławek + Grzegorz Zalot na str. 56
Tutaj na starszej niż 1200 kostce UL1242, gdzie przesunięcie fazy realizowane jest odmiennie zamiast na dławiku to na małych pojemnościach szeregowych, przez które podawany jest sygnał 10,7MHz na cewkę demodulatora.
Sens przesuwania ten sam, bez względu czy przesuwamy fazę w kości dedykowanej pod przesuwanie kondensatorami szeregowymi, czy w kości dedykowanej pod przesuwnik szeregowy dławik jak UL1200.
Widać nawet no ścisłych zamiennikach kostki 1200 (HA1137W, CA3089, itp.) i zbliżonych ich podobnych kostek z demodulatorami iloczynowymi FM, że jeden producent na swoich zalecanych aplikacjach kości, opisuje dławik jako 18uH a drugi jako 22uH, co tylko potwierdza że pracuje to prawidłowo w dość szerokim zakresie indukcyjności, kluczem jest obwód LC dostrojony na środek, a dławik to tylko obwód "pomocniczy" wymuszający to oczekiwane 90 stopni przesunięcia, jest on mniej krytycznym obwodem.
Nie ma to żadnego znaczenia manipulacja zarówno indukcyjnością dławika (w określonych częstotliwością demodulowaną zakresach, który nadal przy współpracy z dedykowanym rezonansowym obwodem równoległym LC 10,7 zapewni oczekiwane 90 stopni przesunięcia fazy, jak za mała indukcyjność dławika (np. zamiast oczekiwanej dla 10,7MHz indukcyjności w pobliżu 22uH ledwo 3uH), to przesunięcie fazy będzie duuuuużo za małe i przez to demodulator będzie zezowaty, pracujący w złym punkcie charakterystyki będzie wypluwał opary sygnału audio) jak i samym obwodem równoległym LC demodulatora, na słyszalne gołym uchem zniekształcenia.
Jak z tym zespołem dławik+LC będzie coś nie tak, to nie będziemy w stanie doprowadzić do równowagi dla oczekiwanego punktu środka na charakterystyce przepustowej toru p.cz., czyli do uzyskania zerowego napięcia między nóżkami 7 i 10 dla środka częstotliwości p.cz. pokrywającej się z największym sygnałem na 13 nóżce.
1kHz na wejście jak mam rozumieć? Generator 100MHz zmodulowany FM sinusem 1KHz? Czy generator 10,7MHz modulowany sinusem 1kHz? Bo chyba obie metody testowałeś w celu wyłapania winnego? Pisałeś tylko o generatorze UKF, czyli chyba tylko w.cz. modulowane 1kHz czyli testowanie łącznie z głowicą, a nie samego tylko p.cz. toru.
1kHz na wyjście - czyli odpinasz nóżkę 6 UL1200 (czyli wyjście audio demodulatora) i w jego miejscu wstrzykujesz 1kHz jako test audio dla dalszej części toru m.cz. z dekoderem stereo włącznie i nasłuchujesz lub sprawdzasz oscyloskopem już na wyjściu wzmacniacza mocy m.cz. czy ładnie przepycha ci sinusa bez łamania?
Jeżeli demodulator jak piszesz masz dobrze zestrojony, elementy RC na pozostałych nogach UL1200 sprawne, by wykluczyć, że coś się tam przez linię zasilania wstrzykuje niepożądane i dochodzi do jakichś wzbudzeń, skoro głowice podmieniłeś i jest dalej zapaskudzony sygnał audio, a podany za demodulatorem przechodzi bez degradacji, to może być ostateczność, że wskazany egzemplarz UL1200 masz ubity. Raz miałem w historii taką sytuację, fonia dziwnie rzęziła, mimo prawidłowego zestrojenia demodulatora FM, taka jakby "zapiaszczona" jakby ktoś mówił przez worek foliowy, jakby faktycznie stacja szła z odbicia w eterze, mimo że od zawsze referencyjne dla mnie wybrane lokalne mocne stacje, szły czysto jak łza bez żadnego rzężenia. Po wymianie kości jak ręką odjął. Więc jak już wszelkie wskazane potencjalne niedociągnięcia wykluczysz jako winowajców, to pozostaje ostatni krok podmiana kości.
Piszesz, że ponoć masz TDA1200 a nie UL1200. TDA potencjalnie niby lepszy od UL1200 CEMI, ale jeden TDA też w historii miałem strzelony. A nie pruję ich z płytki na starcie, bo statystycznie nawet jak lipna seria produkcyjna kości to i tak padają one bardzo rzadko. Dla mnie 1200 to zawsze ostatni podejrzany element.
Z przekazu zrozumiałem, że ponoć z tego uszkodzonego Zodiaka wyprułeś także TDA1200 i wstawiłeś go do sprawnego Zodiaka, który nadal grał dobrze na podstawionej kości? A do niesprawnego Zodiaka wlutowałeś TDA1200 ze sprawnego Zodiaka i mimo to niesprawny Zodiak dalej rzęził audio?
To by komplikowało sprawę i by oznaczało, że TDA1200 sprawny.
Wtedy inspekcja powtórna wszystkich RC w obsadzie 1200.
Może jakiś ceramik blokujący potencjalne rozchodzenie się p.cz. po liniach zasilania ubity, sprzężenia dodatnie się robią po zasilaniu i wzbud. Może jakiś przesadnie czuły egzemplarz 1200, który wymaga dodatkowego ekranowania by się potencjalnie nie wzbudzał, mimo zapewnienia wszystkich wymaganych sprawnych kondensatorów ceramicznych
blokujących błądzące sygnały p.cz. w.cz.
Zakładam, że jak odepniesz głowicę w niesprawnym Zodiaku to na 13 nóżce 1200 masz praktycznie 0V? Co by wkluczało wzbudzenie w p.cz.
Choć wzbud może jak na złość generować dopiero podpięcie głowicy UKF i jej np. tranzystor mieszacz T2 wraz z T101 w niepożądany sposób jakoś dodatnio kosmicznie sprzężone robią za jakiś kosmiczny generator zaśmiecający tor p.cz. oddziałując w ten sposób na demodulator, który zaczyna pluć śmietnikiem w torze m.cz.
Bez pomacania tego osobiście, zdalnie pozostaje mi tylko zgadywać.
Jak to wszystko zawiedzie to jeszcze sam tranzystor T101 BF194 kompensujący tłumienie filtrów ceramicznych 10,7MHz pozostaje do oględzin i jego otoczenie RC czy tam coś złego na linii zasilania się nie dzieje, blokowanie p.cz. w.cz. tamtejszymi ceramikami 47nF.
Zawsze testowo możesz puścić sygnał przez szeregowy 1nF, prosto z głowicy (czyli kołek nr 9 głowicy GFE-105, czyli z wtórnego uzwojenia cewki L8 głowicy) bezpośrednio na wejście 1200 - noga nr 1 - z pominięciem całego bloku filtrów ceramicznych (począwszy od punktu pomiarowego P101 z kondensatorem szeregowy C101 4n7, tranzystorem T101, aż po wyjście filtru F102 przy punkcie pomiarowym P103 - omijasz cały ten blok testowo), by eliminować jego potencjalnie wzbudzenie. Filtry ceramiczne mają tylko znaczenie przy odbieraniu słabych stacji w pobliżu mocnych stacji, do testu audio nie mają znaczenia, gdy testujesz na najmocniejszej lokalnej stacji.
Choć może być bubel polegający także na tym, że kość uszkodzona w ten sposób, że jak ją termicznie lutownicą pokatujesz przy wylucie przerzucając ją na inną płytę testowo, to następuje cudowne chwilowe uzdrowienie. Taki tranzystor kiedyś miałem w torze m.cz. BC239 który szum paskudny generował słyszalny gołym uchem, jak się przelutowało jego punkty lutownicze, to się uspokajał na jakieś 2 tygodnie, jak odpoczął po tym czasie od termicznego wstrząsu, to od nowa zaczynał szumieć. Dopiero jego wymiana uzdrowiła trwale szumiący tor.
Dobrą sprawą jest jeżeli ma się wylutowane filtry 7x7, dzięki czemu od spodu można mechanicznie wypchnąć cały plastikowy stroik z zatopionym w nim walcem ferrytowym (wersja dla filtrów z serii 2xx, bo filtry 1xx dla p.cz. 465kHz mają inną konstrukcję stroika bez zabudowy tworzywem rdzenia ferrytowego z innego już materiału) i przesmarować sobie wtedy karkas-rurkę filtra od środka, gwint na końcu plastikowego stroika (oraz gwintowany otwór w podstawie karkasu filtra) wraz z całą powierzchnią jego obwodu przeźroczystym smarem silikonowym. Oczywiście nie ma to być smarowanie, że się silikon wylewa z filtra, dyskretna warstewka zwilżająca, a nie naprane jak dżemu do pączka :-)
Te stroiki w filtrach 7x7 firmy Polfer są bardzo mało głupotoodporne, po latach tworzywo się zapieka, deformuje i ciężko bardzo tym stroikiem z delikatną końcówką na wkrętak obracać, stroik się zaciera i po kilkunastu próbach strojenia takim zapartym stroikiem często ulega on zmasakrowaniu i problem nim już po tym zmasakrowaniu końcówki regulować. Robi się pobojowisko z końcówki regulacyjnej, zakładając że jeszcze nie odpadła.
Wadą tych polferowskich filtrów jest to, że nie mając dostępu do stroika od spodu, podstawy filtra (gdy jest wlutowany na płytkę) nie da się wyciągnąć stroika, bo mimo wykręcenia go do ostatniego zwoju gwintu, nadal zbyt głęboko jest zatopiony w karkasie-rurce i nie ma go czym złapać od góry by wyciągnąć. Pozostaje tylko od dołu wypchnąć mechanicznie np spiłowaną igłą 1mm wykręcony stroik.
Dla mnie to pewna niedoróbka konstrukcyjny. Prostota produkcyjna zakładająca, że nikt tego później, lata po wyprodukowaniu finalnego urządzenia z takim filtrem, nigdy już nie będzie zestrajał i nie będzie chciał wymieniać stroika, bo się np ułamał, zmasakrował.
Po dyskretnym przesmarowaniu całego toru pracy stroika różnica jest kolosalna i można sobie już dziesiątki razy lekko stroić filtrem tam i z powrotem od min do max wkręcenia. Filtry 7x7 starszej serii w ekranach z mosiądzu mają ten stroik bardziej delikatny niż nowsza seria z miedzianym ekranem. W starszej mosiężnej serii potrafi oderwać się "czapka" stroika, zostaje sam wkręcony stroik z urwaną końcówką pod wkrętak regulacyjny. W starszych mosiężnych seriach jest też inny gwint na końcu stroika, inny skok "gęstość" zwojów (drobniejszy gwint), więc stroiki nie są wymienne między obiema seriami tej samej grupy 2xx.
To samo przesmarowanie warto zrobić z rdzeniem dławika 22uH, jeżeli po latach da się go jeszcze bez ułamania wykręcić z karkasu (jeżeli zapiekł to na sam rozruch do wykręcenia kropla oleju silikonowego, olej finalnie gorzej robi poślizg na długi czas niż przeźroczysty smar silikonowy, na oleju wyczuwa się dalej po np. kilku dniach bezczynności rdzenia lekkie zapieczenie (dużo mniejsze niż na sucho, ale nadal większa siła rozruchowa na zakręcenie rdzeniem niż dla smaru) względem przesmarowania smarem, stąd finalnie na lata lepsze smar niż olej na gwint). Gwint na całej długości zwilżyć przeźroczystym smarem silikonowym. Silikon jako chemicznie obojętne smarowidło na plastikowej karkasy, czego nie można powiedzieć o popularnej np oliwie czy jakimś WD40 na bazie nafty, który nie dość że za rzadki, to jeszcze może zareagować z tworzywem-karkasem i zrobić z niego przysłowiową galaretę - rozpuści go.
Stąd przeźroczysty smar silikonowy (ten który był stosowany pod tranzystory na radiatorach przed epoką białego smaru-pasty silikonowej) jest najbardziej bezpieczny do wszelkiego rodzaju tworzyw znanych w elektronice. Nie pracują te cewki demodulatora w maszynie do produkcji pustaków "trzęsarce", więc nawet jak po przesmarowaniu lekko się już kręcą, to nie grozi im przecież rozstrojenie w wyniku drgań, których tuner nie doświadcza, bo nikt ich nie wozi ciągnikiem w pole :-)