Nowa Unitra
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Po raz drugi widzę, że nie zrozumiałeś moich wypowiedzi (pisanych). Przecież dokładnie to wytłumaczyłem. Napisałem, że nie może produkować więcej, bo to by spowodowało, że produkt staje się mniej atrakcyjny dla snobów. Oni chcą być tymi jedynymi z wąskiego grona (dałem przykład złotego sracza). Jeżeli do tego dodać ustawiające się kolejki i legenda, że trzeba poznać klienta, by pod niego tworzyć wyjątkowy sprzęt (pisałem o dmuchaniu szkła na bańki do lamp), frajerzy aż wyją z zachwytu. Kiedy już znajdziesz frajera, który się na to złapie, możesz mu wcisnąć wszystko, bo on zapłaci. Ile zapłaci? Może po to właśnie trzeba poznać klienta, by wiedzieć, jak dużo ma kasy?
Dlaczego wspomniałem, że zainteresowała mnie sprawa kogoś, kto nie chce więcej sprzedawać (zarabiać), też już wytłumaczyłem. Sam prowadziłem działalność, miałem klientów prowadzących, mam znajomych prowadzących działalność, znam przepisy, w tym te, dotyczące spółek.
To wszystko jasno opisałem. Napisałem również, że doskonale rozumiem gościa, który postanowił w ten sposób zarabiać. On daje ofertę (bardzo sprytną i przemyślaną), a z drugiej strony są ci, którzy z niej korzystają. Robią to za własne pieniądze, więc nic mi do tego, ale oceniać zawsze mogę. W grupie klientów są ludzie, którzy ze względu na wiek lub niedoskonałości słuchu nie są w stanie docenić jakości brzmienia całości. Nie są w stanie w ślepym teście rozróżnić, czy słuchają sprzętu za 7000 czy za 1500000, ale ustawiają się w kolejce po sprzęt, zamiast bez czekania wybrać z oferty dostępnych od ręki urządzeń.
I jeszcze jedno. Zainteresowałem się filmem na Youtube, bo nie napisałeś o kogo chodzi, więc chciałem sprawdzić.
Poniżej link, do pewnego materiału, w którym właściciel pewnej marki, tłumaczy dlaczego nie jest mu na rękę, aby jego marka stała sie popularną.
No to wychodzi, że wzajemnie się nie rozumiemy.
Moim celem podania tego przykładu, było pokazanie faktu, że firma aby dobrze prosperować i zarabiać, wcale nie musi działać według powszechnie popularnych modeli działania. Ważne tylko, aby obrany przez nią sposób (choć może odbierany jako mocno odjechany), przynosił jej pozytywne efekty. O czym w tym materiale, akurat było.
Przecież cały czas piszę o tym, że facet ma łeb do interesów, jego sposób na biznes nie jest odjechany, a wynika z bardzo dobrego rozeznania rynku. W dobrym czasie wyczuł moment, wszedł w niszową działalność i utrzymał się do tej pory. On wie i ja wiem, że nie może sobie pozwolić na zwiększenie produkcji, bo akurat ten rynek nie jest zbyt chłonny. Skalkulował ceny swoich produktów wysoko i bardzo wysoko i na tę okoliczność ma odpowiednią legendę. Nie zarzucam mu niczego, a podziwiam właśnie za to, że, jako handlowiec, zbliżył się do ideału - potrafi sprzedawać bardzo drogie produkty. Wyobrażam sobie nawet, że w ramach "poznawania klienta" odwiedza go w domu i kiedy u nowobogackiego snoba widzi kryształowe żyrandole, potrafi go namówić na to, by podobne kryształy wkomponować w sprzęt. Na widok złotych klamek, wciśnie klientowi złote pokrętła. Oczywiście, to wszystko za odpowiednią dopłatą.
Ponieważ takich klientów nie jest zbyt dużo, a mowa o sprzęcie dość niszowym, tylko idiota będzie się starał zaspokoić podaż przez zwiększenie produkcji. Trzeba cały czas dbać o to, by popyt przewyższał podaż, bo to pozwala utrzymywać wysokie ceny, a za tym dochód firmy.
Nowa Unitra jest w podobnej sytuacji. Bazując na wzornictwie i logo PRL-owskiego zrzeszenia, stara się wejść na rynek sprzętu high end audio. Oni nie mieli tyle szczęścia, bo trafili w zły czas dla biznesu. W ich biznesplanie targetem nie są ci, którzy marzyli o produktach starej Unitry i dzisiaj mają kasę, by spełniać swoje młodzieńcze marzenia. Tej kasy mają jednak mniej, niż trzeba by zapłacić za zestaw wieżowy NU. Przynajmniej w przeważającej większości. NU celuje w ludzi bogatych, takich, którzy potencjalnie byliby w stanie zainteresować się nowym sprzętem wizualnie nawiązującym do czasów PRL. O tym, czy dobrze celuje, czy przestrzeliła, będzie można podyskutować zapoznając się z wynikami finansowymi spółki z poprzedni rok. Wiem, że rok to niewiele, ale taki okres pozwala próbować oszacować szanse powodzenia pomysłu na biznes pod logo starej Unitry. Piszę "próbować", bo każdy, kto zetknął się z działalnością gospodarczą wie, że początki działalności to głównie inwestycje, więc koszty i spore nakłady na reklamę, więc jeszcze większe koszty. Zyski zaczyna się liczyć dopiero po czasie.
Miałem okazję słuchać sprzętu "Lampizatora" w studiu im Agnieszki Osieckiej w Trójce. Odsłuch organizował i prowadził Piotr Metz. Wszystkie elementy, czyli mgramofon firmy "Tentogra" przedwzmacniacz i monobloki od Lampizatora i oczywiście kolumny były polskie. Zagrało to niesamowicie dobrze. To był naprawdę sprzęt najwyższej światowej klasy. A wracając do NU , w Radiu 357 był konkurs, gdzie nagrodą był pokaz i odsłuch w Unitrze. Koleżanka się załapała i powiedziała, że grało to super. Słuchali z winyli grungu bodajże. Ale ujeło ich co innego. Tak jak na targach w Monachium w Unitrze stoi stara "Unitrowa" szafa grająca, gdzie inżynierowie mówią, że odrestaurowali ją sami i są z niej bardzo dumni. I nie odebrała tego jako slogan, tylko naprawdę czuła od nich radość i satysfakcję z odbudowy zabytku.
Cokolwiek byś o NU nie napisał, to i tak będzie ciągła jazda po niej.
Tak jak na targach w Monachium w Unitrze stoi stara "Unitrowa" szafa grająca, gdzie inżynierowie mówią, że odrestaurowali ją sami i są z niej bardzo dumni.
Tak, to prawda, została ona przez nich odrestaurowana. Podobno w ich posiadaniu jeszcze jedna szafa. Lecz drugą sztukę zdobyli w znacznie gorszym stanie, dlatego nie wiadomo, czy zostanie ona także w pełni odbudowana.
Oceniam to jako normalne działanie marketingowe. Nie przesadzałbym zbytnio z nadmierną ekscytacją. NU potrzebuje legendy. Samo logo Unitry nic lub niewiele wnosi. Na naszym rynku wiemy, że firma nie ma nic wspólnego ze starą Unitrą. Za granicami Polski Unitra nie jest znana. Jeżeli znane są jej produkty, to pod innymi markami.
Wielu z nas ma takie własnoręcznie odrestaurowane "maskotki". To powody do dumy. W przypadku firmy, taki gadżet ma do odegrania konkretną rolę. Tutaj możemy, co najwyżej, potraktować to jako element marketingowy.
Uprzedzę krytykę tych, którzy każde słowo niebędące zachwytem nad NU traktują jako nagonkę na tę firmę. Nie neguję, że założyciele NU w jakimś stopniu czują sentyment do produktów starej Unitry. W końcu chyba wszyscy zarejestrowani na tym forum w mniejszym lub większym stopniu interesują się produktami Unitry, zwłaszcza tymi, które dla wielu były nieosiągalne, były w sferze marzeń. Nikt chyba nie ma złudzeń, że produkty NU bezpośrednio nawiązują do konkretnych produktów starej Unitry. Odrestaurowana szafa grająca jest elementem legendy, ma powiązać sentyment do produktów starej Unitry z ofertą NU, która ze starą Unitrą ma wspólne logo i wzornictwo, bo ludzie, miejsca, park maszynowy itd. to zupełnie nowy projekt.
Gadżety wszelakiego rodzaju są normalnymi elementami marketingu. Ta szafa jest dla mnie takim właśnie gadżetem. Dobrze wybranym gadżetem.
Pewnie, że ta szafa, to pojawia się w celach marketingowych.
Ale taki fakt, nie wyklucza tego, iż inżynierowie Unitry mogli mieć niezłą frajdę z jej odbudowy i czują pewną dumę z efektu ich działań.
Przecież ja też nie wykluczam. Napisałem nawet, że, dokładnie tak, jak każdy z nas, kto odrestauruje zabytkowy sprzęt. Ja rozumiem, że jest parcie na reklamowanie produktów NU, ale nie przesadzajmy, bo miejscami zaczyna to już być śmieszne (najdelikatniej to ujmując). Przecież to jest tak toporne, że aż głowa boli. Zero polotu.
Inżyniery wzięły i odrestaurowały sprzęt. Są bardzo dumni. Więc co? Mamy bić czołem o podłogę i przesyłać zdjęcia guzów nabitych podczas tej czołobitności? Tutaj chyba to nie przejdzie, bo sporo z nas rzadziej lub częściej może być z siebie dumnych, po doprowadzeniu do porządku przeróżnych sprzętów.
Znowu uprzedzając krytykę i kolejne dziwne aluzje napiszę, że szanuję każdego, kto ma pasję i potrafi coś zdziałać, ale zejdźmy na ziemię. Nie, nie umniejszam sukcesu renowacyjnego, nie potępiam w czambuł pomysłu na nowy biznes, który tutaj nazywamy NU. Jestem realistą i twardo stąpam po ziemi. Nie podniecam się tanimi sztuczkami marketingowymi. Nie wzruszyłem się informacją, że Pan jest dumny z siebie, bo odrestaurował szafę grającą. Gorzej - nie przekonało i nie przekona mnie to do zmiany zdania, że projekt NU jest całkowicie nowym projektem, niezależnie od tego, ile szaf grających, wzmacniaczy, tunerów czy zestawów głośnikowych produkcji zakładów dawnego zrzeszenia Unitra odrestauruje kadra NU.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- …
- następna ›
- ostatnia »









Możesz uznać, że się czepiam, ale zwiększenie produkcji, wcale nie musi pociągnąć za sobą większych zarobków.
Zwiększenie produkcji, może wygenerować większe koszty, których nie zrekompensują wpływy ze sprzedaży większej ilości produktów. A i doprowadzenie do nadprodukcji może doprowadzić do zachwiania płynności firmy, a w efekcie nawet jej bankructwa.
...