Urządzenia pomiarowe
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Chciałoby się powiedzieć - witamy w świecie germanu i radzieckiej techniki. :) [...]
Da, zdrastwujtie, priwiet :-)))!
Też miałem przejścia z OTV Junost', też z odchylaniem V i też z pojemnościami tamże. Pomógł mi znajomy serwisant z większym doświadczeniem, bo nie mogąc pojąć różnic między schematem a realem nie mogłem sobie poradzić. Witam w klubie :-)!
Te 700Hz przerzutnika było fabrycznie. Taki elementarnie szkolny układ chodzi na niemal każdym sprawnym tranzystorze z wystarczającym h21e, pojemności złącz wobec 0u15 są żadne (przy 0,5MHz mogą być decydujące - dobrze prawisz) i nie mają znaczącego wpływu na częstotliwość taktu.
Ale to przyrząd także, a może nawet głównie dla młodych adeptów sztuki elektronicznej. Wetknie taki młody pozytywny fascynat słuchawki 2000 omów (takie wtedy były ogólnodostępne, w Polsce były chyba we wszystkich szkołach w pracowniach fizycznych) albo inne, posłucha tonu i zapamięta, że to jest ten magiczny wzorcowy JEDEN KILOHERC. Potem się zdziwi, a może i pokłóci z kimś słuszniej uświadomionym, bo 700Hz od 1000Hz odróżni z pamięci każde ucho, nawet na prostokącie.
Dlatego pro forma podciągnę nieco ten piszczyk, niech będzie bliżej prawdy.
Manewr podmianki kondensatora odpowiedzialnego za częstotliwość 1kHz na WIMKĘ 0u1 5% okazał się skuteczny. Do tego zmieniłem opornik stałej czasowej na PR-ek precyzyjny 10k dla ułatwienia dostrajania i raczej go tak pozostawię.
Pozostało do zrobienia coś z tym potencjometrem zera omomierza, wymiana wszystkich tranzystorów na krzemowe (german ma u mnie krechę;-)), powtórne zestrojenie układu, wykonanie wszystkich połączeń kabelkowych jakimiś ludzkimi przewodami, kalibracja wskazań (OMG :-O...), kontrola końcowa i chyba tyle.
Aktualne parametry układu: wartości szczytowe przebiegu modulowanego 465kHz: 2,5/1,0V ; częstotliwość modulująca: 1,000kHz; prąd pobierany @Vcc=3,70V: 70,5mA;
Multiwibrator astabilny 1kHz jest mało wrażliwy na napięcie zasilania i nie wykazuje tendencji do pływania częstotliwości. W zakresie napięcia zasilającego 3,50...3,80V może być użyty jako podręczny zgrubny wzorzec przebiegu prostokątnego o częstotliwości gwarantowanej 1000Hz +/- 3Hz (rzeczywista odchyłka @20*C, 3,70V: nie więcej niż 1,5Hz).
Druga fotka pomiaru zrobiona po dwóch godzinach pracy. W międzyczasie pojawiał się sporadycznie odczyt 1001 Hz.
Ostatecznie pozostawiłem na razie P401 i 2xASY34, gdyż okazało się, że przy krzemowych tranzystorach wprawdzie układ jest dużo stabilniejszy, ale wymaga wykonania doboru punktów pracy wszystkich tranzystorów jeszcze raz, co nie jest czymś niezwykłym przy takiej podmiance. To sporo roboty, może i cały dzień.
Na teraz układ ma zadowalające wskaźniki użytkowe - obrazek notatki z pomiarów.
Celowałem w okolice 3,70-3,75V ze strefą zgodności z uwagi na zostawienie otwartej furtki dla wprowadzenia stabilizatora zasilania na mosfecie i źródłach referencyjnych 1,235V (mam dużo do wykorzystania, marnują się). Taki najprostszy stabilizator dawałby właśnie ok.3,75V z tego samego źródła, czyli Li-ionki 18650.
Tę Li-ionkę trzeba będzie jeszcze doposażyć w choćby najprostszy sposób ochrony i kontroli, co jest już koncepcyjnie ogarnięte.
Kiepska sprawa z tym potencjometrem - jest dość mocno wytarty. Nie można zastąpić ścieżki oporowej z dawcy (leży przygotowany na drugim planie na pierwszym zdjęciu), bo ścieżka jest oporowa tylko na części obwodu, ok.120*. Wsporniki z otworami dla śrubek mocujących może i dałoby się przełożyć lub dosztukować do płytki dawcy, ale to znów praca na dłużej, pewnie kolejny dzionek.
Zrobiłem co się dało. Nie wykazuje już niesprawności, ale nie mogę za niego ręczyć.
Do tego wyszło na jaw przy wymianie sztywnych oryginalnych druciszczy na słuszne linki Lgy, że w wielu miejscach nitowania blaszek stykowych do obudowy są luźne. Nie za bardzo można je doklepać, bo obudowa jest monolityczna dla całości i musiałbym wymontować ustrój, który jest bardzo trudno demontowalny z kilku powodów. Dogniotłem te nity małą praską dorobiwszy uprzednio odpowiedniego kształtu trzpienie, jedynie to potrafiłem tu zdziałać.
Po rozwiązaniu nielichej łamigłówki ukrytej w niezgodnych ze schematem połączeniach wewnętrznych i doprowadzeniu układu do stanu domniemanej sprawności nadeszła kolej na kalibrację woltomierza.
Konfrontacja z uznanym za wzorcowy M890G (wiarygodność: https://forum.stereo-hifi.com/topic/438-woltomierze-analogowe/pa... wpis z 02.05. br) wykazała w stanie dotychczasowym zawyżenia wskazań ponad 6% (do 10%) zarówno dla napięcia stałego jak i zmiennego. Dołożyłem więc wieloobrotowego BURNSa 2k w obwód ustroju jak wskazuje schemat i logika. Na schemacie jest podana wartość wyjściowa R1* 2k4, fizycznie siedział tam 1k2.
Takie były wskazania przed kalibracją:
Niefrasobliwość projektanta tego multimetru dopuszcza możliwość zwarcia baterii przy pomyłkowym wetknięciu przewodów w gniazda. O ile przy ogniwkach R10 grozi to "tylko" ich osłabieniem i wylaniem, to przy planowanej tu teraz Li-ion 18650 następstwa mogą być poważniejsze - zniszczenie ogniwka w najłagodniejszym przypadku. Li-ionki nie tolerują prądu zwarciowego nawet przez mniej niż sekundę. Proces degradacji zostaje zainicjowany takim zwarciem i nie można go już powstrzymać, ogniwko robi się niebezpieczne, a jego los jest i tak już przesądzony.
W krótkim czasie utraci pojemność, a przy próbie ładowania może eksplodować, choć akurat w lekko zleżałych ogniwkach raczej się to nie zdarza.
Użytkownik zapewnia wprawdzie, że taka omyłka nigdy się w przeszłości nie zdarzyła, ale to nie jest wystarczający argument dla bezpieczeństwa eksploatacji i zachowania trwałości ogniwka.
Toteż mam kolejną zagadkę, jak ten problem rozwiązać. Akumulatorami wszelkich typów zajmuję się od ok. 40 lat - coś niecoś o nich tam wiem... Albo i nie ;-).
Wtórne ogniwa litowe (czyli akumulatory) to delikatne organizmy. Nie znoszą żadnych uchybień eksploatacyjnych i boją się własnego cienia. Nie wolno ich/im:
- ładować zbyt dużym prądem
- ładować do napięcia wyższego niż 4,15V (4,25 to marketingowe naciągi, degradacja zapewniona)
- ładować w temp. poniżej 10*C (0*C jest już degradujące)
- przerywać ładowania bez fazy CV
- ładować normalnym prądem, gdy są rozładowane do napięcia poniżej 3,15V (2,7V to granica przetrwania; Ic max< 0,02C w takim przypadku, aż wstanie do 3,3V
- rozładowywać zbyt dużym prądem
- rozładowywać poniżej 3,15V mierzonego minutę po zrzucie obciążenia
- rozładowywać prądem większym niż wg. krzywej termicznej poniżej 10*C
- nagrzewać powyżej 45*C
- zwierać choćby na ułamek sekundy
Jak widać, nie jest takie hop-siup z ich używaniem. Trzeba to ogniwko jakoś zabezpieczyć tutaj od zła wszelkiego, żeby ani otoczeniu, ani jemu samemu nie stała się krzywda.
Tymczasem obwody woltomierza po kalibracji, wskazania są teraz dokładniejsze i mieszczą się w 1%, a w większości nawet w 0,5%. Jedynie na wyższych zakresach napięcia przemiennego odchyłki dochodzą do +2,5% , czyli połowy uchybu dopuszczalnego dla tego przyrządu.
Ten rosyjski potencjometr zaskakująco przypomina chińskie:
https://pl.aliexpress.com/item/1005007614372110.html
Na Allegro:
https://allegro.pl/oferty-produktu/potencjometr-10k-rv12-b103-12...
https://allegro.pl/produkt/potencjometr-50k-bld50k-12mm-5pin-z-w...
Spotykane w wielu wykonaniach i w wielu urządzeniach tamtejszej produkcji.
Natomiast jeśli chodzi o zabezpieczenie ogniwa, są układy BMS za grosze, np.:
https://pl.aliexpress.com/item/1005007170129124.html
Allegro:
https://allegro.pl/produkt/balanser-elektroweb-bms-1s-10a-li-ion...
Dziękuję za wskazówki, bardziej w imieniu użytkownika ;-). Sądzę, że gdyby potencjometr tylko dobrze udawał chwilowo sprawnego, to w przyszłości użytkownik potrafi go wymienić we własnym zakresie. Te z linków mają nieco krótsze języki, mogą nie dać się tu zamontować.
BMS-y do Li-ion oczywiście są, znam ale nie za bardzo jest tu na taki miejsce. Rozwiązałem sprawę at hoc, bo czas już mnie goni.
Stan naładowania ogniwka jest sygnalizowany świeceniem zielonego LEDa, który wstawiłem w widoczne miejsce na czole obudowy. Przy napięciu 2,95V ten LED już nie świeci wcale, przy 3,05V świecenie jest już zauważalne, przy 3,15 dobrze widoczne, choć słabe. Przy 4,15V daje po oczach. Stosowny nieprzyzwoicie prosty obwód powodujący takie efekty jest widoczny na zdjęciu. Jeżeli bateria i bezpiecznik są sprawne i na swoich miejscach, to LED świeci w sposób ciągły. Jak długo tak poświeci?
Ogniwko miało nominalnie 3400mAh, teraz jako NOS ma 2700...2500mAh. Prąd górny LEDa to 350uA, końcowy 30uA. Tak, to ultrawydajny ledzik chyba od firmy Cree.
Prąd średni cyklu będzie powiedzmy 180uA. Pojemność ogniwka 2500000uAh >>> czas rozładowania ca. 13900 godzin. W rzeczywistości będzie dłuższy przy tak nikłym prądzie, można domniemywać 15000 godzin ciągłego świecenia. To po co to ładować, skoro da się łatwo wyjąć bezpiecznik przerywając pobór? Do tego taki akumulatorek jest obecnie tańszy niż równoważna bateria alkaliczna. BMS kosztowałby z zainstalowaniem więcej niż 10 takich akumulatorków.
Bezpiecznik topikowy 400mA elektrycznie/układowo tuż przy ogniwku wystarczy jako zabezpieczenie nadprądowe.
Toteż potrzebne było wyrzeźbienie takiego dziwoląga:
Taki BMS 1S ma wymiary 23x11mm, więc jakiś szczególnie duży nie jest.
No ale najważniejsze że sprzęt działa i kolejne 45 lat może służyć.
Przydałby się taki przyrząd koledze który radio Preludium naprawia. Generator 465kHz znacznie ułatwiłby prace. :)
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- …
- następna ›
- ostatnia »
















































Chciałoby się powiedzieć - witamy w świecie germanu i radzieckiej techniki. :)
Wstawiłeś inne tranzystory, więc wymagało to korekty punktów pracy. W generatorze 465kHz dodatkowo pojemności złącz tranzystora mają znaczenie.
Trochę dziwne że tak bardzo odjechał generator astabilny, tutaj nawet te kilkadziesiąt pF pojemności złącza nie powinno mieć tak dużego wpływu na częstotliwość. Możliwe że z fabryki tak wyszło, bo nie bawili się w dobieranie wartości elementów których nie musieli aby przyrząd spełniał swoje zadanie.
Odnośnie dobierania wartości elementów - tak mi się przypomniało jak kiedyś naprawiałem Junosta 402, poleciały kondensatory od odchylania pionowego. Pojemność na schemacie była inna niż faktycznie się tam znajdująca, a ja musiałem wstawić jeszcze inną (ulepek z kilku kondensatorów aby uzyskać odpowiednią wielkość obrazu). Konkretnych wartości nie pamiętam bo było to ze 25 lat temu, pamiętam samą sytuację.
Do dziś nie wiem jak to możliwe że wymiana 1:1 nie była skuteczna. Poza wymianą pojemności nic więcej nie robiłem. Chyba jedyne wytłumaczenie jest takie, że fabryczny kondensator nigdy nie miał takiej pojemności jaka była na nim nadrukowana.
I taka to radziecka technika. :)