Kącik Marcina - ZRK M601SD
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Po co to robić?
Żeby dało się tego używać bez wstrętów i zniechęcenia jak normalnego w miarę dobrego gramofonu polskiej produkcji. To po co odnawiałeś tę skrzynkę za takie sumy?
Ja używałem swojego 438 bez wstrętu i zniechęcenia po dokonaniu kilku prostych przeróbek - montaż mostka prostowniczego + 7810 w zasilaniu oraz dołożeniu przekaźników kontaktronowych do wyciszania. Na obwody wyciszania jest miejsce na PCB tylko że pewnie z oszczędności ich w tym modelu/egzemplarzu nie zamontowano. Ja uznałem że to się jednak przyda i przy okazji zrobiłem to nieco lepiej niż oryginalnie na tranzystorach.
I to moim zdaniem jest koniec sensownych modyfikacji tego i jemu podobnych gramofonów.
Jeśli ktoś nie słucha Chopina czy muzyki poważnej, to zyskuje zupełnie przyzwoity gramofon, na pewno lepszy niż niejeden współcześnie produkowany tani model w przedziale nawet do 1500zł. Także nie jest wcale tak źle, natomiast trzeba mieć świadomość że to nadal jest Bernard i ma wszystkie jego ograniczenia.
Ja nawet nie zauważyłem że pomimo znaczącej poprawy obroty i tak lekko odjeżdżają dopóki kolega nie poprosił mnie abym sprawdził jego winyla z Chopinem u siebie, bo u niego pływało.
Natomiast zrezygnowałem z GS-438 dlatego, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, po prostu chciałem wypróbować inne modele wkładek i wówczas okazało się że dla niektórych nie da się ustawić odpowiedniego nacisku, a są takie które nawet płyty nie dotykają. Trzeba byłoby mieć inną, lżejszą przeciwwagę.
Po prostu moje potrzeby stały się wyższe niż możliwości posiadanego sprzętu. Próbowałem z tym walczyć, ale w pewnym momencie ta walka straciła sens bo nie da się z tego gramofonu zrobić czegoś czym nigdy nie miał być i nie jest.
Dlaczego wydałem na jego malowanie i polerowanie pokrywy prawie 400zł? Bo mogłem. :)
Ale zostawmy gramofony bo temat jest o Marcinie. Mój czeka na pasek napędowy oraz rolki. Gdy przyjdą, wreszcie sprawdzę jak to cudo działa.
Każdy robi to co chce, może i potrafi. Nowa, lżejsza przeciwwaga to już będzie przerost formy nad treścią, czy jeszcze nie? W myśl pierwszego zdania - u mnie to 20 minut i już jest. Tak dla przykładu.
Marcinów już czeka kilka na generalki. Relację z takiej gdzieś już wstawiałem, teraz naprawy będą bardziej zaawansowane. Kieszeń zmotoryzowana i takie tam.
Czemu to robię? Bo mogę.
Ale przecież nikt (a już na pewno nie ja) nie ma Tobie tego za złe, chcesz się bawić w poprawianie fabryki to się baw. Ja też mam takie zapędy i doskonale to rozumiem bo potrafię się zapędzić i czasami trzeba wylać mi kubeł zimnej wody na głowę.
Ja tylko napisałem dlaczego moim zdaniem nie ma to sensu, bo mnie ktoś ten kubeł wody na głowę wylał. Również nie miałbym problemu z dorobieniem nowej przeciwwagi, nie mam własnego warsztatu mechanicznego ale mam u kogo to zrobić i przy okazji piwa się napić, tylko w pewnym momencie trzeba powiedzieć koniec.
Gramofon jest szczególnym urządzeniem, bo zamiast poprawiać niezliczoną ilość rzeczy w Bernardzie, łatwiej byłoby zbudować swój własny gramofon od podstaw. :)
Ale oczywiście jeśli ktoś chce i lubi, to może Bernarda nawet na prom kosmiczny przerobić i polecieć na księżyc.
Mnie nic do tego, nie rozumiem dlaczego się zdenerwowałeś. Nie takie były moje intencje.
Spoko, nerwów nie ma. Tylko słówko "nikt" jest półprawdziwe.
To jest taka prosta sprawa - żaden człowiek nie podejmie nigdy żadnego działania bez wystarczającej motywacji. Na nią może składać się szereg okoliczności/argumentów i tylko sam zainteresowany ma (teoretycznie...;-)) możliwość rozpoznania ich wszystkich. Zatem jasne jest, że ocena obserwatorów zewnętrznych jest zawsze mniej lub bardziej ułomna.
Napisałem już na początku, potem kilka razy jasno - nie znam się na gramofonach. Co się za tym kryje, skoro w takim stanie podejmuję się naprawy generalnej po rozpoznaniu z zaskoczenia, że nic innego nie wchodzi w rachubę?
Teraz nie znam się na gramofonach odrobinkę mniej.
O wykonaniu gramofonu od podstaw, o zupełnie innej konstrukcji ramienia też coś napisałem.
Taka mała ciekawostka na temat Marcina.
Wygląda na to, że mechanika Marcina jest bardzo podobna do Nakamichi 1000 Tri Tracer.
Zasadnicza różnica pomiędzy tymi magnetofonami jest taka, że Nakamichi jest trzygłowicowy, natomiast przeglądając serwisówkę i zdjęcia mechanizmu widzę bardzo wiele wspólnego.
Niestety nie mam jak porównać na żywo, wydatek 3500 Euro na magnetofon mający jakieś 55 lat (lata produkcji 1972-1976) to lekka przesada, a przynajmniej ja nie zamierzam kupować tego modelu.
Przy okazji - Nakamichi w tym modelu korzystało z mechanizmu [b]Sankyo[/b], a nie Sanyo.
Myślę że to Sanyo się przylepiło, bo u nas nikt nie słyszał o Sankyo za to o Sanyo już tak, ktoś kiedyś przekręcił nazwę i tak zostało.
Nie mniej jednak marki Nakamichi nie trzeba nikomu przedstawiać, więc ta mechanika może nie jest taka najgorsza?
Gdzieś jeszcze widziałem podobny magnetofon, nie wiem czy nie jakiś Teac, jak znajdę to napiszę.
Jeśli chodzi o mechanikę to może Sony? Gdzieś przeczytałem czy też ubzdurało mi się że Nakamichi 1000 miało mechanizm bazowany na konstrukcji Sony która sprzedała im mechanikę.
Ja czytałem że brali od Sankyo, ale powodem rozbieżności może być to że był Nakamichi 1000 Tri Tracer oraz Nakamichi 1000ZXL i to były/są zupełnie inne magnetofony.
Może w jednym była taka, a w drugim taka.
Natomiast jeśli chodzi o Sony to w moim egzemplarzu jest głowica tego właśnie producenta ale to w sumie o niczym nie świadczy.
Bardziej jednak pasuje mi tutaj Sankyo ze względu na to że to był dość popularny producent mechanizmów i silników do magnetofonów. Silniki Sankyo (oraz Mabuchi) spotykałem fabrycznie w magnetofonach Diory.
Nie zmienia to faktu, że produkcję Marcina rozpoczęto gdy na świecie magnetofony pracujące w pozycji pionowej już się kończyły - Nakamichi 1000 był jednym z ostatnich. Tego typu urządzenia zaczęły się w latach 60 i wiele wskazuje na to że wzięło się to ze szpulowców.
Delegacje Japończyków z SANYO wizytowały ZRK nie jeden raz na okoliczność podpisania umowy licencyjnej na magnetofon, nazwany później M601SD.
@Artur K - rozbierz tę mechanikę do imentu (włącznie z silnikami), wtedy będziesz miał podstawy do nabycia własnego, niepodważalnego zdania na jej temat.
Moje skromne zdanie: sama mechanika nie jest zła, choć w owym czasie była już przestarzała. Za to silniki to jakiś żart lub nieporozumienie. BLDC od przesuwu jest w większości przypadków niezdatny do dalszej pracy z powodu starzeniowego spękania stopu o domniemanym składzie AlZnMgSi, znanego także z innych japońskich magnetofonów jako ich zmora.
Drugi, komutatorowy PM od zwijania i przewijania to trochę zagadka - ma stabilizator elektryczny stykowy odśrodkowy, odłączający nieregularnie jedną cewkę wirnika, przez co mocno szarpie przy "normalnej" pracy. Ma także wirujące kondensatory elektrolityczne. Takie silniki były stosowane w latach 60-tych w najtańszych kasetowych przenośnych japońskich grajkach z dość ciężkim kołem zamachowym. Tu ten silnik pracuje bez bezwładnika i naciąg zwijania skacze o 150...200%. Po wyeliminowaniu tego przerywacza zwijanie pracuje dużo stabilniej.
Męczy mnie ta firma SANKYO. Albo słabo szukam, bo znajduję tylko firmę produkującą flety i inne instrumenty muzyczne. W innym miejscu znowu firma o tej nazwie zajmuje się produkcją elementów ślizgowych czy tarcz do cięcia betonu. Jakoś nigdzie nie mogę doczytać się historycznych czy bardziej aktualnych informacji o produkcji elementów czy podzespołów do SEPU. Jest tylko wzmianka o produkcji automatów do gier Pachinko.
Czy na pewno SANKYO? Jeśli rzeczywiście taka firma wtedy działała, to poproszę o jakieś poparte konkretnymi źródłami informacje.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- następna ›
- ostatnia »








Spokojnie panowie bez atakowania, wszystko zostało już wyjaśnione i każdy wie na czym stoi.