Kącik winylowców Unitromaniaków
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Muza nie nagrywała źle.
Może kopie z zagranicznych płyt nie były super.
Gorzej nagrywał Wifon. Mam kilka płyt a najgorsza jest Marek i Wacek. Brzmią jakby byli przegrani z kiepskiej kasety.
Prawie skakałem do góry jak nabyłem tę płytę. A w domu ręce mi opadły.
Nawet na "Arturze" było słychać "niejakość".
Mam Pierwszego Lady Panka z reedycji i strasznie sypie piachem z sybilantów. Myślałem że jest to wina wydawcy. Innym razem kupiłem płytę Siekiera "Nowa Aleksandria" z oryginalnego wydania. I co? To samo. Ale "Unknown Pleasures" Joy Division brzmi w porządku, a nawet czytałem opinie że wydanie Tonpressu jest jednym z lepszych wydań.
Więc chyba nie było jednoznacznie dobrego wydawcy w Polsce.
@Edgor13
Nie generalizuję, że płyty z Muzy czy Pronitu były źle nagrane. Były i słabe i niezłe. Z radzieckiej Melodii te, które miałem, wszystkie brzmiały bardzo dobrze. Z kolei nie uważam, że wszystko co wydał Wifon było słabe. Mam np. bardzo dobrze brzmiącą płytę Imagination wydaną przez Wifon. Bardzo dobrze też brzmią LP VOX i Modern Talking. O ile dobrze pamiętam, to dużo płyt dla Wifonu było tłoczonych w ZSRR. Dla Tonpressu zresztą też. Mowa o LP.
Może ta zła jakość dźwięku płyty Live Marka i Wacka wynika ze słabego nagrania samego koncertu?
Cytat X.Martini:
"Więc chyba nie było jednoznacznie dobrego wydawcy w Polsce."
Ale też nie było jednoznacznie złego.
Przytargałem ostatnio Stevensa (Muza, 1987), wizualnie stan płyty b. dobry; włączam sprzęt, zaskoczenie - nawet nie trzeszczy. Po chwili dociera, że dźwięk jest coś nie teges - przekładam na drugi sprzęt, jest tak samo: płasko, jak zza zasłony. Kurczę, nie wierzę, zakładam na talerz pierwszą lepszą płytę z szafki - (Cliffa Richarda), słucham, ulga: wszystko ze sprzętem ok, to nasza płyta jest taka jaka jest.
Tak się jakoś złożyło, że Richard to również wydanie z 1987r, tyle że holenderskie (EMI). Licencja dla Muzy na Stevensa od jakiejś Barrucci Group Of Companies.
Dlaczego o tym piszę? No cóż, różnica jakości obu tych wydań to niemal przepaść.
Widać (słychać, he, he) jak na dłoni, jakiej gównianej jakości materiał zakupiono, bo przecież wydawane wtedy u nas płyty nie były jakieś specjalnie złe, o ile jakość nagrania źródłowego była dobra.
Otóż to- to właśnie już pisane było że czasami greatest to kopie z różnych płyt, a nie taśm matek. Tak sie mnie wydaje. Ponieważ wiele takich ma marną jakość. Jak byś ksero z plakatu zrobił.
A u mnie prawie prosto spod prasy.
Niebieski blues na czarno.
Jakość melomańska. :)
Jakie macie sposoby czy urządzenia do mycia/czyszczenia starych płyt, a czasami i nowych, bo potrafią być brudne prosto z tłoczni.
Nie jestem przesadnie pedantyczny i u mnie tylko standardowa karbonowa szczoteczka odkurzajaco - antystatyczna i produkowana przez Fonikę szczoteczka MTC-1 zakładana na wkładkę serii Mf, których generalnie nie używam do odsłuchu, ale czasem odtworzę płytę dla wyczyszczenia z kurzu. Nawet dobrze się to spisuje, bo oczyszcza rowek zanim igła weń wejdzie. Kolega Edgor ostatnio prezentował urządzenie do mycia płyt.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- …
- następna ›
- ostatnia »
























Z radzieckiej Melodii miałem kiedyś sporo albumowych wielopłytowych boxów z muzyką poważną. Były to pięknie wydane albumy z doskonałą jakością dźwięku.
Nasza "Muza" w stosunku do "Melodii" to było słabe wydawnictwo. Zarówno pod względem edytorskim (koperty, okładki) jak i jakości samych płyt i zapisanego na nich dźwięku.
„I stąd wiemy, że Ziemia ma kształt banana”