Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Najpewniej to KrzysiekFSO. Ma w awatarze logo żerańskiej fabryki.
Wpomniany przez Ciebie kolega Krzysiek FSO nie ma awatara, a wspomniany przeze mnie, ma czerwone logo FSO.
Dodatkowo, jeden (pierwszy) był ostatni raz na forum 14 lat temu, drugi, ponad 2 lata temu.
Zatem zwracam honor. Masz rację Damian. :)
Kilka lat temu miałem okazję jeździć zadbanym Caro. O ile stare Polonezy jeszcze miały jakiś klimat i nie było w nich czuć tak mocno przestarzałości, o tyle Caro przypominał samochód rzemieślniczy, zrobiony głównie z modułów małych polskich firm i udający nowoczesny model, a pod spodem prehistoria. :)
Choć dziś, nawet to i jakiś swój klimat ma... ale jakości próżno tam szukać. :)
Zgadza się. Ja najmilej wspominam mojego pierwszego 1,5. Jeszcze bez szybki.
Wszystko miało swój początek w zakupie licencji na „kundla”.
Miała być zakupiona licencja na Fiata Milletrcento / Millecinquecento ( bardzo ładny ale przestarzały technicznie ). Polskiej „delegacji” spodobał się przygotowany do produkcji Fiat 125. Nowoczesne auto z silnikiem Lamprediego z dwoma wałkami rozrządu w głowicy i mocą ( 1600 ccm ) 100KM. Ponieważ Włosi nie byli chętni do udostępnienia tej technologii ostatecznie sprzedali FSO hybrydę: karoseria podobna do 125, a mechanika Milletrecento / Millecinquecento. Zewnętrzny wygląd 125p podobny do pierwowzoru uzyskał w 1975 roku wraz z wersją MR75. Jednak śliczne chromowane detale zostały częściowo odrzucone, a inne zastąpione plastikowymi elementami.
I tak to później męczono rodaków tym archaizmem na resorach chyba do końca XX wieku.
To i ja się pochwalę.
Pierwsze polonezy które wychodziły z taśmy z lakierem typu metalik, wychodziły z pod mojej ręki, chyba koniec lat 80. Lakierowane były tylko w nocy gdy był ruch na hali najmniejszy. Jednorazowo lakierowało się około 50sztuk.
Miałem też okazję jeździć poldkiem 2L z działu reklamy na Kotsisa i palić papierosy Polonez i Fiat 125. Wspaniałe czasy :-)
Z tamtych czasów posiadam jeszcze spoiler na dach z nalepką Polonez, nalepka przyklejona przeze mnie, pozyskana z działu reklamy.
@miko124
Napisałeś cyt.: "Zewnętrzny wygląd 125p podobny do pierwowzoru uzyskał w 1975 roku wraz z wersją MR75."
Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Jednak najstarsze wersje PF125p były najbardziej podobne do włoskiego Fiata 125. Nadwozie włoskiego auta różniło się od polskiego głównie kwadratowymi reflektorami, boczną listwą ozdobną, innym przetłoczeniem maski silnika i wlewem paliwa po przeciwnej stronie. Zarówno włoski model, jak i polski miały kły na chromowanych zderzakach, choć sporo było też wersji bez kłów. Polski Fiat 125p MR75 miał już zupełnie inne kierunkowskazy przednie, całkiem inne (poziome) lampy tylne, odmienną, wyższą maskownicę otworu wentylacji w słupku C. No i oczywiście dużo czarnego plastiku w miejsce chromów, o czym już wspomniałeś.
1. Włoski Fiat 125. (Automotyw).
2. PF 125p z początku produkcji. (Wikipedia).
3. PF 125P MR75. (Wikipedia).
4. Porównanie obu modeli (Jan Garbacz, Youtube).
Widok tyłu.
1. Włoski Fiat 125.
2. Wczesny PF125p.
3. PF125p MR75.
@miko124
2. PF 125p z początku produkcji. (Wikipedia).
2. Wczesny PF125p.
Takie dwa właśnie miałem, starszy jeszcze z wajchą biegów przy kierownicy i wystającymi klamkami drzwi. I ten był wyraźnie lepszy od młodszego o rok braciszka.
Silniki w nich to zdaje się projekt z 1927 roku jak mi wspomniał jeden z dyrektorów FSO (nie pamiętam, jakiego działu/pionu), który też takim dziadkiem jeździł.
Mankamenty tych silników szybko odkryli użytkownicy, a prywatni przedsiębiorcy nie kazali długo czekać na usprawnienia. I tak pojawiły się szybko na rynku napinacze łańcuszka rozrządu (całkiem przyzwoite z teflonowym [?] ślizgaczem) i całe zestawy zapłonu elektronicznego bezstykowego oraz elektroniczne regulatory napięcia alternatora.
Silniki te miały fabrycznie odśrodkowy filtr oleju w kole pasowym wału korbowego, bardzo skuteczny w działaniu. Cóż z tego, skoro reszta była z gównolitu a oleje z gnojówki i przebieg międzynaprawczy był max. 50000 km, a przeciętnie 25000. Świecąca się kontrolka oleju na biegu jałowym to była norma, dwa litry zużycia na 1kkm też.
W tym młodszym fiacinie eksperymentowałem z DIY odśrodkowo-elektrostatycznym filtrem oleju. Po 3000 km olej wizualnie jeszcze nie różnił się od świeżego, to całkiem nieźle działało. Ale przebiegów międzyremontowych nie wydłużyło znacząco.
Czy korozja miała w tamtych czasach większy apetyt na auta?
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- …
- następna ›
- ostatnia »





















Nie nie. Raczej Krzysiek FSO. Chodziło o "FSO" w nicku, nie o Caro :)
„I stąd wiemy, że Ziemia ma kształt banana”