Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Czy to ma znaczenie? Edukacja jest darmowa w większości krajów europejskich (podstawowa i średnia). My mamy fabryki niepotrzebnych nikomu magistrów od niczego. Tytuł magistra został zeszmacony i nic nie znaczy na rynku pracy.
Ciekaw gdzie byś teraz był Ty i Twoją rodzina (ekonomicznie i mentalnie) gdybyśmy nie przeszli 1989r i nie byli w UE. Mieszkałem wiele lat za granicą, wiem ja wygląda życie poza polskim grajdołem, wiem jak smakuje wyjście z UE. Miną jeszcze 3 pokolenia, ale nasza narodowa mentalność nie zmieni się. Bułgarzy mają dobre na nas określenie, że Polak to taki Ruski tylko ubrany po francusku. Coś w tym jest.
Łaski nam nie robili, że wstąpiliśmy do UE. Moralnie nas wspierali już od Powstania Styczniowego, potem nas sprzedali w 1939r (i nie chodzi mi o "dziwną wojnę" na zachodzie Niemiec, tylko o to że nie pisnęli słowem o pakcie Ribbentrop-Mołotow a wiedzieli o tym), a dostali od nas Enigmę razem ze sposobem deszyfracji. Potem nasi żołnierze robili za mięso armatnie na różnych frontach, a Roosevelt sprzedał nas Stalinowi w Teheranie w 43r. Potem za Gierka dawali nam swoje nadwyżki pieniężne w ramach kredytów, za które właśnie Gierek pchnął Polskę do przodu z tego powojennego marazmu. A jak weszliśmy do UE to zyskali prawie 40-sto milionowy rynek zbytu, a nasze społeczeństwo łykało co tylko stamtąd dało się przywieźć, bo było bardzie kolorowe niż nasze.
Gdy powstał Dworzec Centralny w Warszawie to z kolegami jeździliśmy go podziwiać.
I byliśmy autentycznie dumni z tej inwestycji.
Ale takie było moje nastawienie do Polski, najpiękniejszego miejsca na świecie.
Gierka już nie ma. Starczy tej propagandy sukcesu.
W większości krajów europejskich nie ma kogo kształcić w ramach onej darmowej edukacji.
Tam ich edukują inżynierowie przybyli ze świata.
Darmowa edukacja (od podstawówek do studiów) jest w wielu krajach. Oprócz Polski jeszcze np. w Skandynawii. I wyniki są niezłe. Często lepsze, nić w krajach gdzie edukacja (ta podstawowa) jest płatna. W badaniach PISA w 2018 roku (nie mam późniejszych wyników) Polscy 15to latkowie byli w czołówce Europy. Przegonili nawet Finlandię, która dotąd wygrywała. Potem niestety nastąpiła "deforma" oświaty i spadliśmy w rankingach. Czy tamtych krajach uczą przybysze ze świata to nie wiem, ale na najlepszych uczelniach świata jak Stanford, Berkley, MIT standardem jest, ze wykłady maja zapraszani goście. Zwykle Nobliści. Więc nie widzę nic złego w tym, że gdzieś uczą obcokrajowcy.
Osobiście nigdy nie pracowałem za granicą jednego dnia.
Dziwię się ludziom którzy zasuwają na "garach" w Angli, myją tyłki starym Niemcom itd.
Tylko jak czasem przyjadą do Polski to rżną dyrektorów z banku.
W dzisiejszych czasach polscy inżynierowie nie muszą pracować na zmywaku, tylko pracują w zawodzie. I są naprawdę w tym dobrzy. I zarabiają tyle co ich zagraniczni koledzy.
Jak słucham dzisiaj takie dyrdymały, że w tamtych czasach wszyscy kradli to się zastanawiam skąd te informacje.
Bo tak było. Zresztą trudno powiedzieć, że kradli. Jak im wmawiano, że wszystko jest wspólne, to brali jak coś potrzebowali. Nie dlatego, ze za darmo. Po prostu nie dało się kupić. Jak ktoś robił remont w mieszkaniu i chciał przesunąć umywalkę o 0,5m, to potrzebował 2 m rurki ocynk 1/2" i 6 kolanek i tego nie dało się kupić w żadnym sklepie! Kolanka od "prywaciarzy" już gołym okiem miały dziury. Więc brało się z zakładu pracy. To samo dotyczyło wtyczek trójfazowych, łożysk, małych silników (tak do 3kW - potrzebnych w rolnictwie) itd. itp.
Że materiały do produkcji odzieży pochodziły z importu?
W Polsce jest takie miasto Łódź.
Przed laty potentat w produkcji materiałów.
Święta prawda. Tylko dlaczego padł przemysł włókienniczy? Bo MY nie chcieliśmy jego produktów kupować. Woleliśmy tanie i kolorowe chińskie t-shirty (nasz przemysł ich nie produkował) i inne ciuchy. Tandetne, fakt, ale to był nasz wybór. To samo z samochodami. Woleliśmy starego Golfa czy Toyote, a nie Poloneza. Bo mniej paliły i mniej się psuły i nie rdzewiały na potęgę. I woleliśmy Sonego czy Technicsa od Diory czy WZT albo Neptuna. To MY zarżeliśmy nasz przemysł. Bo swoimi produktami nie spełniał naszych wymagań. To był nasz wybór.
Gdy powstał Dworzec Centralny w Warszawie to z kolegami jeździliśmy go podziwiać.
I byliśmy autentycznie dumni z tej inwestycji.
Ale takie było moje nastawienie do Polski, najpiękniejszego miejsca na świecie.Gierka już nie ma. Starczy tej propagandy sukcesu.
To nie propaganda, takie były czasy.
Gdy powstała "Gierkówka", to jeździliśmy się po niej przejechać tymi "Maluchami" które zmotoryzowały Polskę.
Jeździłem ja i moi koledzy.
Ja ten okres bardzo dobrze wspominam.
Może dlatego, że byłem młody i na wiele rzeczy nie zwracałem uwagi.
A teraz sprawa nauczycieli.
Tak ciebie szanują jak na to zasłużysz.
Jak sobie pozwolisz, to na głowę wejdą.
Inna sprawa, źe rodzicom wiele brakuje...kultury i rozumu też.
Nazwiska moich nauczycieli pamiętam do dzisiaj i cenie ich po dzień dzisiejszy za zaangażowanie w moją edukację.
Cenię ich także za umiejętność współpracy i kontaktu z rodzicami, czego dzisiaj z pewnością brakuje.
Nauczyciel nigdy w czasie kiedy uczęszczałem do szkoły nie podnosił głosu nie ośmieszał ucznia.
Mój nauczyciel WF-u najbardziej cenił nie Zbycha, który wzwyż skakał więcej jak mierzył, ale kolegę który z wielkim wysiłkiem i ambicją pokonywał 90cm.
Osobiście przez wiele lat społecznie pracowałem z młodzieżą.
W kartingu ambicje rodziców były z reguły większe jak możliwości i umiejętności dzieci.
Zmorą na zawodach rangi Mistrzostw Polski było spóźnianie się zawodników czyli dzieci na prezentację i przybywanie bez kasku i nie zawsze w kombinezonie.
I w końcu podsunąłem zapis regulaminu, który za takie wykroczenia umożliwia stosowanie kar finansowych.
Bez możliwości odwoływania się.
Jak kilku zawodników dostało po 200zł rozpętała się burza.
Niektórzy rodzice nie chcieli płacić.
Dyrektor zawodów poinformował ich, że w związku z powyższym nie będą dopuszczeni do startu.
Pod namiotami dały się słyszeć odgłosy "pasa".
Rodzice kary popłacili i na następnej rundzie już sami pilnowali, aby dziecko na prezentacji wyglądało i było na czas.
Tak, że rodziców też można wychować.
Moja żona od ponad 40 lat pracuje na UMK.
Jest z młodzieżą studencką na codzień i umie się z nimi dogadywać.
Ma do czynienia ze studentami z wielu krajów świata.
Nigdy nie narzeka na swoją pracę bo ją lubi i nie pracuję za karę.
Inna sprawa, źe rodzicom wiele brakuje...kultury i rozumu też.
Sądzę, że to jest sedno problemu. Rodzice którzy nie wychowują dzieci, nie widząc w swoich pociechach żadnych wad, nie dopuszczający myśli, że ich aniołek zachowuje się źle.
Fakt faktem, zdarzają się nauczyciele którzy ze względu na swój charakter nie nadają się do tego zawodu - sam miałem z takim styczność, nie potrafił wypracować sobie jakiegoś autorytetu. Inny z kolei zamiast przekazywać wiedzę, przez całe zajęcia lekcyjne opowiadał swoje nic nie warte dygresje i poglądy życiowe. Myślę jednak, że tacy to zdecydowana mniejszość.
Na obozy wędrowne w szkole średniej jeździliśmy z polonistką z jednego z ogólniaków.
W szkole to była strasznie wymagająca ryba piła.
I tylko ona była w stanie nas opanować.
I zawsze odbywało się to w sposób naturalny i oczywisty.
W drodze umowy i jasnych warunków.
Gdy ruszaliśmy w drogę były opcjonalne trasy, ustalaliśmy którą idziemy i tą zmierzaliśmy do celu.
Po zwiedzaniu w grupie mieliśmy czas wolny i wyznaczoną godzinę oraz miejsce zbìórki.
I jakoś nikt się nie spóźniał.
A za rok jak się zbliżały wakacje, to już zawczasu kontaktowaliśmy się z panią profesor, która przedstawiała pomysł na kolejną trasę.
I walczyliśmy aby się na ten obóz załapać.
Celicaman
Teraz nie kradnie się rurek i kolanek.
Żyłem w tych czasach i prowadziłem ponad 40 lat temu kapitalny remont domu.
Chcesz powiedzieć, że dzisiaj już niczego się nie kradnie?
A to w sklepie codziennie dziecko "nieopatrznie" zje batonika i mamusia "niechcący" o tym zapomni, a to na kasie samoobsługowej palec z pomidorków malinowych omsknie się na ziemniaczki luzem.
W firmach wynoszą co się da od srajtaśmy po laptopy.
Mimo kamer, monitoringu i straży w postaci ochrony.
Byli tacy, którzy kradli czekoladę mordując kierowcę i tacy co telewizory z japońskiej fabryki pod Toruniem tirami kradli.
Nie kilka tranzystorków.
Złodzieja czyni okazja.
Nie wiem czy pamiętasz aferę mięsną.
https://tvn24.pl/polska/szef-gangu-zlodziei-telewizorow-skazany-...
Celicaman
Chcesz powiedzieć, że dzisiaj już niczego się nie kradnie?
Nie, ja nie twierdzę, że dziś nie ma złodziei :-)
Ja tylko napisałem, ze powszechna opinia, ze "wszyscy kradli w PRLu" wynikała w dużej części z totalnych braków zaopatrzeniowych. I oczywiście, nie WSZYSCY kradli. Tych co brali "państwowe" mienie było zdecydowanie mniej, niż tych co nigdy nie tknęli nieswojego. Ale z drugiej strony "załatwianie" potrzebnych rzeczy "po znajomości" było dość powszechne. Osoba potrzebująca często za niego płaciła i to sporo (więc formalnie nie kradła). To osoba "załatwiająca towar" brała kasę do kieszeni za coś co powinno być w sklepie. A brała to po cichu z magazynu firmy. Cement na prywatne budowy, opony czy akumulatory w Polmozbycie itp.
Dzisiaj też kradną. I to nie tylko u nas w Polsce. Złodzieje są na całym świecie. Tylko chyba nie na taka skalę. I raczej kradną ci co po prostu chcą ukraść.
Pracowałem jako młody gołowąs w "Polmozbycie w latach 1977-79.
Konkretnie w magazynie podzespołów ciężkich Fiata 125p.
Blachy, zawieszenia mosty, resory silniki skrzynie biegów.
Nie było takiej możliwości, aby ktokolwiek z tego magazynu coś ukradł.
Jako pracownik mogłem bez problemu kupić potrzebne części.
Skorzystałem z tej opcji raz wspomagając mojego kolegę który ojca Fiatem zaparkował w rowie.
W tym czasie naprawiałem swój motocykl WSK 175 i za zgodą kierownika działu kupiłem wszystkie niezbędne części.
Nie musiałem niczego kombinować.
Mogłem te części kupić w sklepie, ale tam nie wszystko mieli na półce nie dlatego, że nie było w magazynie, tylko dlatego, że nie był to towar rotujący.
Ja w tej pracy się nie obijałem.
Ale z drugiej strony traktowano mnie poważnie.
Jak po dwóch tygodniach pracy złapali mnie inspektorzy BHP za kierownicą wózka widłowego, to wysłali natychmiast na szkolenie i egzamin, wręczyli uprawnienia, a po miesiącu dostałem podwyżkę w związku z podniesieniem kwalifikacji.
W magazynie części jednośladów mieszczącym się w starym pruskim forcie z korytarzami ciasnymi jak cholera nieraz w ramach pomocy paniom tam zatrudnionym dostawę rozładowałem i do poszczególnych komór rozwoziłem.
Jedynym mankamentem w owym czasie było picie alkoholu w pracy.
Ja jeżdżąc latem motorowerem robiłem za zaopatrzenie.
Zimą natomiast brałem mojego kierownika niczem rannego żołnierza z pola walki i wlokłem do zakładowego autobusu, a potem na 2 piętro w objęcia jego żony.
Tam też po latach złapali szajkę złodziei, ale to nie byli detaliści.
Tak czytając wasze teksty odnośne kształcenia i niepotrzebnych magistrów patrząc ze swojej perspektywy to studia są mało potrzebne w niektórych przypadkach. Sam mam ukończone studia inżynierskie w zakresie BHP i po ukończeniu studiów firma w której pracowałem obiecała mi złote góry a skończyło się na zwolnieniu z powodu redukcji etatów (pracowałem tam 7 lat więc staż w mojej ocenie dość długi). Wraz ze mną studiował chłopak, który studiów nie ukończył ale co ciekawe dostał prace w nadzorze budowlanym na kierowniczym stanowisku w jednym z większych miast wojewódzkich(!).
Po zwolnieniu dość szybko znalazłem pracę w dużym magazynie jednej z sieci sklepów znanej w całym kraju w dziale kontroli logistyki magazynowej. Praca dość odpowiedzialna i wymagająca dużego skupienia. Po roku pracy zostałem powołany na stanowisko pełniącego obowiązki kierownika działu kontroli. Wypłata? Najniższa krajowa i premia uznaniowa, która często nie przekracza 100 zł...
W związku z tragicznymi pieniędzmi zmuszony byłem do szukania innej pracy i kolega namówił mnie na zrobienie prawo jazdy na ciężarówkę. Obecnie w transporcie krajowym będąc codziennie w domu zarabiam w granicach 8-9 tyś.
I podsumowując to wszystko - robiłem studia by jeździć ciężarówką.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 448
- 449
- 450
- 451
- 452
- 453
- 454
- 455
- 456
- …
- następna ›
- ostatnia »













Bardzo krzywdząca opinia.
Biorąc pod uwagę z jakimi roszczeniowymi rodzicami dziś muszą radzić sobie nauczyciele, to jak bardzo patrzy im się na ręce i to, jak bardzo wywrócony do góry nogami jest system edukacji - gdzie nie można podnieść głosu na dziecko, bo zaraz nauczyciel będzie oskarżony - to nie nazwałbym śmiałków, którzy podejmują się tego mało wdzięcznego zajęcia, że "pracują za karę"