M601SD "Marcin" naprawa generalna
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Marcin i Nakamichi to jak stąd do Meksyku.... Mimo japońskiego pochodzenia obydwu, nie ma czego porównywać.
A co do dorabiania części, powiem tylko coś z własnego życia. Chciałem oddać do galwanizacji przyciski które straciły swój dawny blask. Poszedłem do znajomego który ma odpowiednie maszyny i pytam o koszt. A ten pyta ile sztuk. Mówię 10. Na co on mówi że 10 tysięcy to owszem zrobi, ale - dziesięciu sztuk - się nie opłaca. Dalej nie muszę opowiadać.
Zaś co do rolek, przy dwu wałkach one muszą być precyzyjnie dobrane i w dobrym stanie, niestety dziś mało kto to rozumie i potem kupujesz coś po serwisie jakiegoś henia i się dziwisz, że taśma się gniecie. Albo gościu sam to wymieniał i myślał "jakoś to będzie". Dlatego w wielu wypadkach jeden wałek jest bezpieczniejszy. A czy zysk jakości jest faktycznie taki diametralny? To dyskusyjne. Sama kaseta jako ułomny nośnik i fakt, że 50% sukcesu to jakość obudowy kasety i tego jak ta taśma tam w środku biegnie, już powoduje, że tworzenie wykwintnych mechanik magnetofonu to rozwiązanie wątpliwe. Owszem, ktoś zaraz powie "to trzeba kupować dobre kasety a nie chłam". Tylko to dalej nie eliminuje zagadnienia - obudowa kasety jest częścią toru i na niego wpływa. Zresztą, wszyscy narzekamy na ten wredny filc dociskowy w ZK2xx do głowicy. Każda kaseta go ma, ale czy już ktoś zwraca na to uwagę?
Próbowano udoskonalać nośnik jako ten najsłabszy, aż wynaleziono kasety Metal, a magnetofony? Czy od pewnego momentu nie postanowiono stawiać na "bajery" bo stwierdzono że dalszy rozwój mechaniki i elektroniki w celu jakości dźwięku już nie ma sensu?
Ktoś może powiedzieć "marudzisz bo dobrego kaseciaka nie słuchałeś". Tylko że nietrudno zauważyć, że ten dobry kaseciak i dobra taśma kosztuje sporo, a efekt i tak będzie na pewnym poziomie, który średniej klasy szpulowiec na zwykłej żelazowej taśmie osiąga bez problemu. Nie obrażając, ale Aria daje jakość dźwięku na poziomie kaseciaków ze średniej (może niższej) półki. Ktoś by powiedział "zupełnie różne technologie, różne urządzenia, wielkość skala itp.". Ale jak ludzie porównują XIX wieczny zapis płytowy z XX wiecznym kompaktem i nie widzą nic złego w tym?
Wracając. Myślę że Marcin trafił na rynek konsumencki, bo niejako musiał. A jego prawdziwym przeznaczeniem, było coś zupełnie innego. Dlatego było go tak mało i nie pociągnięto tego tematu dalej, idąc w mechanizmy Finezji i K520. Pomijając ułomność naszej gospodarki która nie zawsze potrafiła utrzymać jakość, odjęcie jednego wałka nie powodowało wiele strat a niwelowało wiele problemów do rozwiązania. Był już tu kiedyś elaborat na temat problemów z mocowaniem rolki dociskowej w K520. Wyobrażacie sobie takie coś, gdy rolki są dwie?
A ja wcześniej tylko napisałem, że Marcin kojarzy mi się z tym Nakamichi wizualnie. Nic ponadto. Popatrzcie jaka ciekawa dyskusja się z tego rozwinęła :)
https://unitraklub.pl/temat/33185?page=13#comment-150445
PS @kaf - cięgno dociskowe z floczkami (filcem bym tego nie nazwał) to seria ZK-100 też ma (wiadomo).
W kasecie to jest konkretny, gruby kawałek filcu. W tych szpulowcach napylone na pasek folii kłaczki o grubości ułamków milimetra. Wynika z tego, że cięgno w takiej postaci to wynalazek Grundiga?
[quote=kaf;33185.151693;1044]Marcin i Nakamichi to jak stąd do Meksyku.... Mimo japońskiego pochodzenia obydwu, nie ma czego porównywać.
A co do dorabiania części, powiem tylko coś z własnego życia. Chciałem oddać do galwanizacji przyciski które straciły swój dawny blask. Poszedłem do znajomego który ma odpowiednie maszyny i pytam o koszt. A ten pyta ile sztuk. Mówię 10. Na co on mówi że 10 tysięcy to owszem zrobi, ale - dziesięciu sztuk - się nie opłaca. Dalej nie muszę opowiadać.
Zaś co do rolek, przy dwu wałkach one muszą być precyzyjnie dobrane i w dobrym stanie, niestety dziś mało kto to rozumie i potem kupujesz coś po serwisie jakiegoś henia i się dziwisz, że taśma się gniecie. Albo gościu sam to wymieniał i myślał "jakoś to będzie". Dlatego w wielu wypadkach jeden wałek jest bezpieczniejszy. A czy zysk jakości jest faktycznie taki diametralny? To dyskusyjne. Sama kaseta jako ułomny nośnik i fakt, że 50% sukcesu to jakość obudowy kasety i tego jak ta taśma tam w środku biegnie, już powoduje, że tworzenie wykwintnych mechanik magnetofonu to rozwiązanie wątpliwe. Owszem, ktoś zaraz powie "to trzeba kupować dobre kasety a nie chłam". Tylko to dalej nie eliminuje zagadnienia - obudowa kasety jest częścią toru i na niego wpływa. Zresztą, wszyscy narzekamy na ten wredny filc dociskowy w ZK2xx do głowicy. Każda kaseta go ma, ale czy już ktoś zwraca na to uwagę?
Próbowano udoskonalać nośnik jako ten najsłabszy, aż wynaleziono kasety Metal, a magnetofony? Czy od pewnego momentu nie postanowiono stawiać na "bajery" bo stwierdzono że dalszy rozwój mechaniki i elektroniki w celu jakości dźwięku już nie ma sensu?
Ktoś może powiedzieć "marudzisz bo dobrego kaseciaka nie słuchałeś". Tylko że nietrudno zauważyć, że ten dobry kaseciak i dobra taśma kosztuje sporo, a efekt i tak będzie na pewnym poziomie, który średniej klasy szpulowiec na zwykłej żelazowej taśmie osiąga bez problemu. Nie obrażając, ale Aria daje jakość dźwięku na poziomie kaseciaków ze średniej (może niższej) półki. Ktoś by powiedział "zupełnie różne technologie, różne urządzenia, wielkość skala itp.". Ale jak ludzie porównują XIX wieczny zapis płytowy z XX wiecznym kompaktem i nie widzą nic złego w tym?
Wracając. Myślę że Marcin trafił na rynek konsumencki, bo niejako musiał. A jego prawdziwym przeznaczeniem, było coś zupełnie innego. Dlatego było go tak mało i nie pociągnięto tego tematu dalej, idąc w mechanizmy Finezji i K520. Pomijając ułomność naszej gospodarki która nie zawsze potrafiła utrzymać jakość, odjęcie jednego wałka nie powodowało wiele strat a niwelowało wiele problemów do rozwiązania. Był już tu kiedyś elaborat na temat problemów z mocowaniem rolki dociskowej w K520. Wyobrażacie sobie takie coś, gdy rolki są dwie?[/quote]
Samo życie i sama prawda. Moje skromne doświadczenie z kaseciakami i "takie tam" różne eksperymenty zdają się potwierdzać trafność Twoich opinii. Z tym, że "zrobiona" Aria zagra lepiej niż kaseciak z wysokiej półki. W każdym razie nie gorzej.
Tak, floczek to patent Grundiga. W klasie ZK100 to może i wystarczał. Z braku lepszego pomysłu na uzyskanie wymaganej siły docisku taśmy do szczeliny głowicy przeniesiono to rozwiązanie do serii ZK200, gdyż nie poradzono sobie początkowo ze stabilizacją naciągu taśmy przed głowicami. Do tego dochodziły problemy z przewijaniem taśmy przy dużej różnicy siły hamującej >szpulka pusta/pełna<. Z naciągiem zwijania nigdy sobie nie poradzono, limit kosztów produkcji nie pozwolił na to.
Ten gruby, konkretny kawałek filcu w kasecie potrafi zrobić głowicy takie samo kuku jak floczek, gdy jakaś złośliwa drobina dostanie się pomiędzy niego a taśmę i pozostanie tam na dłużej. A to się zdarza częściej niż nie zdarza, głowica ma wtedy dość po kilkunastu/kilkudziesięciu godzinach grania. Wyraźne ślady takiego wydarzenia są dobrze widoczne na wyrytym jej czole.
[quote=kaf;33185.151693;1044]Zaś co do rolek, przy dwu wałkach one muszą być precyzyjnie dobrane i w dobrym stanie, niestety dziś mało kto to rozumie i potem kupujesz coś po serwisie jakiegoś henia i się dziwisz, że taśma się gniecie. Albo gościu sam to wymieniał i myślał "jakoś to będzie".[/quote]
Dokładnie tak! Toteż kontynuuję prace zmierzające do umożliwienia wykonywania rolek dociskowych w najlepszej jakości w akceptowalnym czasie - czyli utrzymania serwisu w przystępnej cenie.
Wirnik silnika napędu wiertarki precyzyjnej już złożony i zalany żywicą - na zdjęciu.
Zapisująca i odczytująca w tandemie (w "jednym kawałku")?
Nakamichi w wielu swoich modelach miał głowice dyskretne. Przez wiele lat myślałem, że tylko oni to robili. Kilka lat temu kupiłem Tandberga TCD-330, który jest z 1976/77 roku i też ma 3 dyskretne głowice. Aczkolwiek w innym niż Nakamichi układzie. Trochę jest to dziwne, szczególnie głowica kasująca, ale działa całkiem nieźle.
Środkowa głowica bardzo podobna wizualnie do kasującej w M601SD. Prawie identyczna, też wygląda na ferroglass. Ile przewodów czynnych odchodzi od niej ?
Brązowy jednożyłowy ekranowany od pierwszej wskazuje jednoznacznie na głowicę kasującą półśladową, jak w prawie wszystkich kaseciakach.
Czy ten biały grubszy przewód widoczny po lewej stronie sanek to od odczytującej ?
Dałoby się zrobić zdjęcie czoła z bliska tej środkowej głowicy ? Słabo się znam na kaseciakach, nie spotkałem jeszcze takiego układu z dwoma rodzajami materiału rdzeni na głowicach Z/O.
Dzięki z góry :-).
EDIT:
P.S: oplot brązowego ekranu jest niepoprawnie przylutowany - podatny na odłamanie razem z wyprowadzeniem głowicy. Powinien być ku dołowi po korpusie głowicy, wtedy nic by mu nie groziło.
Środkowa głowica bardzo podobna wizualnie do kasującej w M601SD. Prawie identyczna, też wygląda na ferroglass. Ile przewodów czynnych odchodzi od niej ?
Brązowy jednożyłowy ekranowany od pierwszej wskazuje jednoznacznie na głowicę kasującą półśladową, jak w prawie wszystkich kaseciakach.
Czy ten biały grubszy przewód widoczny po lewej stronie sanek to od odczytującej ?
Dałoby się zrobić zdjęcie czoła z bliska tej środkowej głowicy ? Słabo się znam na kaseciakach, nie spotkałem jeszcze takiego układu z dwoma rodzajami materiału rdzeni na głowicach Z/O.
Dzięki z góry :-).
Załączam zdjęcia wszystkich trzech głowic. Mój obiektyw makro ma bardzo małą głębie ostrości (jak wszystkie obiektywy makro), więc górna lub dolna część zdjęcia może być lekko nie ostra. Biały przewód faktycznie jest od głowicy odczytującej. Do zapisującej jest inny, na zdjęciu niewidoczny.
Kabel od głowicy kasującej jak i też pozostałe, jest przyczepiony "na sztywno" do sanek przesuwu głowic, więc w miejscu przy głowicy nie pracuje. Wszystko zaczyna się po lewej stronie sanek, gdzie biała opaska mocuje kable do sanek.
Niemniej jedna przylutuje go poprawnie.
Kabel od głowicy kasującej jak i też pozostałe, jest przyczepiony "na sztywno" do sanek przesuwu głowic, więc w miejscu przy głowicy nie pracuje.
Tego się domyślałem, ale nie chodzi tu o zmęczenie tego miejsca, tylko możliwość przypadkowego uszkodzenia w trakcie np. czyszczenia lub innych czynności serwisowych. Fajnie, że zamierzasz to poprawić.
Dziękuję za zdjęcia, takiej głowicy zapisującej jeszcze nie "przerabiałem" ;-). Wiedzy nigdy za wiele.
Kabel od głowicy kasującej jak i też pozostałe, jest przyczepiony "na sztywno" do sanek przesuwu głowic, więc w miejscu przy głowicy nie pracuje.
Tego się domyślałem, ale nie chodzi tu o zmęczenie tego miejsca, tylko możliwość przypadkowego uszkodzenia w trakcie np. czyszczenia lub innych czynności serwisowych. Fajnie, że zamierzasz to poprawić.
Dziękuję za zdjęcia, takiej głowicy zapisującej jeszcze nie "przerabiałem" ;-). Wiedzy nigdy za wiele.
Tandberg TCD-330 interesował mnie od wielu lat. Po raz pierwszy przeczytałem o nim w Radioamatorze 6/78. Trzy silniki, dwa napędzające bezpośrednio rolki kasety i jeden napędzający (paskiem) dwa koła zamachowe od rolek napędowych. Oryginalnie ten ostatni to synchroniczny silnik prądu zmiennego, w moim wypadku 60Hz. Tandberg jednak już po ukończeniu produkcji TCD-330 udostępnił silnik nowej generacji, który był zrobiony do nowszego modelu TCD-340. Jest to silnik prądu stałego typu FG Servo. Instalacja jest trywialna. Trzeba wymontować stary silnik, zainstalować nowy i przylutować 3 kabelki. Cała reszta jest ta sama. Trzeba tylko jeszcze przy pomocy kasety testowej ustawić odpowiednią prędkość nowego silnika. W stosunku do starego silnika to nowy jest bardziej cichy. Na zdjęciach widać jak był zamontowany stary silnik i jak jest zamontowany nowy. Widać tam też płytkę kontrolera i pe-erek do ustawiania prędkości. Na koniec mogę dodać, że w 1978 roku w Pewexie magnetofon ten kosztował tyle co Fiat 126p.
@Wally - dziękuję :-)!
Dobrze to świadczy o firmie.
Tymczasem brnięcie przez trudy trwa. Idzie to jakoś powoli, ale nie stoi w miejscu.
Na obrazkach ustawianie dokładne kątów komutacji rzeczonego silnika BLDC, płytka fotokomutatora zwanego też enkoderem i sterownik kompletny na wypasie made by Krecik, bez procka. Takie same sterowniki były objęte dożywotnią gwarancją w 2005 roku, dotąd żaden z kilkudziesięciu eksploatowanych nie kwiknął :-).
EDIT 02.02.:
Ciężka przeprawa z tymi wiertarkami...
Szacowałem na tydzień pracy, już minęły dwa nie obijania boków i jeszcze nie całkiem koniec. Ale jedna przystawka-wkładka do statywu już gotowa, druga na ukończeniu.
Prawie udało się osiągnąć wyśrubowane do granic możliwości parametry i cechy użytkowe. Jedynie bicie uchwytów nieco większe od ambitnie planowanego 0,005 mm (jest 0,011 i 0,009 w drugim), ale liczę na "ułożenie się" szczęk na stożkach zacisków i powierzchni zaciskowych samego narzędzia też może trochę. Jeden zacisk jest nominalnie do narzędzi fi 3,0 mm, drugi do fi 3,15. Jednak tolerancja chwytu to +/- 0,1 mm, więc narzędzia o fi od 2,9 do fi 3,25 to zakres użyteczności.
Sam napęd pracuje elegancko, bezgłośnie. Słychać jedynie cichy szum łożysk powyżej 6000 obr/min. Jest płynna regulacja w zakresie od 2000 do 14500 obr/min @50v DC ze stabilizacją ustawionej prędkości w całym zakresie, można zasilać napięciem DC od 35 do 75 V. Prąd biegu jałowego kompletu @2000 obr/min to zaledwie 60mA@50V i 270mA @14500 obr/min. Moc ciągła użyteczna bez wymaganego chłodzenia dla pracy ciągłej to 250W, moc chwilowa 1,25kW i raczej nigdy nie będzie wykorzystana w pełni.
Jak wspomniałem, te wiertarki mają dość ścisły związek z projektem IMPREZA II, od momentu przyjęcia koncepcji wykonania pierwszego chassis jako modelowego składanego z elementów były ujęte jako niezbędność dla tego projektu. Teraz "marcinowa" potrzeba utechnologicznienia rolek dociskowych pogoniła mnie do przedterminowego wykonania tych maszynek.
Na obrazku (tym z amperomierzem) pierwsza sztuka przy wstępnym docieraniu łożysk i uszczelniaczy, jeszcze bez osłony sterownika. Zalatuje prowizorką trochę, ale wiadomo, że solidne prowizorki są najtrwalsze i do tego niezawodne ;-).
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- następna ›
- ostatnia »




















Dzięki za podstawowo wyczerpujące informacje.
Nie ma co porównywać takiego sprzętu do niechcianego dziecka Sanyo, którego w egzotycznym dla Japończyków, okupowanym kraju ledwo poskładali niewiele sztuk, bo nie za bardzo się to dało pozlepiać do kupy.
Tu - podobnie jak w Koncercie - jest co poprawiać, ale jest też dużo trudniej. Koncert był zrobiony wyraźnie z furtkami do poprawek, tu takich nie ma.
Nie odstępują mnie wątpliwości, czy dla efektu, jaki można wyciągnąć z systemu kasetowego opłacalnym jest stosowanie skomplikowanych i kosztownych rozwiązań i ubogaceń.
Ale jak klienci kupowali, to widać się opłacało. Pewnie wygoda użycia kasety vs. niewygody używania taśmy na szpulaku była głównym i decydującym argumentem.
Dobra podpowiedź - bias voltage trimming. Toć nawet MK2500 takie "coś" miał.
Ale raczej nie zamierzam robić Marcinami konkurencji dla SpaceX Muska.
Kilka czeka i może wystarczy...