M601SD "Marcin" naprawa generalna
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Późno w noc zimową ciemną gdzieś głęboko w lesie jakiś nawiedzony gość frezuje kawałek metalu z zawziętością niebywałą ;-).
Uwaga! Tu dział ślusarski UK, osoby z alergią na metale i odgłosy ich skrawania proszone są o udanie się na przerwę ;-).
Zwykłe "wykątowanie" metalowej kostki nie jest wcale prostą sprawą, nawet gdy pozbyć się ułomności niewydarzonego imadła rodzimej produkcji poprzez jego eliminację z procesu. Trudno tak w ogóle o zwykłe, ale dobre imadło maszynowe, na rynku nie trafiłem na takie. Przyzwoicie działające to tylko chyba hydrauliczne z solidnym prowadzeniem szczęki ruchomej, nie unoszące jej przy zaciskaniu, ważą bardzo dużo i kosztują jeszcze więcej. Na szczęście nie zapomniałem magicznych formuł przytwierdzających taką kostkę do stolika "frezarki" bez użycia imadła czy innych dodatkowych elementów z siłą pozwalającą na śmiałe jej traktowanie frezem spiralnym fi 10.
Tak właśnie rodzi się w świetle latarki, w bólach, szczypaniu w oczy i walce z sennością wspomniany wcześniej "słuszny uchwyt" do nowych mini-wiertarek.
Podziwiam za zaangażowanie i upór w osiągnięciu zamierzonego celu .
I jeszcze posiadasz talent poetycki , tak ciekawie wciągająco opisany wątek #192 .
To aż się w głowie nie mieści , żeby samemu produkować sobie narzędzia do pracy !
To tak jak plemiona indiańskie tworzyli sobie Harpuny i dzidy aby móc sobie coś na obiad upolować .
A może otworzysz "mały biznesik" z seryjną produkcją deficytowych części ? np. do magnetofonów porządne głowice .
Ale wiem jedno , że jeśli się wszystko udaje zrobić i pokonuje dziesiątki problemów to potem jest taka wielka satysfakcja że z radości aż się chce "podskakiwać do nieba".
Pozdrowienia .
Jestem ciekaw co to za frezarka?
A swoją drogą tą kostkę przykleiłeś??
Tak, kostkę przykleiłem cyjaczkiem. Zwykłą "Kropelką", bo się jakaś taka lepsza trafiła. Kropelka Kropelce nierówna, czasem wyraźnie lepsza, czasem ledwo zlepia a czasem zdarzają się puste tubki.
Jednak jak na razie ich skuteczność i cenne cechy jedynie zbliżają te najlepsze do oryginalnego LCT 401. To jest Ci Panie klej co się zowie... Ale tylko oryginał, na rynku jest większość podróbek w opakowaniu bardzo podobnym do Loctite.
Dość odważnie nazwałeś ten wytwór naćpanej małpy frezarką. To poronienie z konfliktu genetycznego czeskiej firmy PROMA i rodzimego dystrybutora, za nieduże talary. Celowe błędy w opisie reklamowym to pikuś... Bo pomylić 25 kg z 50 kg, skok w osi Z 27mm z 57mm i tak dalej oraz nie pisnąć oczywiście ani mru-mru o dyskwalifikujących wadach konstrukcyjnych (wykonanie jest "jak cie mogie", ujdzie w tłumie) to rzecz jasna każdemu może się zdarzyć ;-).
Ogólnie wymysł złośliwego szatana i ślusarza na pigułach, nie polecam !!!
Podziwiam za zaangażowanie i upór w osiągnięciu zamierzonego celu .
I jeszcze posiadasz talent poetycki , tak ciekawie wciągająco opisany wątek #192 .
To aż się w głowie nie mieści , żeby samemu produkować sobie narzędzia do pracy !
To tak jak plemiona indiańskie tworzyli sobie Harpuny i dzidy aby móc sobie coś na obiad upolować .
A może otworzysz "mały biznesik" z seryjną produkcją deficytowych części ? np. do magnetofonów porządne głowice .
Ale wiem jedno , że jeśli się wszystko udaje zrobić i pokonuje dziesiątki problemów to potem jest taka wielka satysfakcja że z radości aż się chce "podskakiwać do nieba".
Pozdrowienia .
Dobra maszyna, jaka jest mi potrzebna ma tylko jedną wadę: cenę. Setki tysięcy musiałbym wyłożyć na przyzwoity zestaw CNC do prac, jakie postanowiłem wykonać. A nawet w pewnym sensie zobowiązałem się, przyjmując wsparcie przedsięwzięcia.
Tak na marginesie: dotychczas nie skorzystałem z Patronite.pl mimo obiecującego rozeznania tematu. Po prostu obsługa Patronite mnie olała na wstępie, więc vice versa i elo kolesie. Tym bardziej, że w tym przypadku byłaby to mocno absorbująca ścieżka pozyskiwania funduszy na projekt IMPREZA II.
Jednak bez takich maszyn jak sądzę pokonam problemy i trudności równie dobrze albo i lepiej, bo te wyspecjalizowane DIY są mniejsze, lżejsze, dokładnie takie jak mi potrzeba do konkretnego celu, nie żrą środków na serwisy okresowe i ogólnie są szybsze w uzyskaniu zamierzonego efektu. Mają także coś, czego nie mają te za worek euro: kulturę pracy. Hałas jest dla mnie męczący, niebezpiecznie dekoncentruje i podstępnie utrudnia osiągnięcie celu.
Maszyna (niemal każda), która mogłaby nie hałasować a jest głośna - nie jest dobrą maszyną. Pewnej Naszej firmie (ale ale... nie jednej, już kilka mi wpadło w myśli ;-)) 50 lat było mało, żeby to pojąć i fundowała niemal wszystkim mieszkańcom miast międzysąsiedzką ostrą jazdę bez trzymanki z łacińskimi pyskówkami w łagodnych epizodach do mordobicia przy konkretniejszych eventach na klatkach schodowych miejskich blokowisk.
Ktoś się domyśla, o czym mowa ?
Tej właśnie firmie pewien skromny, prywatny przedsiębiorca zaoferował w 2005 roku GRATISOWO projekt, dokumentację i sprawdzone, przebadane prototypy tego powszechnie używanego sprzętu bez wspomnianej masakrycznej wady i do tego przewyższające wszystkimi cechami eksploatacyjnymi te produkowane dotąd.
No i co ?
No i goovno, rosyjska agentura od razu się dowiedziała (tak, tak - 2005 rok) i nic z tego nie wyszło.
Na tym odcinku Naszej historii niewiele się zmieniło jakby co. Raczej na gorsze jeśli już.
Tymczasem kostka już ma wszędzie kąty proste, krawędzie też, co miało być płaskie jest płaskie i są też wywiercone długaśne otwory na wylot do zamocowania jej do stolika maszyny. Długich wierconych otworów każdy doświadczony konstruktor unika w projekcie jak się da, a takich nieprzelotowych to już jak ognia piekielnego. Długie wiercenia mają fatalną reputację u mechaników przy maszynach i księgowych za biurkami też (chłe, chłe, chłe - miały, mnie to już nie dotyczy ;-)) z powodu rozlicznych trudności z ich wykonywaniem oraz kosztów, bo takie wiercenie trwa pi razy oko powyżej pewnej granicy w kwadracie jego długości.
Nie mając tych nowych wiertarek nie zamierzył bym wiercenia takich otworów. Na ich szczegółowe próby i sprawdzenie "czy dadzą radę" szkoda było mi czasu, więc ryzyk fizyk i... sam nie wiem kiedy sześć otworów jest w tej kostce tam, gdzie są na rysunku. Dokładnie tam, tolerancja wyjścia otworu 0,10 mm została utrzymana i element nadaje się do dalszej obróbki.
Więc ta dalsza obróbka na obrazku poniżej.
Jak to zrobić, żeby otwór fi 24 H7 mocowania wiertarki w rzeczonej kostce był dokładnie w osi wrzeciona tokarki ? Trasowanie i punktowanie tu odpada, tolerancja położenia tego otworu to +/- 0,02 mm i nie ma co marzyć o trafieniu takimi tradycyjnymi sposobami.
Ano, tak jak na obrazku właśnie. Potrzebny był tylko jeden dodatkowy otwór w kostce do jej zamocowania. Taka przelotowa dziura długa na 60 milimetrów w duralu już mnie nie straszy wizją trzech godzin męki i nie ogranicza, nowa wiertarka węglikowym Kemmerem zamienia w zgrabne wióry pierwsze pół długości w ciągu minuty, potem nieco wolniej to idzie bo trzeba usuwać urobek z otworu. Ale te 10 minut to nie "wczorajsze" trzy godziny...
Na zdjęciu wykonywanie wspomnianego otworu fi 24. Najpierw wiertłami, potem rozwiertakami i na końcu nożem roztaczającym regulowanym precyzyjnym, też DIY ;-).
Słuszny uchwyt już gotowy, trzy dni mi zajął skubaniec. A z rysunku jawił się jako niby taka prosta sprawa.
Ale jest OK., działa jak należy i pozycję ma zachowaną. Teraz można już wiercić tego dziwoląga tkwiącego właśnie w uchwycie tokarki (obrazek).
Ktoś zgaduje, co to za dziwoląg ? Podpowiem, że to przyrząd czysto technologiczny niezbędny na drodze wytworzenia dość istotnych części specjalnych silników BLDC, które mają posłużyć do napędu moich maszyn podnosząc ich walory użytkowe. A także zwiększając możliwości dokładnościowe obróbki rozmaitych precjozów do magnetofonu/-ów i nie tylko.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20

















Odebrałem od wykonawcy - posiadacza elektrodrążarki drutowej takie cacunia (obrazek).
Tanio nie było, ale jest doskonale wykonane i warte dobrej zapłaty.
Teraz moja działka pracy przy tym: wiercenie i gwintowanie mnóstwa dokładnie pozycjonowanych kątowo otworów.
Mam już czym, tylko trzeba jeszcze zrobić słuszny uchwyt to tych nowych wiertarek, żeby łatwo było zachować tę wymaganą dokładność wiercenia.
No, sprawy nie stoją w miejscu. Aż się lepiej poczułem ;-).
EDIT: to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy praca zlecona na zewnątrz jest dobrze wykonana. Nielicznych na przestrzeni ponad pół wieku mojej skromnej działalności w temacie mechaniki precyzyjnej. A to była praca polegająca głównie na napisaniu odpowiedniego programu dla maszyn, dobraniu materiału i narzędzi, ustawieniu maszyn i dozoru nad przebiegiem całego procesu. Robił to kolega starszy ode mnie wiekiem i doświadczeniem, pasjonat swojego zawodu.