Kącik offtopowy - rozmowy wszelakie.
- Zaloguj Zarejestruj się by odpowiadać
Czyli jedynym rozsądnym wyjściem jest ubezpieczyć chałupę przed skutkami działania żywiołów na jakąś bardzo wysoką sumę.
To nie takie proste, jakby się mogło wydawać. Firmy ubezpieczeniowe potrafią doskonale liczyć i na terenach zalewowych albo się nie ubezpieczysz w ogóle, albo z wyłączeniem ryzyka powodzi i podtopień, albo z bardzo ograniczoną sumą odszkodowania.
Znam też przypadek, gdy "narodowa" firma ubezpieczeniowa na P i z U na końcu, brała składkę liczoną od milionowej wartości stuletniej kamienicy, a jak przyszło co do czego po pożarze ostatniego piętra i dachu oraz zalaniu przez strażaków wszystkich kondygnacji, suma odszkodowania została nagle pomniejszona o amortyzację do takiej kwoty, że nawet na prawnika i założenie sprawy w sądzie (przegranej zresztą) nie wystarczyło.
Tu widać, że dom Artura też pewnie stoi w tym miejscu ze 100 lat, i polityków bym do tego nie mieszał. Chyba, że w kwestii bezczynności wobec coraz bardziej widocznych zmian klimatu i tego co ze sobą niosą. O ile w 1997 roku, jak pamiętam lało chyba z tydzień albo i więcej, to tu było to raptem 1 - 2 dni. Trudno się dziwić, że stare zapory projektowane i budowane w innych realiach hydrologicznych tego nie wytrzymały.
Tak jak pisze Jank, sprawa nie jest taka czaro-biała. W 2019 roku były duże protesty społeczne w Kotlinie i zaniechano budowy bodajże dziewięciu obiektów. Dziś wszyscy zwalają na "ekologów", ale najbardziej protestowali mieszkańcy którzy mieli być wysiedleni. Podobnie w moim mieście od lat toczy się spór o przebieg drogi ekspresowej S11. Ostatnio przyjęty wariant będzie omijał miasto w odległości 7-8km i nie przyczyni się do odciążenia istniejących dróg oraz będzie bezużyteczny dla większości mieszkańców. A wszystko za sprawą około setki mieszkańców których domy miały być w odległości około 600-800m od drogi wg wcześniejszego planu.
To o czym piszą koledzy pandyl i jank
to cząstka problemu,
jesteśmy zaklajstrowani biurokracją jako państwo, jako samorzady, jako indywidualni obywatele...
i nawet jak ktoś chce coś rozsądnego zrobić trafia na szereg min (biurokratycznych) i problemów, przewlekłości procedur.
Efektem jest nicnierobienie na wszelki wypadek.
dla ilustracji fragment "dyskusji" z Elektrody z 2020 roku:
retrofood napisał:
Włodzimierz Wojtiuk napisał:
A no jak czegoś nie robiłem to mam nie mieć poglądu i go nie wyrażać, mam stulić ryj, i to w dziale po godzinach.
Masz nie pieprzyć andronów i nie pisać tego, czego nie wiesz. Ja wiem jak wygląda procedura, bo namawiałem kiedyś burmistrza, aby spiętrzył wodę w przepływającym przez gminę potoku. I ten dał się namówić. Po roku starań o administracyjne zgody okazało się, że gdyby to zrobił, opłaty pochłonęłyby kilkadziesiąt procent budżetu gminy. Do dzisiaj krzywo na mnie patrzy, że chciałem go wpuścić na minę, chociaż to kolega. Ale skąd miałem wtedy wiedzieć ze tak jest? Też byłem naiwny i sądziłem, że wody płyną darmo. I skoro się wody nie zanieczyszcza, to można bezpłatnie z niej korzystać. Akurat!
dla ilustracji fragment "dyskusji" z Elektrody z 2020 roku:
retrofood napisał:
Włodzimierz Wojtiuk napisał:A no jak czegoś nie robiłem to mam nie mieć poglądu i go nie wyrażać, mam stulić ryj, i to w dziale po godzinach.
Masz nie pieprzyć andronów i nie pisać tego, czego nie wiesz. Ja wiem jak wygląda procedura, bo namawiałem kiedyś burmistrza, aby spiętrzył wodę w przepływającym przez gminę potoku. I ten dał się namówić. Po roku starań o administracyjne zgody okazało się, że gdyby to zrobił, opłaty pochłonęłyby kilkadziesiąt procent budżetu gminy. Do dzisiaj krzywo na mnie patrzy, że chciałem go wpuścić na minę, chociaż to kolega. Ale skąd miałem wtedy wiedzieć ze tak jest? Też byłem naiwny i sądziłem, że wody płyną darmo. I skoro się wody nie zanieczyszcza, to można bezpłatnie z niej korzystać. Akurat!
Ciekawe.. Znam wioskę na 1000 głów, w Wielkopolsce Południowej, gdzie miejscowe stowarzyszenie społeczne stworzyło na przepływającej rzeczce sztuczny staw. Wg przepisów (Prawo Wodne) jest to miejsce okazjonalnie wykorzystywane do kąpieli: "rozumie się przez to wykorzystywany do kąpieli wydzielony i oznakowany fragment wód powierzchniowych niebędący kąpieliskiem (art. 16 pkt 28), funkcjonujący przez okres nie dłuższy niż 30 dni w roku kalendarzowym (art. 39 ust. 1)". Woda jest badana przez Sanepid, dopuszczona do kąpieli. Nikt nie skarżył się nigdy na jakieś horrendalne opłaty z tym związane.
Koledzy, zostawmy rozkminki i politykę. Popieram pomysł założenia zbiórki celowej. W naszym Radiu kolega założył taką zbiórkę, celową dla znajomych że Stronia. Trauni, bardzo bardzo Ci współczuję, wiem, że żadne słowa tego nie oddadzą.
W filmie jest poruszony temat szabrowników.
To jest ta pomoc ze wschodu, o której mówią politycy.
Trafiłem na taki dokument:
https://bip.mos.gov.pl/fileadmin/user_upload/bip/skargi_wnioski_...
Elektrownia wodna? Hmm. W Polsce są warunki na elektrownie wodne szczytowo pompowe. Za małe nieco rzeki mamy. Elektrownia szczytowo pompowa w czasie szczytu energetycznego wytwarza energię, poza szczytem pompuje wodę do zbiornika. Poczytajcie sobie choćby TUTAJ ELektrownia wodna z prawdziwego zdarzenia ma ogromny zbiornik powyżej i zwykły odpływ bez zbiornika poniżej. Służy do bardzo szybkiej reakcji w przypadku konieczności zapewnienia dodatkowej energii, czy zastąpienia elektrowni konwencjonalnej w razie jej awarii. Węglowe bloki energetyczne maja długi rozruch ze stanu zimnego. Może to trwać nawet kilkanaście godzin. Ze stanu gorącego krócej, ale i tak nie tak szybko jak elektrownia wodna. Elektrownia wodna w naszych warunkach będzie wytwarzać niewielki % energii. To nie Chiny z jej hydroelektrowniami na potężnych rzekach. Poza tym elektrownia wodna nie generuje ciepła tylko energię elektryczną. Elektrownia (elektrociepłownia) węglowa, atomowa, gazowa nie ma tej przypadłości. Z generowaniem odpadów z węglówek mozna sobie do pewnego stopnia poradzić (elektrofiltry, stacje odsiarczania spalin itp) Hydroelektrownie nie są tak do końca ekologiczne. Ogromny teren jako zbiornik górny, problemy z migracją ryb... Coś za coś. Elektrownie wiatrowe to inna bajka, doskonale wiecie jakie są zalety i wady. Fotowoltaika. Trochę przypomina samochody elektryczne. Wymiana paneli co ile lat? Jaki jest koszt i zagrożenie dla środowiska przy ich utylizacji?
To jest ta pomoc ze wschodu, o której mówią politycy.
Nie od dzisiaj wiadomo, że okazja czyni złodzieja, ale kolego SINAD:
jeśli tam nie byłeś, nie złapałeś za rękę i osobiście się nie przekonałeś, że szabrownicy są "ze wschodu", to nie siej tu (...) propagandy i nie rób polityki.
Te (...) możesz rozumieć jak chcesz.
Nie rozumiem, jak taka tragedia może być pożywką do takiego zachowania
- szabrownictwo. Jednak my, ludzie, jesteśmy gorsi o zwierząt.
- « pierwsza
- ‹ poprzednia
- …
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- …
- następna ›
- ostatnia »











To nie jest takie proste i oczywiste: po powodzi w 2010 (miałem podtopioną piwnicę) rozmawiałem z urzędnikami wydziału ochrony środowiska i gospodarki wodnej - czy jakoś tak się to nazywało - w swoim urzędzie powiatowym i urzędzie miejskim. W luźnej rozmowie, w sposób trochę zawoalowany powiedzieli, że to
mieszkańcy wymuszają zmiany w planach zagospodarowania przestrzennego, bo mają ziemię na terenach podtapianych i albo chcą się budować, albo sprzedać działki.
Idą różne naciski na radnych (polityczne, rodzinne, towarzyskie i biznesowe), a ci bronią swojego stołka (przyszłe wybory!) i nie mają oporów przed wydaniem decyzji pozwalającej na budownictwo. W moim przypadku wydano pozwolenie na zabudowę wielorodzinną na 1ha działce wzdłuż cieku wodnego - deweloper podniósł poziom terenu i moja okolica nagle znalazła się w dołku.
To niestety jest niekorzystny skutek uboczny decentralizacji i przekazania władzy samorządom - prawo prawem, ale lokalne układy i koterie są ważniejsze.